- A jak cię tak to bardzo interesuje, siostrzyczko. Ojcem Lily jest...
- Ja. - Przerwał mi Kosma. Zmroziłam go wzrokiem, a Asia i dziewczyny otworzyły usta ze zdziwienia.
- Świetnie. - Warknęłam wkurzona, wbiegając po schodach. Wślizgnęłam się do swojego pokoju i położyłam koło Lily. Po paru minutach usnęłam.
Śniła mi się babcia. Patrzyła na mnie z uśmiechem i pokazywała coś, co kiedyś było morzem, a teraz kałużą... Zmarszczyłam brwi, patrząc za siebie. Widziałam tylko piasek i jakieś galaretowate stwory.
- O co... - Zaczęłam, ale zostałam brutalnie obudzona przez płacz Lily. Podniosłam się półprzytomnie i przytuliłam do siebie córeczkę.
- Shh... Cichutko, malutka. - Nic to nie dało, więc podniosłam się i wzięłam Lily na ręce. Pomasowałam jej brzuszek, a ona powoli zaczęła się uspokajać. Podeszłam cicho do okna i odchyliłam zasłonkę. Robiło się jaśniej, więc odłożyłam Lily na łóżko i poszłam się przebrać. Wzięłam ubrania z szafy i poszłam do łazienki. Ogarnęłam się i przebrałam w biały sweter, skórzane szorty i buty za kostkę. Weszłam do pokoju i przygotowałam ubranka dla córeczki. Po paru minutach Lily otworzyła oczy, więc przebrałam ją w spodenki i jakąś koszulkę z napisem ,,córeczka tatusia''.
- Chodź, Lily. - Uśmiechnęłam się do córeczki i wzięłam ją na rączki. Wyszłam z pokoju i zeszłam do salonu. Gdy weszłam do środka, wszystkie spojrzenia padły na mnie i Lily.
- Asia, weź Lily. - Szepnęłam, a siostra wzięła córeczkę i wyszła z salonu. Usiadłam na kanapie. - Co?
- Kto jest ojcem Lily? - Spytał Aro.
- Nie powiedziałyście? - Mruknęłam, patrząc na Emily, Avery i Maję.
- Nie. - Odparła Avery spokojnie.
- To proszę bardzo. Już i tak wszyscy znają każdą moją tajemnicę. - Warknęłam, wstając. - Ojcem Lily jest Kosma. - Syknęłam, wychodząc z salonu i idąc po córeczkę. - Asia, daj mi małą.
- Gdzie idziesz? - Spytała.
- Przejść się. - Mruknęłam, odbierając od Asi Lily i idąc w stronę drzwi. Otworzyłam drzwi, a osoba, która chciała zapukać w nie, zapukała w moje czoło.
- Sorry, jest Avery? - Spytał brunet ze złotymi oczami.
- A nie zabijesz mnie, łowco? - Spytałam z uśmiechem.
- Nie, półcieniu. - Mruknął chłopak.
- Avery, ktoś do ciebie. - Zawołałam, przyciskając mocniej Lily do siebie. Avery przyszła po chwili, a gdy zobaczyła bruneta, stanęła z otwartymi ustami.
- Will? - Spytała brunetka, rzucając się na chłopaka z płaczem.
- Sorry, że przerywam, ale po pierwsze, chciałabym się dowiedzieć kto to jest, a po drugie przesuńcie się. - Poprosiłam. No... próbowałam.
- Więc to jest Will, mój brat i zaraz się przesuniemy. - Odparła Avery, ciągnąc swojego brata do salonu. Poszłam za nimi, bo moja ciekawość nie ma granic.
- Will! - Krzyknął Aro ze zmieszaniem. Brunet przewrócił oczami, rozglądając się po pomieszczeniu.
- Wampir, dwa półcienie, dwóch, no trzech łowców cieni i jedna... nerfil. - Mruknął, patrząc na Lily.
- Co?! - Krzyknęłam razem z Kosmą. - Czym jest Lily? - Warknęłam sama, przytulając córeczkę.
- Nerfilką. Dziecko półcienia i człowieka. Będzie się szybko rozwijać, rosnąć... Zachowywać trochę jak Renesmee. - Mruknął.
- Czyli będzie pić krew? - Warknęła Asia. Will kiwnął głową, a Asia go spoliczkowała.
- Kłamiesz! - Ryknął Kosma i Maja musiała go przytrzymać.
- Maja. - Powiedziałam cicho i oddałam jej Lily. Kiwnęłam głową w stronę Kosmy i Asi i rzuciliśmy się na Willa. Brunet wbił coś w ramię Asi, która opadła na ziemię, ogłuszył Kosmę i próbował mnie trafić z pięści. Zrobiłam unik i wyprowadziłam cios. Trafiłam prosto w jego nos. Usłyszałam nieprzyjemny dla ucha zgrzyt. Wykręciłam mu rękę i powaliłam na ziemię. Usiadłam na nim i rozejrzałam się.
- Sorry, Avery. - Mruknęłam, na co machnęła ręką.
- Należało mu się. - Uśmiechnęła się do mnie, więc z chęcią oddałam jej brata i podeszłam do Asi. Wyjęłam strzykawkę z jej ramienia i powąchałam zawartość. Werbena. Niech to szlag! Podeszłam do Kosmy i próbowałam go dobudzić. Nie udało mi się.
- Maja, zabij jakieś zwierzę, ale niech nie straci za dużo krwi. Asia musi się napić. Daj mi Lily. Emily, mogłabyś przynieść mi trochę lodowatej wody? - Emily zniknęła, Maja też, a ja oddałam Lily Avery. Gdy przyszła Emily z wodą, przejęłam od niej miskę i jednym sprawnym ruchem wylałam ją na Kosmę. Chłopak poderwał się do góry i spiorunował mnie wzrokiem, a potem pobiegł się przebrać. Gdy wrócił, wziął Lily od Avery i zajął się nią. Kiedy przyszła Maja, ciągnąc za sobą dużego jelenia, nacięłam nożem, który miałam w kieszeni, szyję zwierzęcia i przytknęłam ranę do ust Asi. Krew ściekała do jej ust, ale nie przepływała dalej. Maja przejęła od mnie zwierzę i dalej próbowała pomóc Asi.
- Zabiję cię. - Syknęłam w stronę Willa, rzucając się na niego. Niestety zostałam złapana przez Aro.
- Jej nic nie pomoże. - Powiedział, na co wyrwałam się z jego uścisku i popchnęłam na ścianę, tak, że zrobiła się dziura.
- Maja, zostaw to. - Emily zwróciła się do blondynki, która zmroziła ją wzrokiem. Odwróciłam się w stronę siostry i zobaczyłam brązowe oczy błąkające się po pokoju.
- Asia. - Szepnęłam i walnęłam z pięści Willa, który się do mnie zbliżał. - To za kłamstwo.
- Co? Kim ty jesteś? - Spytała Asia, odsuwając od siebie z obrzydzeniem jelenia. Załkałam, padając na kolana. Po chwili podniosłam się i zaczęłam bić Willa raz po raz, aż w końcu był cały we krwi. Odsunęłam się od niego i upadłabym, gdyby nie Kosma. Załkałam, wtulając się w niego. Łzy spływały po moich policzkach, a ja uszczypnęłam się. Zabolało, więc to nie sen. Zaczęłam przeklinać, najpierw cicho, potem coraz głośniej, a na koniec wrzeszczałam i płakałam. Werbena miała chronić od złego.
- To teraz mogę być Elsą. - Mruknęłam pod nosem. - Daj mi Lily.
- Co chcesz zrobić? - Spytała Maja.
- Zabić się. - Warknął Will. Pokazałam mu środkowy palec, bo miałam Lily na rękach.
- Nie. Odejdę. Asia może żyć beze mnie. Po dwunastu latach w końcu mogę ją zosta... - Nie dokończyłam, bo Asia zaczęła się śmiać. - Osz ty! Foch!
- No wiesz... - Asia zrobiła smutną minkę, na co nie wytrzymałyśmy i wybuchłyśmy śmiechem. Will podniósł się, ale zaraz Asia się na niego rzuciła i kopnęła z półobrotu. Wyszczerzyłam się szeroko, oddając Lily Kosmie. Założyłam nelsona siostrze i pokazałam jej język.
- Jak dzieci. - Mruknął Adrian po francusku. Chłopcy zaczęli się śmiać, a ja puściłam siostrę i walnęłam Adriana z pięści.
- Nos mu złamałam! - Zawołałam szczęśliwa, a Asia zaczęła się śmiać.
- Suahili rządzi! - Wrzasnęłyśmy razem, widząc i śmiejąc się ze zdezorientowanych min innych.
- Kujwa. - Krzyknęła Lily, na co spojrzałam na nią dziwnie.
- Co, do jasnej anielki?! - Wydarłam się, na co chłopcy zaczęli się dziwnie zachowywać. - Chłopcy. - Powiedziałam spokojnie. Asia wzięła Lily i wyszła z dziewczynami z pokoju. Po chwili zaczęłam na nich wrzeszczeć, krzyczeć i wydzierać, kląć, machając rękami i śmiejąc się z ich min.
- To miał być żart. - Zaczął Sebastian. Doskoczyłam do niego i wpatrywałam się intensywnie w jego tęczówki.
- Teraz chce ci się spać. - Powiedziałam cicho, na co Sebastian obrócił się powoli i rzucił się na kanapę, a po chwili można było słychać jego chrapanie. Odwróciłam się do reszty, a chłopcy wypchnęli przed siebie Adriana. Założyłam ręce na piersi i zaczęłam przytupywać niecierpliwie nogą. - Słucham?
- Przepraszamy. - Wymamrotali chłopcy, a Adrian uciekł jak najszybciej. Wywróciłam oczami, ale zaraz uśmiechnęłam się, bo Asia podała mi Lily. Przytuliłam córeczkę i zamyśliłam się.
- Asia ugryź mnie. - Zażądałam po chwili.
- Co? - Wykrztusiła, na co wywróciłam oczami.
- Pamiętasz Igrzyska Śmierci? Chcę doczekać do tamtego czasu i za... Przewodzić rebelii Kosogłosa, obalić Kapitol...
- Co? - Powtórzyła Asia.
- Mimo tego, że nie jesteś już wampirem, masz nadal jad w ślinie. - Warknął Will, jakby czytając w moich myślach. - Tak czytam.
- Co? - Syknęłam.
- Słyszałaś.
- Owszem.
- No i co ty na to?
- Lily pójdziesz teraz z wszystkimi, którzy nie mają szesnastu lat. Dobrze? - Uśmiechnęłam się w stronę Asi, a po chwili w pomieszczeniu byli Aro, Matt, Adrian, Kosma, Will i Avery.
- No słucham...
- A co chciałbyś usłyszeć? Tak strasznie cieszę się, że czytasz w myślach?
- Na przykład.
- To się mylisz, cholerny dupku. - Syknęłam.
- Suka. - Odciął się.
- Pantofel. - Odparowałam.
- Pomidorowa.
- Temblak.
- Kapusta.
- Chuj. - Odcięłam się, na co Will warknął.
- Suka.
- Powtarzasz się. A tak w ogóle, to dziękuję za komplement.
- Co?
- No wiesz... Suka to pies, pies to zwierzę, zwierzę to fauna, fauna to matka natura, a matka natura jest piękna. - Uśmiechnęłam się szyderczo po czym, zarzucając włosami, odwróciłam się na pięcie i skierowałam w stronę drzwi, za którymi wcześniej zniknęła Asia. - Asia przemień mnie w wampira! - Zawołałam błagalnie.
- Jak świnie polecą! - Odparowała.
- Amor ma skrzydła i jest świnią! - Zaoponowałam.
- Pierdo...
- Nie kończ, młoda damo! - Warknęłam.
- Bo co? Nie jesteś moją matką! - Odcięła się, na co zacisnęłam zęby. Zabrałam Lily od niej i skierowałam się w stronę swojego pokoju.
- Wiesz... Nie jesteś jedynym wampirem. - Odparowałam, będąc na schodach. Wparowałam do swojego pokoju, Lily posadziłam w jej łóżeczku i wyciągnęłam plecak z szafy. Wrzuciłam do niego wszystkie ubrania moje i córeczki oprócz tych, które mam zamiar założyć. Więc szybko przebrałam się w czarne spodnie, czarną koszulkę, tego samego koloru kurtkę skórzaną, pasek, wygodne buty na szpilce i czarne, skórzane rękawiczki. Lily ubrałam w jeansy, jakąś koszulkę, na to bluzę i kurtkę, do tego wygodne buciki i była gotowa. Zebrałam rzeczy z pokoju, wrzuciłam je do plecaka razem z bronią i, zarzucając plecak na plecy i biorąc córeczkę na ręce, wyszłam z pokoju. Zeszłam po schodach i weszłam do salonu.
- Chciałam się pożegnać. - Powiedziałam dość spokojnie. Rozejrzałam się dookoła. Kosmy i Mai nie było, Asia siedziała naburmuszona w kącie, a reszta siedziała na kanapach.
- Zaczekaj! - Krzyknęła Maja, wpadając do salonu z plecakiem i ubrana podobnie do mnie. - Idę z tobą.
- Ja też! - Krzyknął jej brat, wpadając do pokoju za nią.
- Wreszcie widzę u was coś wspólnego. - Mruknęłam. - Maja, Kosma nie idziecie. Kosma zajmiesz się Lily, czy...
- Idę z tobą. Ktoś musi być tym odpowiedzialnym.
- Ja nie jestem nieodpowiedzialna?! - Warknęłam.
- A niby może ja? - Odciął się.
- Tak? W takim razie proszę bardzo. - Podałam mu Lily i zdjęłam plecak. Wyjęłam z niego nóż. - No to teraz zrobię raz coś odpowiedzialnego. - Syknęłam, wbiłam sobie nóż w serce i pochłonęła mnie ciemność.
Sorry, że nie dodałam w sobotę, ale przyjechała siostra cioteczna na caalutki weekend i nie mogłam. Następny dodam nie wiem kiedy, bo jutro mam test i muszę się strasznie dużo uczyć. Sorry, że troszkę przekleństw, w następnym też trochę ich będzie. Do następnego!
So phiee xx
Rozdział zajebisty, kuzynko :) Przekleństwa są normalne, nawet twoja siostrzyczka ich używa ;p A ty uważaj, bo Lenka znowu do cb przyjeżdża hihi ;3
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Yurakoion (zwana również Nikola ;3)