Przez chwilę stałam nieruchomo, lecz potem zrobiłam najgłupszą rzecz na świecie - odepchnęłam blondyna i wyszłam z pokoju, trzaskając drzwiami. Zbiegłam po schodach i wybiegłam z domu, tym razem przez frontowe drzwi. Przeskoczyłam murek, podtrzymując się jedną ręką i biegłam przed siebie, nie zatrzymując się nawet na chwilę. Nie wiem ile czasu biegłam, ale zrobiło się ciemno i księżyc wzeszedł. Dziś była pełnia i trzy lata od nieszczęsnego Końca Świata. Wdrapałam się na drzewo i usiadłam na jednej z gałęzi po turecku, wpatrując się w księżyc, tak niezmienny od Początku Świata do jego Końca. Oparłam głowę o pień drzewa, przymrużając oczy. Wyobraziłam sobie, że ten dziwny szum to żabi rechot, a szelesty liści to szum strumyka, lub stawu. Chwila, chwila! skarciłam się w myślach. Tu nie powinno tak szumieć! Ześlizgnęłam się z drzewa, otwierając oczy, które teraz na pewno pociemniały. Zawsze tak robiły, gdy byłam zdenerwowana, wkurzona, lub czułam, że zagraża mi niebezpieczeństwo. Zdarzało się, że, gdy wpadałam w szał walki, moje oczy też robiły się ciemniejsze. Rozejrzałam się, wyjmując dyskretnie nóż zza pasa, który wcześniej tam włożyłam. Usłyszałam szelest po prawej stronię, więc błyskawicznie odwróciłam się i rzuciłam nóż. Usłyszałam mrożący krew w żyłach krzyk i tak się właśnie poczułam. Pobiegłam do kępy trawy, a tam leżała Asia.
- Asia? Asia! - Zaczęłam płakać, widząc ból w jej oczach. Wzięłam ją na ręce i zaczęłam się zastanawiać, dlaczego Mai nie ma z moją kochaną siostrzyczką. - Asiu, gdzie jest Maja?
- W domu. - Zaszlochała Asia, gdy zaczęłam dosyć szybko iść w stronę domu. Wtuliła się we mnie, a ja nie potrafiłam hamować łez. Skrzywdziłam swoją małą, kochaną siostrzyczkę, która tyle w życiu wycierpiała. Gdy doszłyśmy do murku, musiałam wejść przez furtkę. Asia mimo tego, że nie ważyła dużo, na pewno z nożem wbitym głęboko w rękę musiała na prawdę cierpieć, więc nie chciałam sprawiać jej jego jeszcze więcej.
- Maja! - Zawołałam dziwnym tonem, wchodząc do domu, lecz Maja wiedziała, co to za ton. Ton odpowiedzialności za ból sprawiony siostrze. Po chwili Maja stała koło mnie z apteczką, pomagając ułożyć Asię w salonie na kanapie. Na szczęście w pomieszczeniu nikogo nie było, ale, gdy wszyscy usłyszeli szlochanie i wrzaski pełne agonii, musieli zejść. Avery i Emily zjawiły się w tym samym momencie. Widząc mnie i Asię, Emily pobiegła po wodę i nowe ubrania dla Asi, a Avery stała w drzwiach, przepuszczając w nich tylko Emily, która co chwilę wynosiła miski pełne krwi i wody. W końcu opanowałam się i wytarłam ręką oczy. Wyjęłam nóż z rany Asi i zobaczyłam, że to nie jest mój nóż. Na moim był wyryty, w dosyć znaczący dla mnie sposób, znaczek, który kiedyś widziałam w filmie. Była to runa, ale ten nóż jej nie miał, ale za to mnie bardzo parzył, gdy go dotknęłam.
- Kosma! - Krzyknęłam, a gdy chłopak wszedł do pokoju, rzuciłam mu nóż. - Ten nóż był w ranie Asi. Zwróć uwagę, na to, że nie ma runy na boku. - Dodałam trochę chłodno. - I parzy mnie. - Mruknęłam, odwracając się w stronę Asi. Słyszałam jak Kosma rzucał nóż do Avery, która stanęła jak sparaliżowana, a nóż z brzdękiem wylądował na podłodze. Obróciłam się, a widząc Avery, która płakała, rozpłakałam się na nowo. Wytarłam ręką oczy i zajęłam się zszywaniem rany Asi. Była to dość głęboka rana, z której ciągle wypływała krew. - Asia. - Szepnęłam z płaczem, widząc jak siostra zamyka powieki. - Asia! - Potrząsnęłam siostrą, a ona dosyć przytomnie powiedziała:
- Zofio, przestań. Beze mnie będzie ci lżej. Traktuj Maję jak własną córkę, tak jak mnie traktowałaś, odkąd pamiętam.
- Joanno! Zabraniam ci coś takiego mówić! - Krzyknęłam ostro. Widząc, że zamyka powieki po raz kolejny, nie mogłam się powstrzymać i ...
- Zosia! - Krzyknęła Maja, patrząc na czerwony ślad na policzku Asi. Poszkodowana siedziała teraz przytomnie, patrząc na mnie z niedowierzaniem.
- Zosia... - Podszedł do mnie Kosma od tyłu, ale jego też uderzyłam, ale gdzie indziej. Z ust blondyna wydobył się jęk i stek przekleństw. Odwróciłam się na pięcie i pobiegłam do swojego pokoju po coś. Owe ,,coś'' to była lina. Zbiegłam po schodach z przekleństwami, cisnącymi mi się na usta. Dotknęłam ich, ale opuściłam rękę, bo wchodziłam do salonu. Podeszłam pod haczyk w suficie i zawiesiłam na nim linę, na której cały czas była pętla. Podstawiłam sobie stołek i stanęłam na nim. Kosma, Maja i Asia wiedzieli co to oznacza. Prychnęłam pod nosem, jak zobaczyłam pełne bólu i czegoś, czego nadal nie potrafiłam nazwać, oczy Kosmy.
- Zosia, co ty robisz? - Spytała Emily.
- Będzie szybciej. - Odparłam lakonicznie, patrząc w ścianę.
- Ale co? - Dopytywała Avery.
- Będzie szybciej, bo gdy serce Asi przestanie bić choćby na sekundę, to ja się zabiję. Obiecałam to już dawno temu. Krwi jej swojej oddać nie mogę, bo mam inną grupę krwi, Kosma i Maja też. Wam nie pozwolę. Maja i Kosma umieją robić dobrze wszystko co muszą robić. - Mówiłam, nadal patrząc w ścianę.
- Zosia... - Powiedział cicho Kosma, a ja wiedziałam co to znaczy.
- Asia, moja mała, Asia, która tyle wycierpiała. - Szepnęłam, sprawdzając pętelkę.
- Zosia... - Zaczął blondyn ponownie, a ja mu przerwałam.
- To prawda, że życie to miłość, miłość to ból, a ból to życie, jednak prawdą jest też, że miłość jest nadzieją, a nadzieja umiera ostatnia... - Mruczałam, stając na palcach, żeby założyć pętelkę na szyję.
- Zosia... - Mówił blondyn, podchodząc do mnie, lecz nie udało mu się mnie złapać. Zawisłam z pętelką na szyi.
- Moje życie było okropne, a teraz się kończy... Jak ja się cieszę... - To były moje ostatnie słowa... no prawie. Pół godziny później kopałam Kosmę i już wiedział, co to znaczy, kopać leżącego. Odwróciłam się, żeby po raz ostatni w życiu spojrzeć na Asię, ale jedyne co zobaczyłam to wielki uśmiech na twarzy Asi.
- Asia. - Szepnęłam ze łzami w oczach. Chciałam do niej podejść, ale Avery złapała mnie od tyłu. Chciałam jej się wyrwać, ale nie udało mi się.
- Oczy. Spójrz w jej oczy. - Szepnęła złotooka, a ja spojrzałam w oczy Asi.
- Asia? - Szepnęłam, widząc czerwone oczy siostry. Zaczęłam bezgłośnie łkać. Wyrwałam się Avery i upadłam na kolana. Próbowałam się uspokoić, ale mi się to nie udało. Wyciągnęłam jedyny nóż zza pasa i skierowałam go w swoje serce. - Ktoś mi przeszkodzi? - Spytałam, pociągając nosem. Nic nie usłyszałam. - Świetnie. - Chciałam wbić sobie nóż w serce, ale moja ręka zawisła w połowie. Podniosłam wzrok i napotkałam brązowe tęczówki Kosmy. Wyrwałam rękę z jego uścisku, nóż rzuciłam w ścianę i wstałam.
- Moja kochana Asia... - Szepnęłam, padając na kolana. Maja podeszła do mnie i oplotła ramionami. Pociągnęłam nosem, wstając. Wyrwałam się z uścisku Mai i wybiegłam z salonu przez dziurę w ścianie. Podeszłam do murku i walnęłam w niego mocno głową. Uderzałam tak raz po raz, tłumiąc przekleństwa, cisnące mi się na usta. W końcu przestałam walić głową, stanęłam prosto i zaczęłam głośno krzyczeć przekleństwa i to co myślę o losie. Po pięciu minutach, no może dziesięciu, ewentualnie po pół godzinie przestałam wrzeszczeć. Wspięłam się na murek i usiadłam na nim twarzą do lasu. W oczy rzucił mi się krzak z jagodami. Zeskoczyłam z murku i podeszłam do krzaczka. Zerwałam jeden z owoców i przyjrzałam się mu. Wilcza jagoda! Świetnie. Zerwałam kilkanaście owoców i wspięłam się na murek. Zeskoczyłam z niego i podskakując wesoło poszłam do domu. Weszłam do salonu i stanęłam na środku.
- Ktoś jeszcze chce się zabić? - Spytałam wesoło.
- Tak. - Powiedział Kosma, podchodząc do mnie. Wsypałam mu kilka jagód na rękę bez słowa, chociaż wolałabym, żeby Maja wybiła mu ten pomysł z głowy.
- W sumie... Ja też. - Maja też do mnie podeszła, ale ja jej nie dałam jagód. Kosma też.
- Nie. Jesteś za młoda. - Uśmiechnęłam się szeroko. Maja odwróciła się na pięcie i usiadła pod ścianą, chowając twarz w ręce. - Ktoś jeszcze? - Spytałam. Nikt nie odpowiedział. - Na trzy. - Rzuciłam do Kosmy.
- Raz. - Zaczął.
- Dwa.
- Jak w Igrzyskach Śmierci. - Mruknęła Asia. Rzuciłam w jej stronę mordercze spojrzenie.
- Trzy. - Skończyliśmy liczyć. Wrzuciłam jedną jagodę do ust, rozgryzając ją. Trochę kwaśna. Zjadłam jeszcze kilka jagód, a wtedy zaczęłam się dziwnie czuć. Rozejrzałam się dookoła przymrużonymi oczami. Wszystko się kręciło i wyglądało tak zabawnie! Zaczęłam się śmiać jak troll.
- Ej, Zosia, co ci jest? - Spytała Avery. Nie odpowiedziałam, bo usłyszałam podobny śmiech. Odwróciłam się w jego stronę i zobaczyłam Kosmę, który chichotał jak elf, który usłyszał najdurniejszy żart pod słońcem. Chciałam do niego podejść, ale wyłożyłam się jak długa, a blondyn zaczął po prostu rechotać. Jak żaba. Podniosłam się, chybocząc lekko i podeszłam do niego trzymając się prosto, przynajmniej tak mi się wydawało. Spoliczkowałam go, a on przewrócił się, ciągnąc mnie za rękę. Upadłam na niego, ale zaraz się podniosłam i z dumnie podniesioną głową wyszłam z salonu. Poszłam do swojego pokoju i rzuciłam się na łóżko. Zaczęłam szlochać. Moja kochana siostrzyczka jest jakimś wampirem... Otarłam łzy i zauważyłam drzwi w ścianie. Podniosłam się i podeszłam do nich. Otworzyłam je i zobaczyłam łazienkę. Podeszłam do umywalki, odkręciłam kran i ucieszyłam się bo była woda. Wróciłam do pokoju i podeszłam do szafy. Wzięłam z niej krótkie spodenki w kratkę i zwykły T-shirt z napisem. Wróciłam do łazienki, umyłam się i przebrałam. Weszłam do pokoju, w którym teraz był Kosma.
- Czego? - Warknęłam, rozplątując palcami włosy. Kosma podszedł do mnie i mnie przytulił. Przez chwilę stałam zdezorientowana, ale po chwili odwzajemniłam uścisk i zaczęłam szlochać. Blondyn głaskał mnie po głowie, a ja po prostu płakałam, wtulona w niego. Po chwili oderwałam się od niego, zamknęłam drzwi na klucz i usiadłam na łóżku, chowając twarz w dłonie. Chwilę potem materac ugiął się pod ciężarem chłopaka, który objął mnie i pozwolił się wypłakać.
- Co teraz? - Spytał cicho.
- Nie wiem. - Odparłam tak samo cicho. - Asia już nigdy nie będzie tą samą Asią co kiedyś. Nie będziemy się wygłupiać, jeść słodyczy i wiele innych. Ona będzie chciała mnie zabić... - Wyszeptałam, szlochając.
- Ale będziecie mogły robić inne rzeczy...
- Nie.
- Ale zawsze będziecie siostrami. Mimo tego, że Asia jest wampirem, a ty półcieniem. Opowiadałaś Asi kiedyś bajkę, jak miała koszmary, o dwóch siostrach, które kochały się mimo tego, że jedna z nich miała jakąś moc i drugą skrzywdziła.
- To był film, który oglądałyśmy pięć lat temu. Nie rozumiesz tego, że my już nigdy nie będziemy takie same? Nigdy... - Wyszeptałam, wycierając łzy. - A poza tym, gdybym zrobiła to co chciałam pięć lat temu... Wtedy nic takiego by się nie stało... Nic by się nie stało... Ale wiesz co? Teraz nie pamiętam tego wszystkiego... Szkoda... Sny i wspomnienia wykończyły by mnie... A ja tak bardzo chciałabym już umrzeć... - Mamrotałam bez sensu. Kosma wywrócił oczami, a gdy chciałam otworzyć usta, żeby coś powiedzieć, pocałował mnie.
Czy mówiłam, że rozdział drugi był dziwny? No to się myliłam! Ten rozdział jest na maksa dziwny... (co prawda użyłabym innego wyrażenia, ale przecież nie będę terroryzować młodzieży ;p) Może będzie jakiś komentarz... chociaż jeden... mniejsza z tym. Mam nadzieję, że rozdział się wam spodobał ;)
So phiee
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz