piątek, 28 marca 2014

6. Nie jesteś jedynym wampirem.

 - A jak cię tak to bardzo interesuje, siostrzyczko. Ojcem Lily jest...
 - Ja. - Przerwał mi Kosma. Zmroziłam go wzrokiem, a Asia i dziewczyny otworzyły usta ze zdziwienia.
 - Świetnie. - Warknęłam wkurzona, wbiegając po schodach. Wślizgnęłam się do swojego pokoju i położyłam koło Lily. Po paru minutach usnęłam.
 Śniła mi się babcia. Patrzyła na mnie z uśmiechem i pokazywała coś, co kiedyś było morzem, a teraz kałużą... Zmarszczyłam brwi, patrząc za siebie. Widziałam tylko piasek i jakieś galaretowate stwory.
 - O co... - Zaczęłam, ale zostałam brutalnie obudzona przez płacz Lily. Podniosłam się półprzytomnie i przytuliłam do siebie córeczkę.
 - Shh... Cichutko, malutka. - Nic to nie dało, więc podniosłam się i wzięłam Lily na ręce. Pomasowałam jej brzuszek, a ona powoli zaczęła się uspokajać. Podeszłam cicho do okna i odchyliłam zasłonkę. Robiło się jaśniej, więc odłożyłam Lily na łóżko i poszłam się przebrać. Wzięłam ubrania z szafy i poszłam do łazienki. Ogarnęłam się i przebrałam w biały sweter, skórzane szorty i buty za kostkę. Weszłam do pokoju i przygotowałam ubranka dla córeczki. Po paru minutach Lily otworzyła oczy, więc przebrałam ją w spodenki i jakąś koszulkę z napisem ,,córeczka tatusia''.
 - Chodź, Lily. - Uśmiechnęłam się do córeczki i wzięłam ją na rączki. Wyszłam z pokoju i zeszłam do salonu. Gdy weszłam do środka, wszystkie spojrzenia padły na mnie i Lily.
 - Asia, weź Lily. - Szepnęłam, a siostra wzięła córeczkę i wyszła z salonu. Usiadłam na kanapie. - Co?
 - Kto jest ojcem Lily? - Spytał Aro.
 - Nie powiedziałyście? - Mruknęłam, patrząc na Emily, Avery i Maję.
 - Nie. - Odparła Avery spokojnie.
 - To proszę bardzo. Już i tak wszyscy znają każdą moją tajemnicę. - Warknęłam, wstając. - Ojcem Lily jest Kosma. - Syknęłam, wychodząc z salonu i idąc po córeczkę. - Asia, daj mi małą.
 - Gdzie idziesz? - Spytała.
 - Przejść się. - Mruknęłam, odbierając od Asi Lily i idąc w stronę drzwi. Otworzyłam drzwi, a osoba, która chciała zapukać w nie, zapukała w moje czoło.
 - Sorry, jest Avery? - Spytał brunet ze złotymi oczami.
 - A nie zabijesz mnie, łowco? - Spytałam z uśmiechem.
 - Nie, półcieniu. - Mruknął chłopak.
 - Avery, ktoś do ciebie. - Zawołałam, przyciskając mocniej Lily do siebie. Avery przyszła po chwili, a gdy zobaczyła bruneta, stanęła z otwartymi ustami.
 - Will? - Spytała brunetka, rzucając się na chłopaka z płaczem.
 - Sorry, że przerywam, ale po pierwsze, chciałabym się dowiedzieć kto to jest, a po drugie przesuńcie się. - Poprosiłam. No... próbowałam.
 - Więc to jest Will, mój brat i zaraz się przesuniemy. - Odparła Avery, ciągnąc swojego brata do salonu. Poszłam za nimi, bo moja ciekawość nie ma granic.
 - Will! - Krzyknął Aro ze zmieszaniem. Brunet przewrócił oczami, rozglądając się po pomieszczeniu.
 - Wampir, dwa półcienie, dwóch, no trzech łowców cieni i jedna... nerfil. - Mruknął, patrząc na Lily.
 - Co?! - Krzyknęłam razem z Kosmą. - Czym jest Lily? - Warknęłam sama, przytulając córeczkę.
 - Nerfilką. Dziecko półcienia i człowieka. Będzie się szybko rozwijać, rosnąć... Zachowywać trochę jak Renesmee. - Mruknął.
 - Czyli będzie pić krew? - Warknęła Asia. Will kiwnął głową, a Asia go spoliczkowała.
 - Kłamiesz! - Ryknął Kosma i Maja musiała go przytrzymać.
 - Maja. - Powiedziałam cicho i oddałam jej Lily. Kiwnęłam głową w stronę Kosmy i Asi i rzuciliśmy się na Willa. Brunet wbił coś w ramię Asi, która opadła na ziemię, ogłuszył Kosmę i próbował mnie trafić z pięści. Zrobiłam unik i wyprowadziłam cios. Trafiłam prosto w jego nos. Usłyszałam nieprzyjemny dla ucha zgrzyt. Wykręciłam mu rękę i powaliłam na ziemię. Usiadłam na nim i rozejrzałam się.
 - Sorry, Avery. - Mruknęłam, na co machnęła ręką.
 - Należało mu się. - Uśmiechnęła się do mnie, więc z chęcią oddałam jej brata i podeszłam do Asi. Wyjęłam strzykawkę z jej ramienia i powąchałam zawartość. Werbena. Niech to szlag! Podeszłam do Kosmy i próbowałam go dobudzić. Nie udało mi się.
 - Maja, zabij jakieś zwierzę, ale niech nie straci za dużo krwi. Asia musi się napić. Daj mi Lily. Emily, mogłabyś przynieść mi trochę lodowatej wody? - Emily zniknęła, Maja też, a ja oddałam Lily Avery. Gdy przyszła Emily z wodą, przejęłam od niej miskę i jednym sprawnym ruchem wylałam ją na Kosmę. Chłopak poderwał się do góry i spiorunował mnie wzrokiem, a potem pobiegł się przebrać. Gdy wrócił, wziął Lily od Avery i zajął się nią. Kiedy przyszła Maja, ciągnąc za sobą dużego jelenia, nacięłam nożem, który miałam w kieszeni, szyję zwierzęcia i przytknęłam ranę do ust Asi. Krew ściekała do jej ust, ale nie przepływała dalej. Maja przejęła od mnie zwierzę i dalej próbowała pomóc Asi.
 - Zabiję cię. - Syknęłam w stronę Willa, rzucając się na niego. Niestety zostałam złapana przez Aro.
 - Jej nic nie pomoże. - Powiedział, na co wyrwałam się z jego uścisku i popchnęłam na ścianę, tak, że zrobiła się dziura.
 - Maja, zostaw to. - Emily zwróciła się do blondynki, która zmroziła ją wzrokiem. Odwróciłam się w stronę siostry i zobaczyłam brązowe oczy błąkające się po pokoju.
 - Asia. - Szepnęłam i walnęłam z pięści Willa, który się do mnie zbliżał. - To za kłamstwo.
 - Co? Kim ty jesteś? - Spytała Asia, odsuwając od siebie z obrzydzeniem jelenia. Załkałam, padając na kolana. Po chwili podniosłam się i zaczęłam bić Willa raz po raz, aż w końcu był cały we krwi. Odsunęłam się od niego i upadłabym, gdyby nie Kosma. Załkałam, wtulając się w niego. Łzy spływały po moich policzkach, a ja uszczypnęłam się. Zabolało, więc to nie sen. Zaczęłam przeklinać, najpierw cicho, potem coraz głośniej, a na koniec wrzeszczałam i płakałam. Werbena miała chronić od złego.
 - To teraz mogę być Elsą. - Mruknęłam pod nosem. - Daj mi Lily.
 - Co chcesz zrobić? - Spytała Maja.
 - Zabić się. - Warknął Will. Pokazałam mu środkowy palec, bo miałam Lily na rękach.
 - Nie. Odejdę. Asia może żyć beze mnie. Po dwunastu latach w końcu mogę ją zosta... - Nie dokończyłam, bo Asia zaczęła się śmiać. - Osz ty! Foch!
 - No wiesz... - Asia zrobiła smutną minkę, na co nie wytrzymałyśmy i wybuchłyśmy śmiechem. Will podniósł się, ale zaraz Asia się na niego rzuciła i kopnęła z półobrotu. Wyszczerzyłam się szeroko, oddając Lily Kosmie. Założyłam nelsona siostrze i pokazałam jej język.
 - Jak dzieci. - Mruknął Adrian po francusku. Chłopcy zaczęli się śmiać, a ja puściłam siostrę i walnęłam Adriana z pięści.
 - Nos mu złamałam! - Zawołałam szczęśliwa, a Asia zaczęła się śmiać.
 - Suahili rządzi! - Wrzasnęłyśmy razem, widząc i śmiejąc się ze zdezorientowanych min innych.
 - Kujwa. - Krzyknęła Lily, na co spojrzałam na nią dziwnie.
 - Co, do jasnej anielki?! - Wydarłam się, na co chłopcy zaczęli się dziwnie zachowywać. - Chłopcy. - Powiedziałam spokojnie. Asia wzięła Lily i wyszła z dziewczynami z pokoju. Po chwili zaczęłam na nich wrzeszczeć, krzyczeć i wydzierać, kląć, machając rękami i śmiejąc się z ich min.
 - To miał być żart. - Zaczął Sebastian. Doskoczyłam do niego i wpatrywałam się intensywnie w jego tęczówki.
 - Teraz chce ci się spać. - Powiedziałam cicho, na co Sebastian obrócił się powoli i rzucił się na kanapę, a po chwili można było słychać jego chrapanie. Odwróciłam się do reszty, a chłopcy wypchnęli przed siebie Adriana. Założyłam ręce na piersi i zaczęłam przytupywać niecierpliwie nogą. - Słucham?
 - Przepraszamy. - Wymamrotali chłopcy, a Adrian uciekł jak najszybciej. Wywróciłam oczami, ale zaraz uśmiechnęłam się, bo Asia podała mi Lily. Przytuliłam córeczkę i zamyśliłam się.
 - Asia ugryź mnie. - Zażądałam po chwili.
 - Co? - Wykrztusiła, na co wywróciłam oczami.
 - Pamiętasz Igrzyska Śmierci? Chcę doczekać do tamtego czasu i za... Przewodzić rebelii Kosogłosa, obalić Kapitol...
 - Co? - Powtórzyła Asia.
 - Mimo tego, że nie jesteś już wampirem, masz nadal jad w ślinie. - Warknął Will, jakby czytając w moich myślach. - Tak czytam.
 - Co? - Syknęłam.
 - Słyszałaś.
 - Owszem.
 - No i co ty na to?
 - Lily pójdziesz teraz z wszystkimi, którzy nie mają szesnastu lat. Dobrze? - Uśmiechnęłam się w stronę Asi, a po chwili w pomieszczeniu byli Aro, Matt, Adrian, Kosma, Will i Avery.
 - No słucham...
 - A co chciałbyś usłyszeć? Tak strasznie cieszę się, że czytasz w myślach?
 - Na przykład.
 - To się mylisz, cholerny dupku. - Syknęłam.
 - Suka. - Odciął się.
 - Pantofel. - Odparowałam.
 - Pomidorowa.
 - Temblak.
 - Kapusta.
 - Chuj. - Odcięłam się, na co Will warknął.
 - Suka.
 - Powtarzasz się. A tak w ogóle, to dziękuję za komplement.
 - Co?
 - No wiesz... Suka to pies, pies to zwierzę, zwierzę to fauna, fauna to matka natura, a matka natura jest piękna. - Uśmiechnęłam się szyderczo po czym, zarzucając włosami, odwróciłam się na pięcie i skierowałam w stronę drzwi, za którymi wcześniej zniknęła Asia. - Asia przemień mnie w wampira! - Zawołałam błagalnie.
 - Jak świnie polecą! - Odparowała.
 - Amor ma skrzydła i jest świnią! - Zaoponowałam.
 - Pierdo...
 - Nie kończ, młoda damo! - Warknęłam.
 - Bo co? Nie jesteś moją matką! - Odcięła się, na co zacisnęłam zęby. Zabrałam Lily od niej i skierowałam się w stronę swojego pokoju.
 - Wiesz... Nie jesteś jedynym wampirem. - Odparowałam, będąc na schodach. Wparowałam do swojego pokoju, Lily posadziłam w jej łóżeczku i wyciągnęłam plecak z szafy. Wrzuciłam do niego wszystkie ubrania moje i córeczki oprócz tych, które mam zamiar założyć. Więc szybko przebrałam się w czarne spodnie, czarną koszulkę, tego samego koloru kurtkę skórzaną, pasek, wygodne buty na szpilce i czarne, skórzane rękawiczki. Lily ubrałam w jeansy, jakąś koszulkę, na to bluzę i kurtkę, do tego wygodne buciki i była gotowa. Zebrałam rzeczy z pokoju, wrzuciłam je do plecaka razem z bronią i, zarzucając plecak na plecy i biorąc córeczkę na ręce, wyszłam z pokoju. Zeszłam po schodach i weszłam do salonu.
 - Chciałam się pożegnać. - Powiedziałam dość spokojnie. Rozejrzałam się dookoła. Kosmy i Mai nie było, Asia siedziała naburmuszona w kącie, a reszta siedziała na kanapach.
 - Zaczekaj! - Krzyknęła Maja, wpadając do salonu z plecakiem i ubrana podobnie do mnie. - Idę z tobą.
 - Ja też! - Krzyknął jej brat, wpadając do pokoju za nią.
 - Wreszcie widzę u was coś wspólnego. - Mruknęłam. - Maja, Kosma nie idziecie. Kosma zajmiesz się Lily, czy...
 - Idę z tobą. Ktoś musi być tym odpowiedzialnym.
 - Ja nie jestem nieodpowiedzialna?! - Warknęłam.
 - A niby może ja? - Odciął się.
 - Tak? W takim razie proszę bardzo. - Podałam mu Lily i zdjęłam plecak. Wyjęłam z niego nóż. - No to teraz zrobię raz coś odpowiedzialnego. - Syknęłam, wbiłam sobie nóż w serce i pochłonęła mnie ciemność.

Sorry, że nie dodałam w sobotę, ale przyjechała siostra cioteczna na caalutki weekend i nie mogłam. Następny dodam nie wiem kiedy, bo jutro mam test i muszę się strasznie dużo uczyć. Sorry, że troszkę przekleństw, w następnym też trochę ich będzie. Do następnego!
So phiee xx

sobota, 22 marca 2014

5. Lily Victoria Malinowska

 - Ehh... - Westchnęłam. - Moje dziecko będzie miało grupę krwi... taką jaką ja mam.
 - Ale twoja grupa krwi to ARh-. -Wyjąkała Asia, zezując w stronę drzwi.
 - Tak i dziecko będzie ją miało po mnie. - Powiedziałam twardo, świdrując siostrę wzrokiem. - A teraz czy możesz dać mi coś do picia?
 - Masz. - Avery podała mi jakieś zioła. Okazało się, że to mięta. Podziękowałam, sącząc powoli napój. Po paru minutach zmęczyłam się, więc, oddając wcześniej kubek wampirzycy, położyłam się i udawałam, że śpię.
 - Emm... dziewczyny? - Do pokoju wparowała Emily, a za nią Maja i chłopcy.
 - Co jest? - Spytała cicho Asia.
 - Moglibyśmy wiedzieć, kto jest ojcem dziecka Zosi? - Powiedziała nieśmiało Maja.
 - Zosia nic nie powiedziała, a grupa krwi będzie taka, jaką ona ma. - Westchnęła Avery.
 - Ja na pewno nie. - Mruknął Sebastian. Miałam ochotę prychnąć pod nosem.
 - Wiadomo. - Prychnęła Emily.
 - Ja nie. - Mruknął Adrian.
 - I tak jej nie lubisz. - Syknęła Avery.
 - A wy? - Warknęła Asia.
 - Ja nic nie powiem. To tajemnica Zosi. - Powiedział Matt.
 - Aro? Kosma? - Syknęła Emily.
 - Ja nic nie powiem. - Powiedzieli jednocześnie.
 - Ja wiem... Każdy z nich może być ojcem... Prawda? - Warknęła Asia. Prychnęłam, podnosząc się i otwierając oczy.
 - Ja miałabym się z każdym przespać? - Syknęłam. - Ty mnie chyba nie znasz, siostrzyczko.
 - Znam cię doskonale, ale przez sześć lat mogłaś nauczyć się kłamać. - Mruknęła, na co została obdarowana morderczym spojrzeniem.
 - Ty sądzisz, że ja cię okłamałam? Raz w życiu! Raz! - Wrzasnęłam.
 - Kiedy?!
 - Święty Mikołaj nie istnieje! - Krzyknęłam, na co Asia przewróciła oczami.
 - Nie? - Spytał Sebastian płaczliwym tonem. Wszyscy spojrzeli na niego jak na idiotę, a on oberwał od Emily.
 - No, a jak jeden raz skłamałaś to i drugi, i trzeci, i piąty mogłaś! - Zawołała, na co nie wytrzymałam i ...
 - Zosia! - Syknęła na mnie Avery, patrząc na czerwony ślad na policzku Asi.
 - Tobie jedynej nie skłamałam nigdy! Nie wierzysz mi?! Mamie kłamałam, babci, ojczymowi, wszystkim, ale tobie nigdy! - Ostatni wyraz przeliterowałam głośno. - I jeszcze jedno! Nie kłamałam ci, bo jesteś moją siostrą, którą zawsze się opiekowałam, którą wychowywałam jak własną córkę, byłaś jedyną osobą, która znała mnie lepiej niż ja, jednej tajemnicy ci nie powiedziałam... W kim się zakochałam jak miałam dwanaście lat... Ale do tej pory nie powiedziałam i nie powiem. - Zakończyłam, zakładając ręce na piersi.
 - Dobra... Fajne wyznanie... Zosia, ale może jednak powiesz kto jest ojcem... - Poprosiła Emily.
 - Nie. - Powiedziałam twardo. Czułam na sobie spojrzenie tęczówek, które dobrze znałam.
 - Asia nie patrz tak na mnie, to nic nie zdziała. - Mruknęłam, widząc błagające spojrzenie siostry. Tylko ja wiem kto jest ojcem dziecka. I jest nim...
 Dni mijały mi głównie na spaniu, wymiotowaniu, różnych humorkach i dużej ilości wkurzających próśb o dowiedzenie się, kto jest ojcem dziecka. W końcu nadszedł ten dzień. Dzień porodu. Avery cały czas biegała po domu, Emily szukała ręczników, Maja po całym domu szukała dziecięcych ubranek, a Asi cały czas nie było w domu, bo miała dosyć tego biegania. A zapomniałabym! Chłopcy. Sebastian się wkurza na każdego, kto na niego spojrzy, Matt łazi cały czas po swoim pokoju i prawie z niego nie wychodzi, Adrian ma wszystko gdzieś, Aro często poluje i głośno słucha muzyki, a Kosma zamknął się w pokoju i z niego nie wychodzi. Zachowują się gorzej niż kobiety w ciąży - co mogę potwierdzić.
 - Mam! - Wrzasnęła Maja, wbiegając do salonu, w którym po wielu kłótniach, parunastu szwach i wypicia około dziesięciu litrów melisy mogłam spokojnie leżeć, podczas, gdy inni na swój sposób próbowali się odstresować.
 - Czego? - Warknęłam.
 - Mam ubranka! - Krzyknęła triumfalnie.
 - Świetnie. - Mruknęłam, wracając do wcześniejszego zajęcia - gapienia się w sufit. Poczułam mocny skurcz w - moim już i tak dużym - brzuchu. Od miesiąca mam skurcze, ale ten był wyjątkowo mocny.
 - Avery! - Wrzasnęłam, a w moim głosie można było usłyszeć ból.
 - Szlag! - Syknęła Asia, wpadając do salonu, na szczęście nie przez dziurę, którą Adrian i Aro załatali, znajdując w piwnicy mnóstwo materiałów budowlanych.
 - Pomóż. - Szepnęłam, a Asia podtrzymując mnie, pomogła wstać i dojść do windy, która ostatnio była głównym środkiem transportu. Wjechałyśmy na strych, w którym teraz była sala szpitalna. Pomogła mi się położyć na łóżku, a w tej samej chwili wpadła Emily, Maja i Avery.
 - Chłopcy są w salonie. - Mruknęła Maja, biegając od jednego miejsca, do drugiego.
 - A może by tak znaleźć Kate? - Warknęłam, na co Asia wybiegła z pomieszczenia.
 - Chodź tutaj. - Po dwudziestu minutach do pokoju wparowały Kate i Asia. Blondynka zaklęła i od razu zaczęła wydawać polecenia.
 - Asia idź na dół, walnij parę razy chłopaków, bo panikują, Emily przynieś najlepiej ciepłą wodę, Maja ręczniki, a Avery będzie tu potrzebna.
 - A ja? - Spytałam.
 - Ty zaciśnij zęby. Nie będzie to bezbolesne. - Ostrzegła Kate, a ja przekonałam się, że to prawda. Po godzinie bólu, wrzasków, stracenia dużej ilości krwi i słuchania wrzasków chłopaków, usłyszałam płacz mojego dziecka.
 - Dziewczynka. - Szepnęła Avery, owijając moją córeczkę w ręcznik. Podała mi ją, a mała uspokoiła się. Przytuliłam ją i powiedziałam:
 - To jest Lily. - Powiedziałam cichutko, całując dziewczynkę w czółko. Podałam ją Avery, a ta umyła ją i ubrała w znalezione ubranka. Ja zdrzemnęłam się, a, gdy się obudziłam, czułam się świetnie. Usiadłam na łóżku i rozejrzałam się. Avery trzymała na rękach Lily, Asia stała koło niej i uśmiechała się, Maja i Emily sprzątały, a Kate siedziała na krześle zmęczona. Wstałam z łóżka, a Maja wcisnęła mi w ręce ubrania i wskazała drzwi do łazienki. Weszłam do pomieszczenia, zamykając drzwi na klucz. Podeszłam do lustra i przeraziłam się widokiem Byłam blada, a moje włosy przypominały stóg brązowego siana. Kręcąc głową, podeszłam do kabiny prysznicowej, odkręciłam ciepłą wodę i zrucając z siebie ubrania weszłam pod strumień wody.
 Po paru minutach wyszłam, owijając się ręcznikiem. Drugim ręcznikiem owinęłam włosy i wysuszając je podeszłam do ubrań, które wcześniej dała mi Maja. Sukienka! Biała, koronkowa z długim rękawem i do tego, na szczęście, trampki, ale na koturnie. Mamrocząc pod nosem, ubrałam się i wysuszyłam włosy. Zrobiły się delikatne fale. Opuściłam łazienkę i podeszłam do Mai.
 - Daj mi normalne buty. - Poprosiłam. Maja wywracając oczami, podała mi beżowe szpilki i białe trampki. Było oczywiste, że wezmę trampki. Założyłam buty i podeszłam do Avery, odbierając od niej Lily.
 - Nie powinnaś chodzić. - Mruknęła Asia.
 - Odwal się. Mama chodziła dwa dni po twoim urodzeniu, więc zamilcz. - Warknęłam. Podeszłam do windy i zjechałam na dół. Skierowałam się do salonu, z którego dochodziły jakieś hałasy. Weszłam do pomieszczenia i krzyknęłam:
 - Cisza! Obudzicie Lily. - Syknęłam ciszej i w tej chwili zaczęła płakać. - Shh... Już spokojnie Lily, shh... - Kołysałam dziewczynkę delikatnie, aż się uspokoiła. Otworzyła niebieskie oczka i próbowała coś zobaczyć. Westchnęłam, uśmiechając się. Przytuliłam Lily i rozejrzałam się. Kosma, Aro i Matt siedzieli na kanapie i mierzyli się wzrokiem, Sebastian patrzył na Lily, a Adrian tak jak przez ostatni miesiąc wszystko miał gdzieś.
 - Lily? - Spytali jednocześnie.
 - Tak. Lily Victoria. - Odparłam.
 - A nazwisko? - Spytał Kosma.
 - Moje. - Warknęłam.
 - Czyli... - Zaczął Matt.
 - Lily Victoria Malinowska. - Warknęłam.
 - Co? - Spytał Aro.
 - Malinowska to tak jak malina. - Mruknęłam, wywracając oczami.
 - Zosia! - Krzyknęła Emily, wpadając do salonu, na co pokazałam jej, że ma być cicho. Mimo tego Lily zaczęła płakać. Westchnęłam i wyciągnęłam rękę w stronę Emily, która podała mi butelkę mleka. Zaczęłam karmić Lily, a potem jej się odbiło. Słodko.
 - Zosia, może teraz powiesz...
 - Nie. - Warknęłam, przerywając jej.
 - A może... - Urwała.
 - Co?
 - Może chociaż powiesz kto mógłby nim być...
 - Nie. Masz już podejrzenia. Matt, Aro lub Kosma. Resztę sobie wymyśl. - Syknęłam, wychodząc z salonu, a potem domu. - Zobacz, Lily. Jak tu ładnie... prawda? Ehh... - Westchnęłam. - Przecież ty i tak nie widzisz. Powiesz mama? - Spytałam z nadzieją.
 - Miama. - Wymamrotała, a ja krzyknęłam ze szczęścia i zdziwienia. Wszyscy wypadli z domu z nożami, łukami lub czym popadnie. Na przykład Sebastian miał szczotkę... do włosów, a Aro - wałek do ciasta. Zapomniałam o tym, że Matt miał drewnianą łyżkę. Asia miała łuk, Maja nóż, Avery swoje noże, Emily miecz, Adrian maczetę, a Kosma to co Asia.
 - Co jest?! - Krzyknęła Kate, wypadając za nimi i rozglądając się. Zaczęłam się śmiać, a Lily próbowała to zrobić. Przestałam się śmiać, a reszta podeszła do nas.
 - Czy ona się śmieje? - Wyjąkała Asia.
 - Tak, a teraz Lily, kochanie, powiedz mama. - Poprosiłam.
 - Mamia. - Powiedziała moja córeczka.
 - Słodka. - Pisnęła Kate, podchodząc do mnie i uśmiechając się do Lily.
 - Całkiem podobna do... - Zaczęła Asia, prześlizgując wzrokiem po Aro, Macie i Kosmie. Podeszła do mnie i wzięła Lily. Otworzyła jej oczka. - Ma brązowe. - Mruknęła.
 - Tak jak ja i ty i JJ. - Mruknęłam.
 - Nie przypominaj mi JJ'ka. - Poprosiła płaczliwie, na co wywróciłam oczami, idąc do swojego pokoju. Wzięłam plecak i zeszłam na dół. Plecak podałam Asi, a ona podała mi Lily. - JJ! - Wyszczerzyła się, przytulając do lalki. No lalka.
 - JJ? - Spytała Maja, podchodząc do Asi. - Jej!
 - JJ? - Kosma uniósł brwi w zdziwieniu.
 - JJ. - Potwierdziłam. - Mój mały braciszek.
 - Co? - Spytał ze śmiechem Adrian, co wkurzyło moją siostrę.
 - JJ to brat, którego niestety nie miałyśmy. - Warknęła, uderzając go z pięści w twarz, a potem w drugą stronę, a na koniec ,,trzy''.
 - Lily zobacz to twój wujek JJ. - Pokazałam jej brata.
 - Dziejdziej! - Krzyknęła Lily, klaskając w rączki. Spojrzałam na Avery.
 - Czy ona będzie tak... szybko rosnąć i się rozwijać? - Spytałam niepewnie.
 - Dziecko człowieka i półcienia rośnie szybko i jeszcze szybciej się rozwija. - Odparła z ulgą. Posłałam w jej stronę uśmiech. No to teraz będzie męczyć Kosmę i Matta, żeby się dowiedzieć, kto jest ojcem mojego dziecka.
 - Okej. - Powiedziała wolno Asia, świdrując mnie wzrokiem. Wywróciłam oczami, co oznaczało, że nie powiem jej kto jest ojcem Lily.
 - A teraz Avery i Aro pójdą do jakiegoś pokoju i sobie pogadają. - Wyszczerzyłam się, a Avery zmroziła mnie wzrokiem.
 - Hę? - Zdziwił się Aro, ale zaraz zamilkł, bo Avery go pocałowała.
 - Yeah! - Wrzasnęłam, klaszcząc. - Jedziesz, Avery! - Po chwili uchyliłam się przed nożem, który rzuciła we mnie Avery. Pokazałam jej język, a Lily zaklaskała.
 - O co...? - Zaczęła Emily, ale Avery pokazała jej, że ma być cicho.
 - A może ty też pójdziesz z kimś do pokoju i sobie coś wyjaśnisz? - Spytała Avery przez zaciśnięte zęby, kładąc nacisk na wyraz ,,kimś''. Zmroziłam ją wzrokiem, przytulając mocniej Lily.
 - Ja i ktoś wszystko wiemy, a czy ty i Aro na pewno? - Warknęłam, oddając Lily Asi.
 - Nie rozu...
 - Zamknij się, Aro. - Syknęłyśmy z Avery, tuż przed tym jak rzuciłyśmy sobie do gardeł. Niestety miałam na sobie sukienkę, co utrudniało walkę. Tak, czy inaczej wygrałam. Odebrałam od Asi Lily i weszłam do domu, bo robiło się ciemno.
 - Chodź, Lily. Pójdziemy spać, tak, kochanie? - Uśmiechnęłam się do córeczki. Poszłam do swojego pokoju, biorąc kilka ubranek dla Lily, które zostawiła Maja. Weszłam do łazienki i umyłam Lily, a potem przebrałam w kolorowe szorty i jakąś koszulkę. Potem też się przebrałam w podobny zestaw i trzymając usypiającą córeczkę, wróciłam do pokoju. Położyłam Lily koło siebie na łóżku, zasłoniłam okno i ułożyłam koło córeczki. Przykryłam nas kołdrą i przytuliłam się do małej. Widząc, że Lily nie chce spać, zaczęłam śpiewać kołysankę. Gdy skończyłam, mała już spała. Uśmiechnęłam się do siebie i wstałam po cichu z łóżka. Założyłam pierwsze trampki, które wpadły mi do rąk i bluzę. Wymknęłam się z pokoju i zeszłam do salonu, w którym byli chłopcy, Asia, Avery, Maja i Emily. Asia widząc mnie, wstała z kanapy.
 - Gdzie Lily? - Spytała.
 - Śpi. - Odparłam cicho, rozglądając się po pomieszczeniu.
 - Chłopcy, idźcie. - Powiedziała Avery, a po chwili chłopcy wyszli. - Zosia, do jasnej anielki, powiedz, kto jest ojcem Lily. - Ostro zwróciła się do mnie.
 - Matt czy Kosma? - Sprecyzowała Emily.
 - A co za różnica? Lily nie będzie miała ojca. - Syknęłam, wyprowadzona z równowagi.
 - A jakby coś ci się stało? To kto wtedy zajmie się Lily? - Wtrąciła przebiegle Emily.
 - Asia się nią zajmie. - Odparowałam.
 - Nie dam rady. - Warknęła Asia.
 - A Leną się krasnoludki zajmowały. - Odparłam. Moja siostra wywróciła oczami. - Siostrzyczko.
 - Nie. Albo powiesz, kto jest ojcem Lily, albo się zabiję.
 - Mała strata. - Droczyłam się z nią.
 - Wiem, ale tak, czy inaczej masz mi powiedzieć, do jasnej anielki, kto jest ojcem Lily. - Podniosła głos.
 - Nie. Ale powiem ci jedno. Tylko jeden z nich może być ojcem Lily. I wiesz, co? Możesz się nawet zabić, ja ci nie powiem, kto jest...
 - Asia! - Maja skarciła moją siostrę, patrząc na czerwony ślad na moim policzku. Wywróciłam oczami i skierowałam się do swojego pokoju.
 - A jak cię tak to bardzo interesuje, siostrzyczko. Ojcem Lily jest...


Heeeej! Nowy rekord w pisaniu rozdziału. Uwaga, uwaga... Ten rozdział był gotowy 17.03.2014 r.!
Dziwne??? Owszem. Nie jestem pewna czy następny rozdział dodam za tydzień, bo 1 kwietnia mam ważny test i muszę powtórzyć materiał z trzech klas -,- (test szóstoklasisty w Prima Aprilis?! Kto to kurde widział?!) Więc do następnego!
Adios!
Au revoir!
Bon voyage!
Adjö!
Vi ses!
Bye!

sobota, 15 marca 2014

4. Podziękuję za ten zaszczyt.

dwa tygodnie później...
 Obudziłam się, ciężko oddychając. Usiadłam i rozejrzałam się dookoła. Siedziałam na łóżku, moje ubrania były rozrzucone po pokoju, a ja byłam przykryta kołdrą. Sięgnęłam po T-shirt, narzuciłam go na siebie i podeszłam do szafy. Wyjęłam jeansy, szary sweter i skórzane buty na obcasie. Nie chciało mi się zakładać szkieł kontaktowych, więc wzięłam okulary. Poszłam do łazienki i opłukałam twarz zimną wodą. Ubrałam się, a schylając się, żeby zawiązać buty, w brzuchu poczułam dziwne uczucie i wszystko co wczoraj jadłam podeszło mi do gardła. Pochyliłam się nad sedesem i zwymiotowałam.
 Po około piętnastu minutach podniosłam się i przepłukałam usta wodą. Ochlapałam twarz i zakładając okulary, wyszłam z łazienki, a potem pokoju. Zeszłam wolno po schodach, trzymając się barierki. Weszłam do salonu, w którym byli wszyscy oprócz Kosmy. Westchnęłam cicho, czym zwróciłam uwagę wszystkich obecnych. Avery od razu do mnie podeszła i pomogła usiąść na kanapie. Byłam blada. Nikt mi tego nie powiedział, ale ja to wiedziałam. Czułam się słaba i kręciło mi się w głowie. Maja od razu gdzieś pobiegła, a ja przymknęłam oczy, opierając głowę o oparcie kanapy. 
 - Zosia, co jest? - Spytała cicho Avery. Westchnęłam, otwierając oczy. 
 - Źle się czuję. - Wymamrotałam, lustrując wzrokiem pomieszczenie. Asia siedziała koło dziury w ścianie, patrząc na las, Sebastian, Adrian, Matt i Aro siedzieli na podłodze rozmawiając cicho, Emily siedziała niedaleko mnie, przyglądając mi się, a Mai i Kosmy nie było. Po chwili do salonu wbiegła blondynka z apteczką. Usiadła koło mnie i zmierzyła mi temperaturę. Gdy zobaczyła wynik otworzyła usta ze zdziwienia. Avery przejęła od niej termometr, a po chwili wyglądała tak jak Maja. 
 - Ile? - Szepnęłam.
 - Czterdzieści trzy i dziewięć. - Powiedziała osłupiała Avery, na co chłopcy się zamknęli. 
 - Co? - Spytała Asia, błyskawicznie do mnie podchodząc. Położyła rękę na moim czole. Była zimna. Wzdrygnęłam się i otuliłam ramionami. 
 - Zimno mi. - Mruknęłam, a po chwili zostałam szczelnie przykryta ciepłym kocem przez Emily.
 - Ej, co jest? - Spytał Kosma, wchodząc do salonu. Rozejrzał się zdezorientowany. Tu zawsze było głośno. 
 - Będę rzygać. - Mruknęłam i pobiegłam do swojego pokoju. Wpadłam do łazienki i zaczęłam wymiotować. Po kilku minutach oparłam się plecami o zimne kafelki. Podniosłam się wolno i podeszłam do umywalki. Opłukałam usta i twarz i wyszłam z łazienki. W pokoju były dziewczyny. Avery posadziła mnie na łóżku, przykrywając kocem, Emily uchyliła trochę okno, żeby wywietrzyć, a Asia usiadła koło mnie i służyła mi za zbijacz temperatury. Maja buszowała w apteczkach, ale po chwili poddała się. 
 - Leki się skończyły. - Mruknęła.
 - Asia, Maja, weźcie Kosmę i znajdźcie Mike'a, albo Kate. Albo ich oboje. Oni mają zapas leków, a Kate była lekarką kilka lat temu. - Powiedziałam cicho, a Asia i Maja od razu poderwały się i wybiegły z pokoju. Po paru minutach nie było ich w domu, co zakomunikowało zatrzaśnięcie drzwi. Podniosłam się i wyszłam z pokoju, a dziewczyny ze mną. Zeszłam powoli po schodach i weszłam do salonu. Emily podsunęła krzesło pod dziurę w ścianie, a ja na nim usiadłam, otulając się szczelniej kocem. 
 - Co jest? - Spytał Sebastian po chwili, za co oberwał od Emily. - Za co? - Jęknął, pocierając tył głowy. 
 - Za chęć do życia i miłość do ojczyzny. - Warknęła Avery, mrożąc chłopaka wzrokiem. - Zosia źle się czuje, durniu. 
 - Avery, zostaw go. - Mruknęłam cicho, ale brunetka posłuchała. - Źle się czuję, ale to nie powód, żeby chłopcy przestali zachowywać się jak dzieci i ślepi durnie. 
 - Zgadzamy się z nią. - Chłopcy pokiwali głowami. - Ej... - Dodali po chwili. Prychnęłam cicho pod nosem, patrząc na las. 
 - Emily? - Spytałam, po tym jak zobaczyłam jakiś ruch na drzewie. 
 - Hmm? - Mruknęła. 
 - Czy tu są jakieś zwierzęta? 
 - Raczej nie...
 - Ale na tamtym drzewie się coś rusza. - Wskazałam drzewo, a Aro i Matt pobiegli tam.
 - Ej! - Usłyszałam chwilę potem krzyk. Wstałam z krzesła, widząc jak Aro ciągnie Tessę, a Matt Nessie.
 - Nessie? Tessa? A gdzie jest Eleanor? - Spytałam. - A także Hariett, Kim, Andy, Wen, Blake, Nick i Nate? 
 - To ty je znasz? - Spytał Matt.
 - Tak. Nessie i Tessę poznałam dwa lata temu na polowaniu. A teraz puśćcie je. - Chłopcy zaraz odsunęli się, chowając się za Emily i Avery. Prychnęłam, podchodząc do Nessie i Tessy. Przytuliłam je, ale zaraz odsunęłam się, czując to nieprzyjemne uczucie w brzuchu. Pobiegłam do swojego pokoju, a potem do łazienki. Po kilkunastu minutach byłam z powrotem na dole. Weszłam do salonu i zobaczyłam Asię, Maję, Kosmę, Mike'a, Kate, Nessie, Tessę, Avery, Emily, Sebastiana, Aro, Matta i Adriana.
 - Kate! Mike! - Rzuciłam się na nich. Przytuliłam Kate, potem Mike'a, a potem stanęłam na środku pokoju. - Macie leki?
 - Niestety nie. - Maja pokręciła głową. Avery wymamrotała coś pod nosem.
 - Co? - Spytała Asia, patrząc na nią ze zdezorientowaniem. Avery mruknęła coś w odpowiedzi, a Asia otworzyła usta ze zdziwienia.
 - Co jest, do jasnej Anielki?! - Uniosłam głos.
 - Jesteś w ciąży. - Mruknęła Avery, a ja otworzyłam usta ze zdziwienia.
 - Co? Jak? Kiedy? Co, do jasnej... ?!
 - Mam ci tłumaczyć skąd się biorą dzieci? - Spytała Avery.
 - Podziękuję za ten zaszczyt. - Fuknęłam.
 - Zosia... - Zaczęła Asia.
 - Co? - Syknęłam.
 - Kto jest... no wiesz... ojcem? - Spytała.
 - Nie muszę ci nic mówić, nie jesteś moją matką. - Mruknęłam i udałam się do swojego pokoju. Usiadłam na łóżku, podkuliłam nogi i objęłam je rękoma. Ja wiem kto jest ojcem... Asia nie może tego wiedzieć... Nikt nie może... Może on wie... Nie. On na pewno wie.
 - Zosia, mogę wejść? - Usłyszałam zza drzwi.
 - Nie. - Mruknęłam w odpowiedzi. Odwróciłam głowę w stronę okna, ale zaraz przeniosłam wzrok na łóżeczko dziecięce. - Asia powiedz Avery, żeby do mnie przyszła. - Szepnęłam, ale wiedziałam, że moja siostrzyczka to usłyszy. Po chwili drzwi otworzyły się i do pokoju weszła Avery.
 - Co chciałaś?
 - Jestem półcieniem, więc moja ciąża będzie inaczej wyglądać niż ta u ludzi. Tak?
 - Tak.
 - Opowiesz mi o tym? Jak wiesz.
 - Niech ci będzie. - Westchnęła. - Ciąża półcieni trwa tylko miesiąc, ale jest męcząca. Będziesz ciągle wymiotować. Gorączka minie za jakiś tydzień, ale wróci na poród, więc trzeba będzie znaleźć leki. Asia, pamiętaj o tym...
 - Pamiętam! - Wrzasnęła Asia z dołu.
 - To dobrze. - Mruknęła Avery. - Masz jakieś doświadczenie w dzieciach?
 - Praktycznie ja wychowywałam Asię, więc jakieś tam pojęcie mam. No i kuzynką się trochę zajmowałam. - Odparłam, czując łzy, napływające do oczu na wspomnienie Leny.
 - Okej... - Mruknęła w zamyśleniu Avery.
 - Zosia... - Do pokoju wparowała Maja, a za nią Asia i Emily. No i chłopcy. - Nessie, Tessa, Kate i Mike już poszli. Kate ma znaleźć jakieś leki. Mike też spróbuje.
 - No i co z tego? - Mruknęłam.
 - A Ness i Tessa mają przyjść jutro i będą szukać ojca dziecka... - Maja ostatnie trzy słowa wyszeptała, a ja podniosłam się błyskawicznie, co spowodowało skurcz w brzuchu, który zignorowałam.
 - Co?! - Warknęłam. - Nikt się nie dowie, kto jest ojcem dziecka. Jedna osoba wie i jest nią ojciec dziecka. To będzie moje dziecko. - Syknęłam, na co zostałam obdarzona dziwnym wzrokiem pewnych brązowych tęczówek. Ostry ból przeszył mój brzuch, a ja zgięłam się z bólu wpół. Zakręciło mi się w głowie i upadłabym, gdyby nie Kosma. Szybko wyrwałam się z jego uścisku i pobiegłam do łazienki. Parę minut potem odkryłam straszną prawdę. Zaczęłam wymiotować krwią.
 - Avery. - Zawołałam cicho, a po chwili brunetka była obok. Dziewczyna zaklęła głośno i siarczyście, po czym wypadła z łazienki, a potem z domu, co zakomunikowało trzaśnięcie drzwiami.
 - Asia, gdzie poszła Avery? - Spytałam cicho.
 - Po jakieś zioła! - Odparła moja siostrzyczka.
 - Po kiego grzyba? - Mruknęłam, plując krwią.
 - JEST! - Wrzasnęła Avery, wpadając do łazienki. Pomogła mi wstać i przemyć twarz. Opłukałam usta i wyszłyśmy z pokoju. Asia i Maja pomogły mi się położyć, a Emily pobiegła po składniki, które mruczała do niej Avery.
 - Czuję się jak Bella. - Westchnęłam. Widząc zdezorientowaną minę Emily prawie się uśmiechnęłam.
 - Co?
 - Była saga ''Zmierzch'', którą nakręcili, a Bella to była żona wampira, która była w ciąży i strasznie była słaba, wymiotowała krwią, itp. - Mruczała Asia, przykrywając mnie szczelnie kocem.
 - Masz. - Avery podała mi kubek z ziołami.
 - Co to jest? - Spytałam trochę nieufnie.
 - Sok z wilczych jagód. - Powiedziała Avery sarkastycznie. - Zioła, które dadzą ci trochę sił. Potem dostaniesz coś do jedzenia.
 - Dobra. - Mruknęłam i wypiłam łyk ziół.
 - Działa? - Spytała Asia. Przełknęłam i poczułam skurcz w brzuchu. Poderwałam się, oddając kubek Asi i pobiegłam do łazienki.
 - Czyli nie działa. - Westchnęła Avery, wybiegając z pokoju.
 - Asia, weź mi przynieś jakieś cieplejsze ciuchy. - Mruknęłam cicho, plując krwią i dziękując w duchu za zdolności wampirów.
 - Masz. - Po chwili Asia podała mi czerwony sweter z sercem, jakąś koszulkę i, o zgrozo, spódnicę. Grzecznie się ubrałam, choć nie uśmiechało mi się, chodzenie w spódnicy, mimo tego, że jest lato. Wyszłam z łazienki z pomocą Asi. Gdy chłopcy mnie zobaczyli otworzyli usta ze zdziwienia.
 - A wam o co chodzi? - Warknęłam.
 - Ty... założyłaś spódnicę? - Spytał, jąkając się Kosma.
 - A ktoś mi zabronił? Nie. - Syknęłam, idąc w stronę łóżka.
 - Ktoś tu ma humorki. - Adrian uśmiechnął się jadowicie, na co oberwał od Aro. Prychnęłam pod nosem, wślizgując się pod koc. Avery wpadła do pokoju jak burza z trochę zdezorientowaną miną.
 - Aro, Adrian, Matt, Sebastian, do jasnej cholery (Miałam nie demoralizować młodzieży, ale cholera to też choroba, więc... ;p / dop. aut.)! Kto wybierał dom? - Warknęła.
 - Matt. - Powiedzieli jednocześnie Aro, Adrian i Sebastian.
 - W takim razie... dzięki, Matt! Dzięki tobie mamy w piwnicy cały sprzęt medyczny. Zosia, idziesz ze mną. Trzeba się pobawić w lekarza. - Wyszczerzyła się w moją stronę.
 - Ktoś tu skończył studia medyczne? Albo chociaż kurs ratowania życia? Sama bym sobie zrobiła, ale trup nie będzie mógł się ratować. - Spytałam niepewnie. Wszyscy spojrzeli po sobie, a po chwili Kosma i Matt zrobili krok w moją stronę. - Dobra. - Powiedziałam wolno. - A może jakaś dziewczyna?
 - Ja. - Avery do mnie podeszła, a ja odetchnęłam z ulgą.
 - Ok. To pani doktor, co robimy najpierw?
 - USG, potem pobierzemy krew, a na koniec położymy cię na sali, która jest na strychu. - Powiedziała, pomagając mi wstać.
 - Uprzedzam tam są duchy. - Mruknął Adrian.
 - Duchy były na siódmych urodzinach Asi. - Syknęłam w jego stronę, a Asia uśmiechnęła się szeroko, pokazując swoje kiełki.
 - Asia, a ty nie jesteś głodna? - Spytałam.
 - Bardzo, ale się powstrzymuję. - Westchnęła.
 - Idź, upoluj jakieś zwierzątko. My zjemy mięso, a ty wypijesz krew. - Zaproponowałam, a ona poderwała się i wybiegła z pokoju, a potem domu.
 - O co wam chodziło? - Spytała Emily. Wywróciłam oczami.
 - Nie znacie suahili? Smutne. - Westchnęłam żałośnie.
 - Ja znam. - Mruknęła zasępiona Maja.
 - Ja też. - Powiedział równie zasępiony Kosma.
 - Ej, to nie jest zlot sępów! Uśmiechać się, albo pójdę po łuk. - Zagroziłam, machając palcem.
 - Nie jesteś moją matką. - Syknął Kosma, na co pokazałam mu środkowy palec.
 - A ja chciałabym, żebyś była moją mamą. - Powiedziała Maja, przytulając się do mnie.
 - Dzięki, Maja. Zawsze cię traktowałam tak jak małą córeczkę. Asię też. - Uśmiechnęłam się słabo.
 - Ja nie jestem mała! - Wrzasnęła Asia. Ojojojojojojojojoj.
 - Jesteś i koniec, kropka. - Warknęłam, wyplątując się z objęć Mai.
 - Zosia, idziemy. - Avery pociągnęła mnie w stronę schodów. Wlokłam się za nią, a Emily i Maja pakowały kilka rzeczy, żebym nie musiała chodzić do pokoju. Chłopcy próbowali właśnie przenieść sprzęty z piwnicy na strych.
 - Ej, ale wy wiecie, że jest winda? - Spytałam, widząc jak chłopcy wpychają po schodach jakieś lampy. Wszyscy zmrozili mnie wzrokiem, spychając lampy w dół, aby wejść do windy, która była ukryta pod schodami. Faceci są ślepi.
 - Chodź. - Avery pociągnęła mnie za rękę i pomogła mi się położyć na łóżku. Rozejrzałam się. Strych był nawet ładny. Spodziewałam się jakiegoś małego pokoiku, w którym byłoby mnóstwo pajęczyn. Było to duże pomieszczenie, w którym było niewiele mebli. Jedno łóżko, kilka krzeseł, jakiś stolik i tyle. Chłopcy wypchnęli z windy lampy, które Avery zaraz przytargała do łóżka. Po paru minutach pomieszczenie wyglądało zupełnie inaczej. Wszędzie stały różne maszyny, na stoliku stała pusta już torba, moje rzeczy były w komodzie, którą przytargały z piwnicy dziewczyny, a ja miałam na kolanach porcję jedzenia.
 - Ja nie chcę. - Jęknęłam, ale Avery wepchnęła we mnie trochę jedzenia.
 - A mogę zamknąć oczy? - Spytałam.
 - Nie. - Mruknęła Asia, która właśnie wchodziła do pomieszczenia. Jej oczy błyszczały dziwnie i była cała we krwi.
 - Co ci się stało? - Spytała Maja, podchodząc do niej.
 - Polowanie. - Mruknęła Asia, opadając na podsunięte przez Emily krzesło. - Jedzenie jest w kuchni. Kilka wiewiórek, orzechy, jagody, trochę warzyw, zioła i jakiś jeleń. Zwierzęta od razu pokrójcie, nie mają krwi.
 - Dobra. - Maja i Emily zbiegły szybko, a Asia po paru minutach podniosła się i poszła się przebrać. Wróciła dwie minuty później, ale tym razem usiadła koło mnie.
 - Masz jakiś dar? - Spytałam.
 - Ty mi powiedz. Ty interesowałaś się wampirami. - Mruknęła, ale pod moim spojrzeniem zmiękła. - Czytanie w myślach i kontrolowanie emocjami.
 - Świetnie. - Ucieszyła się Avery, patrząc znacząco na mój brzuch.
 - Nie dowiecie się kto jest ojcem dziecka. - Warknęłam.
 - A jak będzie potrzebować krwi? - Spytała podstępnie złotooka.
 - Zostawcie mnie z chłopcami. - Poprosiłam. - Grupy krwi. - Warknęłam, gdy dziewczyny wyszły.
 - ARh-. - Powiedział Aro, a Adrian, Matt i Sebastian pokiwali głowami.
 - ABRh+. - Mruknął Kosma.
 - Świetnie. A teraz wynocha. - Chłopcy wyszli, a dziewczyny weszły.
 - No więc... jaką grupę krwi będzie miało dziecko? - Spytała Asia.
 - Ehh... - Westchnęłam. - Moje dziecko będzie miało grupę krwi...

Nie uwierzycie, że ten rozdział miałam wczoraj! Króciutki, ale następny będzie dłuższy i na pewno lepszy. ;) Szkoda, że nikt nie komentuje, będę musiała wziąć sprawy w swoje ręce <diabelski śmiech>.
No to do zobaczenia za tydzień! Au revoir!
So phiee xx

sobota, 8 marca 2014

3. Kopiąc leżącego.

 Przez chwilę stałam nieruchomo, lecz potem zrobiłam najgłupszą rzecz na świecie - odepchnęłam blondyna i wyszłam z pokoju, trzaskając drzwiami. Zbiegłam po schodach i wybiegłam z domu, tym razem przez frontowe drzwi. Przeskoczyłam murek, podtrzymując się jedną ręką i biegłam przed siebie, nie zatrzymując się nawet na chwilę. Nie wiem ile czasu biegłam, ale zrobiło się ciemno i księżyc wzeszedł. Dziś była pełnia i trzy lata od nieszczęsnego Końca Świata. Wdrapałam się na drzewo i usiadłam na jednej z gałęzi po turecku, wpatrując się w księżyc, tak niezmienny od Początku Świata do jego Końca. Oparłam głowę o pień drzewa, przymrużając oczy. Wyobraziłam sobie, że ten dziwny szum to żabi rechot, a szelesty liści to szum strumyka, lub stawu. Chwila, chwila! skarciłam się w myślach. Tu nie powinno tak szumieć! Ześlizgnęłam się z drzewa, otwierając oczy, które teraz na pewno pociemniały. Zawsze tak robiły, gdy byłam zdenerwowana, wkurzona, lub czułam, że zagraża mi niebezpieczeństwo. Zdarzało się, że, gdy wpadałam w szał walki, moje oczy też robiły się ciemniejsze. Rozejrzałam się, wyjmując dyskretnie nóż zza pasa, który wcześniej tam włożyłam. Usłyszałam szelest po prawej stronię, więc błyskawicznie odwróciłam się i rzuciłam nóż.  Usłyszałam mrożący krew w żyłach krzyk i tak się właśnie poczułam. Pobiegłam do kępy trawy, a tam leżała Asia.
 - Asia? Asia! - Zaczęłam płakać, widząc ból w jej oczach.  Wzięłam ją na ręce i zaczęłam się zastanawiać, dlaczego Mai nie ma z moją kochaną siostrzyczką. - Asiu, gdzie jest Maja?
 - W domu. - Zaszlochała Asia, gdy zaczęłam dosyć szybko iść w stronę domu. Wtuliła się we mnie, a ja nie potrafiłam hamować łez. Skrzywdziłam swoją małą, kochaną siostrzyczkę, która tyle w życiu wycierpiała. Gdy doszłyśmy do murku, musiałam wejść przez furtkę. Asia mimo tego, że nie ważyła dużo, na pewno z nożem wbitym głęboko w rękę musiała na prawdę cierpieć, więc nie chciałam sprawiać jej jego jeszcze więcej.
 - Maja! - Zawołałam dziwnym tonem, wchodząc do domu, lecz Maja wiedziała, co to za ton. Ton odpowiedzialności za ból sprawiony siostrze. Po chwili Maja stała koło mnie z apteczką, pomagając ułożyć Asię w salonie na kanapie. Na szczęście w pomieszczeniu nikogo nie było, ale, gdy wszyscy usłyszeli szlochanie i wrzaski pełne agonii, musieli zejść. Avery i Emily zjawiły się w tym samym momencie. Widząc mnie i Asię, Emily pobiegła po wodę i nowe ubrania dla Asi, a Avery stała w drzwiach, przepuszczając w nich tylko Emily, która co chwilę wynosiła miski pełne krwi i wody. W końcu opanowałam się i wytarłam ręką oczy. Wyjęłam nóż z rany Asi i zobaczyłam, że to nie jest mój nóż. Na moim był wyryty, w dosyć znaczący dla mnie sposób, znaczek, który kiedyś widziałam w filmie. Była to runa, ale ten nóż jej nie miał, ale za to mnie bardzo parzył, gdy go dotknęłam.
 - Kosma! - Krzyknęłam, a gdy chłopak wszedł do pokoju, rzuciłam mu nóż. - Ten nóż był w ranie Asi. Zwróć uwagę, na to, że nie ma runy na boku. - Dodałam trochę chłodno. - I parzy mnie. - Mruknęłam, odwracając się w stronę Asi. Słyszałam jak Kosma rzucał nóż do Avery, która stanęła jak sparaliżowana, a nóż z brzdękiem wylądował na podłodze. Obróciłam się, a widząc Avery, która płakała, rozpłakałam się na nowo. Wytarłam ręką oczy i zajęłam się zszywaniem rany Asi. Była to dość głęboka rana, z której ciągle wypływała krew. - Asia. - Szepnęłam z płaczem, widząc jak siostra zamyka powieki. - Asia! - Potrząsnęłam siostrą, a ona dosyć przytomnie powiedziała:
 - Zofio, przestań. Beze mnie będzie ci lżej. Traktuj Maję jak własną córkę, tak jak mnie traktowałaś, odkąd pamiętam.
 - Joanno! Zabraniam ci coś takiego mówić! - Krzyknęłam ostro. Widząc, że zamyka powieki po raz kolejny, nie mogłam się powstrzymać i ...
 - Zosia! - Krzyknęła Maja, patrząc na czerwony ślad na policzku Asi. Poszkodowana siedziała teraz przytomnie, patrząc na mnie z niedowierzaniem.
 - Zosia... - Podszedł do mnie Kosma od tyłu, ale jego też uderzyłam, ale gdzie indziej. Z ust blondyna wydobył się jęk i stek przekleństw. Odwróciłam się na pięcie i pobiegłam do swojego pokoju po coś. Owe ,,coś'' to była lina. Zbiegłam po schodach z przekleństwami, cisnącymi mi się na usta. Dotknęłam ich, ale opuściłam rękę, bo wchodziłam do salonu. Podeszłam pod haczyk w suficie i zawiesiłam na nim linę, na której cały czas była pętla. Podstawiłam sobie stołek i stanęłam na nim. Kosma, Maja i Asia wiedzieli co to oznacza. Prychnęłam pod nosem, jak zobaczyłam pełne bólu i czegoś, czego nadal nie potrafiłam nazwać, oczy Kosmy.
 - Zosia, co ty robisz? - Spytała Emily.
 - Będzie szybciej. - Odparłam lakonicznie, patrząc w ścianę.
 - Ale co? - Dopytywała Avery.
 - Będzie szybciej, bo gdy serce Asi przestanie bić choćby na sekundę, to ja się zabiję. Obiecałam to już dawno temu. Krwi jej swojej oddać nie mogę, bo mam inną grupę krwi, Kosma i Maja też. Wam nie pozwolę. Maja i Kosma umieją robić dobrze wszystko co muszą robić. - Mówiłam, nadal patrząc w ścianę.
 - Zosia... - Powiedział cicho Kosma, a ja wiedziałam co to znaczy.
 - Asia, moja mała, Asia, która tyle wycierpiała. - Szepnęłam, sprawdzając pętelkę.
 - Zosia... - Zaczął blondyn ponownie, a ja mu przerwałam.
 - To prawda, że życie to miłość, miłość to ból, a ból to życie, jednak prawdą jest też, że miłość jest nadzieją, a nadzieja umiera ostatnia... - Mruczałam, stając na palcach, żeby założyć pętelkę na szyję.
 - Zosia... - Mówił blondyn, podchodząc do mnie, lecz nie udało mu się mnie złapać. Zawisłam z pętelką na szyi.
 - Moje życie było okropne, a teraz się kończy... Jak ja się cieszę... - To były moje ostatnie słowa... no prawie. Pół godziny później kopałam Kosmę i już wiedział, co to znaczy, kopać leżącego. Odwróciłam się, żeby po raz ostatni w życiu spojrzeć na Asię, ale jedyne co zobaczyłam to wielki uśmiech na twarzy Asi.
 - Asia. - Szepnęłam ze łzami w oczach. Chciałam do niej podejść, ale Avery złapała mnie od tyłu. Chciałam jej się wyrwać, ale nie udało mi się.
 - Oczy. Spójrz w jej oczy. - Szepnęła złotooka, a ja spojrzałam w oczy Asi.
 - Asia? - Szepnęłam, widząc czerwone oczy siostry. Zaczęłam bezgłośnie łkać. Wyrwałam się Avery i upadłam na kolana. Próbowałam się uspokoić, ale mi się to nie udało. Wyciągnęłam jedyny nóż zza pasa i skierowałam go w swoje serce. - Ktoś mi przeszkodzi? - Spytałam, pociągając nosem. Nic nie usłyszałam. - Świetnie. - Chciałam wbić sobie nóż w serce, ale moja ręka zawisła w połowie. Podniosłam wzrok i napotkałam brązowe tęczówki Kosmy. Wyrwałam rękę z jego uścisku, nóż rzuciłam w ścianę i wstałam.
 - Moja kochana Asia... - Szepnęłam, padając na kolana. Maja podeszła do mnie i oplotła ramionami. Pociągnęłam nosem, wstając. Wyrwałam się z uścisku Mai i wybiegłam z salonu przez dziurę w ścianie. Podeszłam do murku i walnęłam w niego mocno głową. Uderzałam tak raz po raz, tłumiąc przekleństwa, cisnące mi się na usta. W końcu przestałam walić głową, stanęłam prosto i zaczęłam głośno krzyczeć przekleństwa i to co myślę o losie. Po pięciu minutach, no może dziesięciu, ewentualnie po pół godzinie przestałam wrzeszczeć. Wspięłam się na murek i usiadłam na nim twarzą do lasu. W oczy rzucił mi się krzak z jagodami. Zeskoczyłam z murku i podeszłam do krzaczka. Zerwałam jeden z owoców i przyjrzałam się mu. Wilcza jagoda! Świetnie. Zerwałam kilkanaście owoców i wspięłam się na murek. Zeskoczyłam z niego i podskakując wesoło poszłam do domu. Weszłam do salonu i stanęłam na środku.
 - Ktoś jeszcze chce się zabić? - Spytałam wesoło.
 - Tak. - Powiedział Kosma, podchodząc do mnie. Wsypałam mu kilka jagód na rękę bez słowa, chociaż wolałabym, żeby Maja wybiła mu ten pomysł z głowy.
 - W sumie... Ja też. - Maja też do mnie podeszła, ale ja jej nie dałam jagód. Kosma też.
 - Nie. Jesteś za młoda. - Uśmiechnęłam się szeroko. Maja odwróciła się na pięcie i usiadła pod ścianą, chowając twarz w ręce. - Ktoś jeszcze? - Spytałam. Nikt nie odpowiedział. - Na trzy. - Rzuciłam do Kosmy.
 - Raz. - Zaczął.
 - Dwa.
 - Jak w Igrzyskach Śmierci. - Mruknęła Asia. Rzuciłam w jej stronę mordercze spojrzenie.
 - Trzy. - Skończyliśmy liczyć. Wrzuciłam jedną jagodę do ust, rozgryzając ją. Trochę kwaśna. Zjadłam jeszcze kilka jagód, a wtedy zaczęłam się dziwnie czuć. Rozejrzałam się dookoła przymrużonymi oczami. Wszystko się kręciło i wyglądało tak zabawnie! Zaczęłam się śmiać jak troll.
 - Ej, Zosia, co ci jest? - Spytała Avery. Nie odpowiedziałam, bo usłyszałam podobny śmiech. Odwróciłam się w jego stronę i zobaczyłam Kosmę, który chichotał jak elf, który usłyszał najdurniejszy żart pod słońcem. Chciałam do niego podejść, ale wyłożyłam się jak długa, a blondyn zaczął po prostu rechotać. Jak żaba. Podniosłam się, chybocząc lekko i podeszłam do niego trzymając się prosto, przynajmniej tak mi się wydawało. Spoliczkowałam go, a on przewrócił się, ciągnąc mnie za rękę. Upadłam na niego, ale zaraz się podniosłam i z dumnie podniesioną głową wyszłam z salonu. Poszłam do swojego pokoju i rzuciłam się na łóżko. Zaczęłam szlochać. Moja kochana siostrzyczka jest jakimś wampirem... Otarłam łzy i zauważyłam drzwi w ścianie. Podniosłam się i podeszłam do nich. Otworzyłam je i zobaczyłam łazienkę. Podeszłam do umywalki, odkręciłam kran i ucieszyłam się bo była woda. Wróciłam do pokoju i podeszłam do szafy. Wzięłam z niej krótkie spodenki w kratkę i zwykły T-shirt z napisem. Wróciłam do łazienki, umyłam się i przebrałam. Weszłam do pokoju, w którym teraz był Kosma.
 - Czego? - Warknęłam, rozplątując palcami włosy. Kosma podszedł do mnie i mnie przytulił. Przez chwilę stałam zdezorientowana, ale po chwili odwzajemniłam uścisk i zaczęłam szlochać. Blondyn głaskał mnie po głowie, a ja po prostu płakałam, wtulona w niego. Po chwili oderwałam się od niego, zamknęłam drzwi na klucz i usiadłam na łóżku, chowając twarz w dłonie. Chwilę potem materac ugiął się pod ciężarem chłopaka, który objął mnie i pozwolił się wypłakać.
 - Co teraz? - Spytał cicho.
 - Nie wiem. - Odparłam tak samo cicho. - Asia już nigdy nie będzie tą samą Asią co kiedyś. Nie będziemy się wygłupiać, jeść słodyczy i wiele innych. Ona będzie chciała mnie zabić... - Wyszeptałam, szlochając.
 - Ale będziecie mogły robić inne rzeczy...
 - Nie.
 - Ale zawsze będziecie siostrami. Mimo tego, że Asia jest wampirem, a ty półcieniem. Opowiadałaś Asi kiedyś bajkę, jak miała koszmary, o dwóch siostrach, które kochały się mimo tego, że jedna z nich miała jakąś moc i drugą skrzywdziła.
 - To był film, który oglądałyśmy pięć lat temu. Nie rozumiesz tego, że my już nigdy nie będziemy takie same? Nigdy... - Wyszeptałam, wycierając łzy. - A poza tym, gdybym zrobiła to co chciałam pięć lat temu... Wtedy nic takiego by się nie stało... Nic by się nie stało... Ale wiesz co? Teraz nie pamiętam tego wszystkiego... Szkoda... Sny i wspomnienia wykończyły by mnie... A ja tak bardzo chciałabym już umrzeć... - Mamrotałam bez sensu. Kosma wywrócił oczami, a gdy chciałam otworzyć usta, żeby coś powiedzieć, pocałował mnie.

Czy mówiłam, że rozdział drugi był dziwny? No to się myliłam! Ten rozdział jest na maksa dziwny... (co prawda użyłabym innego wyrażenia, ale przecież nie będę terroryzować młodzieży ;p) Może będzie jakiś komentarz... chociaż jeden... mniejsza z tym. Mam nadzieję, że rozdział się wam spodobał ;)

So phiee

sobota, 1 marca 2014

2. Odwal się, Romeo!

- W takim razie. Kim jestem? - Rzuciłam wypranym z emocji tonem w stronę Aro.
- Półcieniem.
- Czym? - Warknął za mnie Kosma, kładąc mi rękę na ramieniu. Nawet nie wiem kiedy do mnie podszedł.
- Właśnie. - Syknęły Asia i Maja, stając za mną. Zacisnęłam zęby i strząsnęłam rękę Kosmy.
- Półcieniem. Spotkaliście cienie? To takie stworzonka z innego wymiaru. Mają galaretowate ciała, zabija je tylko nóż ze srebrem. Jak ten. - Pokazał nóż, który odrzuciłam wcześniej, by wbił się w ścianę.
- Czyli jestem półcieniem - stworzeniem z innego wymiaru? To najbardziej pokręcona rzecz jaką słyszałam, a chodziłam do szkoły z durniami. - Prychnęłam, zakładając ręce na piersi. - Asia, daj ten łuk, bo nie wytrzymam i mu przywalę prawym sierpowym. - Mruknęłam, wyciągając rękę po broń. Asia podała mi łuk i strzałę. Nałożyłam ją na cięciwę i wycelowałam w serce Aro.
- Stop. - Matt stanął przed Aro, blokując moją strzałę. Zaklęłam we wszystkich znanych mi językach, co trochę mi zajęło.
- Czego? - Warknęłam, gdy skończyłam. Matt patrzył na mnie wielkimi oczami, w których było widać podziw i coś czego nie potrafiłam nazwać. - Nie wkurwiaj mnie. - Syknęłam. Przestałam grać grzeczną dziewczynkę. Miałam dosyć. Asia, Maja i Emily odsunęły się i wyszły z pomieszczenia. Sebastian wyślizgnął się za nimi, a Adrian stanął około metr od nas.
- Ty miałabyś mi coś zrobić? Jestem niezniszczalny. - Zaśmiał się Aro. Odwróciłam się do Kosmy, skinęłam głową na jego nieme pytanie, a on rzucił się na Matta, odsłaniając Aro. Strzeliłam w jego serce, a on oparł się o ścianę.
- Czyli strzały z trucizną nie zadziałały? - Spytałam sarkastycznie, uśmiechając się szeroko. Aro prychnął cicho, wyjmując strzałę z serca.
- Avery! - Krzyknął, odrzucając strzałę w stronę Kosmy, który przytrzymywał Matta przy ścianie. Rzuciłam nóż, który przyszpilił strzałę do ściany około pięciu centymetrów od szyi bruneta.
 - Aro! - Krzyknęła brunetka o złotych oczach, wpadając przez dziurę do pomieszczenia. Podeszła do niego, dyskretnie rozglądając się po pokoju, gdy mnie zobaczyła, wyciągnęła taki sam nóż, jak ten, który miał Aro i cisnęła go we mnie. Po chwili nóż był po drugiej stronie szyi Matta. Opuściłam łuk, patrząc na Adriana, który patrzył to na mnie, to na Kosmę i Matta, a na koniec na Aro i Avery.
 - Kto to jest i co robi w naszym domu? - Syknęła Avery, zabijając mnie wzrokiem.
 - Jestem Sophie i mieszkam tu, ale widzę, że nie wszyscy mnie lubią. Asia, Maja! Idziemy! Kosma puść Matta. Mam łuk. - Powiedziałam, odwracając się w stronę drzwi. Chciałam wyjść, ale Avery zastąpiła mi drogę. - Czego chcesz? - Mruknęłam.
 - Pogadajmy. - Zaproponowała. Odwróciłam się w stronę Kosmy, a on pokiwał głową.
 - Niech ci będzie. Asia, Maja, chodźcie! - Krzyknęłam, a po chwili brunetka i blondynka stały koło mnie.
 - Co jest? - Spytały jednocześnie.
 - Idźcie mnie spakujcie, Kosmę też. Musimy pogadać. - Mruknęłam po polsku. Dziewczyny kiwnęły głowami i wybiegły z pokoju. Odwróciłam się i niemal uśmiechnęłam, widząc jak Kosma poddusza Matta. Przygryzłam mocno wargę, siadając na jednej z kanap. Cały czas miałam ze sobą łuk i pas z bronią. Poczułam w ustach metaliczny smak krwi, więc puściłam wargę. - No więc, o czym chcesz rozmawiać? - Spytałam.
 - O tym, co tu robisz. - Mruknęła Avery, chodząc w kółko po pokoju. Wodząc za nią wzrokiem, napotkałam oczy Kosmy. Kiwnęłam niezauważalnie głową, na jego nieme pytanie, ale on i tak zauważył ten mały ruch. Puścił Matta i podszedł do kanapy, na której siedziałam. Usiadł obok, patrząc wrogo na Matta, który podchodził do Aro.
 - No więc słucham. - Mruknęłam, nadal nie spuszczając dziewczyny z wzroku.
 - Podejrzewam, że Aro mówił ci czym jesteś. Powinniśmy cię zabić od razu, ale mam dla ciebie propozycję. Będziesz musiała wygrać pojedynek z Adrianem. Wybierzesz sobie jedną broń, a jak wygrasz będziesz mogła zostać tutaj. - Powiedziała Avery, stając około dwa metry ode mnie.
 - Gdzie jest haczyk? - Spytał Kosma.
 - Zamknij się. - Warknęłam. Spojrzałam na Avery i skinęłam głową, wstając. - W porządku, ale Asia, Maja i Kosma mają zostać ze mną.
 - W porządku. - Odpowiedział Aro za nią, wychodząc przez dziurę. Adrian, Matt i Avery poszli za nim. Kosma stanął przede mną, patrząc na mnie z oskarżeniem w oczach.
 - Dlaczego to zrobiłaś? Przecież...
 - Zamknij się. Zrobiłam to, bo oni mogą mi pomóc odkryć kim jestem tak na prawdę. Nie jestem pewna, czy mi się uda wygrać... nie wiem, czy przeżyję, więc musisz mi obiecać, że zajmiesz się Asią, że nauczysz ją wszystkiego co umiesz i, że skopiesz tyłek każdemu chłopakowi, który ją skrzywdzi. - Przerwałam mu, mówiąc szybko, cicho i po polsku.
 - Musisz przeżyć. My bez ciebie zginiemy.
 - Powiedziałeś to samo trzy lata temu. - Mruknęłam.
 - Tak, powiedziałem, bo to prawda. Tylko ty potrafisz strzelać z łuku, dzielić równo i sprawiedliwie rzeczy, wkurzać mnie. - Uśmiechnął się.
 - Tsa, bo bez wkurzania nie przeżyjesz. - Mruknęłam i wyszłam przez dziurę. Odetchnęłam głęboko i odpięłam pas z bronią. Dałam go Kosmie, który wyszedł za mną. Rzuciłam mu łuk i sięgnęłam do kieszeni. Wyjęłam z niej jedno zdjęcie, które jest dla mnie bardzo ważne. Podałam mu je bez słowa i podeszłam do Avery, która miała przed sobą stolik z bronią. Sięgnęłam po nóż. Avery spojrzała na mnie z pogardą w oczach, ale ja stanęłam na przeciwko Adriana. Blondyn wziął ... Skąd on ma colta, który był zaplanowany na 2020 rok?! Rozejrzałam się dookoła. Matt i Aro robili okrągłą arenę o średnicy dwudziestu metrów. Wbili kilka pali w ziemię i zawiesili na nich druciane ogrodzenie. Avery nadal stała przy stoliku z bronią, patrząc tym razem na nóż, który miałam w prawej dłoni. Kosma stał tam, gdzie go zostawiłam, wpatrując się w zdjęcie, które mu dałam. Przygryzłam wargę i poczułam metaliczny smak krwi. Skrzywiłam się lekko, ale rozglądałam się dalej. Z domu właśnie wychodziły Emily, Asia, Maja i Sebastian. Podeszłam do Avery i rzuciłam nóż na stolik. Sięgnęłam po łuk i strzały i nie patrząc na nikogo, stanęłam pod murkiem. Osunęłam się po nim, chowając twarz w dłoniach. Przygryzłam wewnętrzną stronę policzka, zastanawiając się, dlaczego ja zawsze muszę wkopać się w bagno. Westchnęłam cicho, przypominając sobie jak przed każdą z walk bokserskich, siadałam i odcinałam się od świata, słuchając głośno piosenek najczęściej Demi Lovato i Little Mix. One sprawiały, że rozluźniałam się, teraz jednak moje mięśnie były spięte. Oparłam głowę o murek, zaciskając mocno oczy. Usłyszałam szelest, więc otworzyłam oczy i zobaczyłam Asię zbliżającą się do mnie. Podeszła do mnie i usiadła obok mnie bez słowa. Nim otworzyłam usta, żeby się jej zapytać, co tu robi, Asia zaczęła nucić piosenkę Demi Lovato. Uśmiechnęłam się do niej słabo, oparłam głowę o murek i zacisnęłam mocno oczy. Gdy skończyła nucić, wstałam szybko, otwierając oczy. Przytuliłam siostrę, która szepnęła: ,, Nie daj się zabić.'' i poszłam w stronę areny. Adrian stał już w środku, a za mną zasłonili dziurę, przez którą weszłam. Stanęłam w odległości około pięciu metrów od Adriana, zakładając kołczan na plecy. Wyjęłam jedną strzałę i nałożyłam ją na cięciwę. Miałam strzelić w rękę blondyna, ale on był szybszy. Adrian strzelił w moją rękę, z której od razu polała się krew. Łuk i strzałę ścisnęłam mocniej i nie zważając na ból, strzeliłam w broń blondyna. Trafiłam idealnie, bo pistolet zamienił się w kupkę złomu. Adrian odrzucił zgniecione już kawałki i skierował się w moją stronę. Łuk i strzały odrzuciłam do tyłu, cały czas obserwując chłopaka. Gdy był około metr ode mnie rzuciłam się do ataku, ale chłopak był szybszy. Uderzył mnie w lewy bok. Usłyszałam chrzęst, więc na pewno mi złamał żebro. Zaciskając zęby z bólu, walnęłam Adriana prawym prostym w nos. Uderzenie było mocne, bo chłopak skrzywił się, gdy dotknął swojego nosa. Prychnęłam i walnęłam go z drugiej strony. Blondyn jednak wziął moją szyję w ręce i zaciskał je coraz mocniej. Wyrywałam się, ale to nie poskutkowało. Jednak przypomniałam sobie, jak wujek uczył mnie kroku ,,raz, dwa, trzy''. Był to lewy prosty, prawy sierpowy i kolanko w górę. Dwa pierwsze ciosy można zmieniać, ale ,,trzy'' zawsze pozostawało niezmienne. Jakoś udało mi się wykonać lewy prosty, a potem prawy sierpowy, a na koniec kopnęłam Adriana pomiędzy nogi kilka razy. Chłopak mnie puścił, zginając się w pół i trzymając za brzuch. Podeszłam do niego od tyłu, biorąc jedną strzałę i wbiłam delikatnie w szyję, tuż obok tętnicy. Uśmiechnęłam się szeroko, słysząc jęk z jego ust.
 - To jak Avery?! - Krzyknęłam, a Aro i Matt odwinęli ogrodzenie. Wyrwałam strzałę z szyi Adriana i przerzuciłam jęczącego chłopaka przez ramię. Wyszłam za ogrodzenie, a blondyna zrzuciłam na stolik z bronią, za którym cały czas stała Avery - teraz czerwona ze złości. Uśmiechnęłam się do niej, lecz nagle coś na mnie wskoczyło. Zerknęłam przez ramię i zobaczyłam Asię. Zaraz drugie coś na mnie wskoczyło. Maja. Kosma też do mnie podszedł, ale zaczął opatrywać moją rękę. Spojrzałam w jego stronę, ale blondyn był całkowicie zajęty zszywaniem mojej rany. Chciałam go zapytać o coś, ale to jak będziemy sami. Maja i Asia zeszły ze mnie, uśmiechając się szeroko. Odwzajemniłam uśmiech, ale lekko, bo byłam zmęczona. Robiło się ciemno, więc Aro włączył latarkę, którą świecił mi w twarz. Zmrużyłam oczy i warknęłam w jego stronę.
 - Aro. - Jęknął Adrian, kiedy złotooki przekręcił latarkę i zaczęła świecić w oczy, leżącemu na połamanym stoliku. Avery zaczęła go opatrywać, ale chłopak podniósł się i sam sobie poradził. Ścisnął lekko każdą ranę, a ona zasklepiała się, jakby chłopak był zrobiony z plasteliny. Spojrzałam na rękę, przy której coś robił Kosma i odepchnęłam lekko blondyna. Chłopak zdezorientowany patrzył jak ściskam brzegi rany, po której nie został ślad. Dotknęłam lekko lewego boku, a po chwili moje żebro było naprawione. Asia podeszła do mnie i mnie przytuliła, głaszcząc po głowie. Wtuliłam się w nią i pewnie zaczęłabym płakać, gdyby nie Aro, Avery, Emily, Sebastian i Matt, no i półprzytomny Adrian, który właśnie naprawiał sobie nos. Wyrwałam się z uścisku Asi i pobiegłam w stronę murku. Sprawnie wspięłam się na niego i zeskoczyłam na ziemię. Zaczęłam biec w stronę rzeki. Zatrzymałam się dopiero, gdy stałam na malutkiej plaży. Usiadłam na niej i rozpłakałam się. Jakoś podczołgałam się do wody i zaczęłam zeskrobywać zaschniętą krew z rąk i twarzy. Po paru minutach opłukałam twarz, mając nadzieję, że nikt nie zobaczy czerwonych obwódek wokół oczu. Wstałam, otrzepując się z piasku, włożyłam ręce do kieszeni i skierowałam się powoli do murku. Wiem, że Asia uspokoi resztę. Zawsze po walce szłam gdzieś i zaszywałam się.
 - I'm fearless.* - Szepnęłam do siebie, przypominając sobie piosenkę z filmu, który kiedyś oglądałam. Dziewczyna kontra potwór. Zastanawiając się nad tym, czy jestem bardziej potworem, czy dziewczyną, doszłam do murku. Leniwie się na niego wspięłam i równie wolno po nim zeszłam. Rozejrzałam się. W salonie świeciło światło i wszyscy tam byli oprócz Asi, siedzącej pod drzewem. Podeszłam do niej i osunęłam się po korze drzewa. Brunetka przytuliła mnie, a ja wtuliłam się w nią.
 - Pamiętasz film ,,Dziewczyna kontra potwór''? - Spytałam cicho. Pokiwała głową. - Myślałam i ja jestem raczej potworem. - Szepnęłam najciszej jak potrafiłam.
 - Nie jesteś! - Krzyknęła Asia, podrywając się na równe nogi. Pociągnęła mnie za rękę i złapała za ramiona. Potrząsnęła mną, szepcząc, że nie jestem potworem. Prychnęłam głośno i wyrwałam się. Skierowałam się do domu, a tuż przed wejściem do środka przez dziurę, walnęłam pięścią w ścianę. Zrobiła się dziura, ale nie przejmując się tym, weszłam do salonu. Kosma był uśmiechnięty. Oj, znam ten uśmiech. Wyciągnęłam w jego stronę rękę, a on z grymasem na twarzy podał mi paczkę papierosów. Uśmiechnęłam się słodko w jego stronę i wyszłam z salonu, kierując się do swojego pokoju. Weszłam, zamykając drzwi na klucz i podeszłam do okna. Otworzyłam je i usiadłam na parapecie. Podkuliłam nogi i zaczęłam wpatrywać się w drzewa. Myślałam o tym kim jestem. Potworem, czy dziewczyną? Po jakimś czasie ktoś zapukał do drzwi.
 - Czego? - Warknęłam, podchodząc do drzwi. Otworzyłam je i zobaczyłam Avery. - Co?
 - Chciałam pogadać. - Powiedziała spokojnie, wymijając mnie w drzwiach. Stanęła koło okna i je zamknęła. Kopnęłam lekko drzwi, które zatrzasnęły się z hukiem.
 - O czym? - Mruknęłam, siadając na łóżku.
 - Czy on wie? - Spytała, czym kompletnie zbiła mnie z tropu.
 - Kto? O czym? - Odpowiedziałam pytaniem na pytanie, marszcząc brwi.
 - Kosma, o tym co do niego czujesz. - Mruknęła cicho. Spojrzałam na nią pytającym wzrokiem. - Nie jestem ślepa, ale faceci tak. Od lat próbuję pokazać to Aro, ale faceci są tacy... ślepi. - Prychnęłam, gdy powiedziała ostatnie słowo.
 - Tylko ślepi?! - Krzyknęłam. - Jakoś od pięciu lat się o tym przekonuję cały czas. - Mruknęłam cicho.
 - Sophie, faceci tacy są. Spójrz na Aro, czy on wygląda, jakby wiedział co do niego czuję? - Spytała, na co pokręciłam przecząco głową. - No widzisz. - Mruknęła.
 - Wiesz, co? - Spytałam.
 - Hmm?
 - Myślę, że możemy się zaprzyjaźnić. - Uśmiechnęłam się trochę nieśmiało.
 - Co? - Spytała, marszcząc brwi.
 - Ile masz lat? - Puściłam jej pytanie mimo uszu.
 - Osiemnaście skończę dwunastego września. - Odparła trochę niepewnie.
 - Tak, jak ja! - Krzyknęłam, szczerząc się jak głupi do sera.
 - Przyjaźń? - Spytała, wystawiając mały paluszek.
 - Na zawsze. - Uśmiechnęłam się, zaczepiłam mały palec o jej i przyłożyłyśmy kciuki. Przytuliłam ją, a ona na początku zdezorientowana w końcu odwzajemniła uścisk.
 - Zosia! - Krzyknęła Asia, więc wyplątałam się z uścisku Avery i pobiegłam na dół. - Nowy rekord. - Uśmiechnęła się, a ja zmroziłam ją wzrokiem.
 - Czego chciałaś? - Warknęłam.
 - To nie ja. - Mruknęła, zezując w stronę chłopaków. Spojrzałam w ich stronę, a gdyby mój wzrok mógł zabijać, każdy z nich paliłby się na stosie. Zacisnęłam mocno zęby, podchodząc do Kosmy. Złapałam go za koszulkę i wypchnęłam przez dziurę na trawę. Zachwiał się i upadł na ziemię. Wypadłam z domu jak burza i podeszłam do niego. Podniosłam za koszulkę, dziękując w duchu za te kilka centymetrów więcej.
 - Czemu mi przerwałeś? - Warknęłam, patrząc w jego czekoladowe oczy.
 - Nie ja, Adrian coś chciał. - Wzruszył ramionami, a ja puściłam go na ziemię i błyskawicznie znalazłam się w salonie, obok Adriana. Podniosłam go za koszulkę, patrząc mu w oczy.
 - To nie ja, to Aro. - Poniósł ręce w geście obrony. Westchnęłam, rzucając go na fotel, na którym wcześniej siedział. Mruknęłam niezadowolona, wychodząc z salonu. Skierowałam się do swojego pokoju, w którym na szczęście już nie było Avery. Zatrzasnęłam drzwi, zamykając je na klucz, otworzyłam okno, siadając na parapecie i odpalając papierosa. Zaciągnęłam się nikotyną i wypuściłam z ust jasnoszary dymek. Westchnęłam, opierając głowę o futrynę okna.
 - Julio! Julio, zejdź proszę! - Krzyknął Kosma spod mojego okna.
 - Odwal się, Romeo! - Odkrzyknęłam.
 - No wiesz co? - Powiedział, jakby urażony. Prychnęłam głośno i zeszłam z parapetu. Podeszłam do szafy i z plecaka wyciągnęłam linę. Zrobiłam na niej pętelkę i przyczepiłam do haczyka nad oknem. Wyrzuciłam papierosa i stanęłam na parapecie. - Ej, ej! Co ty robisz?! - Krzyknął.
 - Będę skakać na bungee! Nie widać?! - Odkrzyknęłam. - Tylko, że to moja wersja! - Dodałam, po tym, jak usłyszałam prychnięcie z jego strony.
 - Tsa, jasne! Aśka! Zosia skacze na bungee! - Wydarł się, bo krzyczeniem, nie można było tego nazwać.
 - Aśka, nie słuchaj go! Bredzi! To skutki uboczne nikotyny! - Krzyczałam. Kosma prychnął i zaczął się wspinać po ścianie. - A teraz wspina się po ścianie jak Spiderman! Majka, zrób coś z nim! - Krzyczałam, a gdy Kosma wszedł do pokoju, cofnęłam się. Ja szłam do tyłu, aż usiadłam na łóżku. Wtedy Kosma zatrzymał się, założył ręce i spojrzał na mnie twardo. - Nie boję się ciebie! - Syknęłam, odwracając głowę. Patrzyłam na dziecięce łóżeczko i przygryzałam wargę. Jesteś za młoda! - Syknęłam na siebie w myślach. Tsa, bo teraz ludzie umierając przed trzydziestkę, mają dzieci tuż przed śmiercią. - Warknęło sarkastycznie moje drugie "ja". Kosma pociągnął mnie za rękę, tak, że stałam i spojrzał w moje oczy.
 - Wiesz, dlaczego się martwiłem? - Szepnął. Pokiwałam przecząco głową. - Sam nie wiem. Kiedyś byłaś dla mnie jak siostra, a teraz... sam nie wiem. - Mruknął. Przygryzłam wargę, patrząc w jego czekoladowe oczy, w których było widać, coś, czego nie potrafiłam nazwać. Kosma nachylił się nade mną i pocałował w usta.


* I'm fearless (jęz. ang.) oznacza jestem nieustraszona

Hej! Uważam, że to jest najdziwniejszy rozdział, jaki kiedykolwiek napisałam. Chociaż podoba mi się scena pod oknem. Chciałam napisać inny wyraz, zamiast ,,Odwal się'', ale stwierdziłam, że lepiej nie demoralizować młodzieży... co z tego, że nawet dzieci teraz przeklinają? Więc uroczyście oświadczam:

Nie będę demoralizować młodzieży!


So phiee xx