- Półcieniem.
- Czym? - Warknął za mnie Kosma, kładąc mi rękę na ramieniu. Nawet nie wiem kiedy do mnie podszedł.
- Właśnie. - Syknęły Asia i Maja, stając za mną. Zacisnęłam zęby i strząsnęłam rękę Kosmy.
- Półcieniem. Spotkaliście cienie? To takie stworzonka z innego wymiaru. Mają galaretowate ciała, zabija je tylko nóż ze srebrem. Jak ten. - Pokazał nóż, który odrzuciłam wcześniej, by wbił się w ścianę.
- Czyli jestem półcieniem - stworzeniem z innego wymiaru? To najbardziej pokręcona rzecz jaką słyszałam, a chodziłam do szkoły z durniami. - Prychnęłam, zakładając ręce na piersi. - Asia, daj ten łuk, bo nie wytrzymam i mu przywalę prawym sierpowym. - Mruknęłam, wyciągając rękę po broń. Asia podała mi łuk i strzałę. Nałożyłam ją na cięciwę i wycelowałam w serce Aro.
- Stop. - Matt stanął przed Aro, blokując moją strzałę. Zaklęłam we wszystkich znanych mi językach, co trochę mi zajęło.
- Czego? - Warknęłam, gdy skończyłam. Matt patrzył na mnie wielkimi oczami, w których było widać podziw i coś czego nie potrafiłam nazwać. - Nie wkurwiaj mnie. - Syknęłam. Przestałam grać grzeczną dziewczynkę. Miałam dosyć. Asia, Maja i Emily odsunęły się i wyszły z pomieszczenia. Sebastian wyślizgnął się za nimi, a Adrian stanął około metr od nas.
- Ty miałabyś mi coś zrobić? Jestem niezniszczalny. - Zaśmiał się Aro. Odwróciłam się do Kosmy, skinęłam głową na jego nieme pytanie, a on rzucił się na Matta, odsłaniając Aro. Strzeliłam w jego serce, a on oparł się o ścianę.
- Czyli strzały z trucizną nie zadziałały? - Spytałam sarkastycznie, uśmiechając się szeroko. Aro prychnął cicho, wyjmując strzałę z serca.
- Avery! - Krzyknął, odrzucając strzałę w stronę Kosmy, który przytrzymywał Matta przy ścianie. Rzuciłam nóż, który przyszpilił strzałę do ściany około pięciu centymetrów od szyi bruneta.
- Aro! - Krzyknęła brunetka o złotych oczach, wpadając przez dziurę do pomieszczenia. Podeszła do niego, dyskretnie rozglądając się po pokoju, gdy mnie zobaczyła, wyciągnęła taki sam nóż, jak ten, który miał Aro i cisnęła go we mnie. Po chwili nóż był po drugiej stronie szyi Matta. Opuściłam łuk, patrząc na Adriana, który patrzył to na mnie, to na Kosmę i Matta, a na koniec na Aro i Avery.
- Kto to jest i co robi w naszym domu? - Syknęła Avery, zabijając mnie wzrokiem.
- Jestem Sophie i mieszkam tu, ale widzę, że nie wszyscy mnie lubią. Asia, Maja! Idziemy! Kosma puść Matta. Mam łuk. - Powiedziałam, odwracając się w stronę drzwi. Chciałam wyjść, ale Avery zastąpiła mi drogę. - Czego chcesz? - Mruknęłam.
- Pogadajmy. - Zaproponowała. Odwróciłam się w stronę Kosmy, a on pokiwał głową.
- Niech ci będzie. Asia, Maja, chodźcie! - Krzyknęłam, a po chwili brunetka i blondynka stały koło mnie.
- Co jest? - Spytały jednocześnie.
- Idźcie mnie spakujcie, Kosmę też. Musimy pogadać. - Mruknęłam po polsku. Dziewczyny kiwnęły głowami i wybiegły z pokoju. Odwróciłam się i niemal uśmiechnęłam, widząc jak Kosma poddusza Matta. Przygryzłam mocno wargę, siadając na jednej z kanap. Cały czas miałam ze sobą łuk i pas z bronią. Poczułam w ustach metaliczny smak krwi, więc puściłam wargę. - No więc, o czym chcesz rozmawiać? - Spytałam.
- O tym, co tu robisz. - Mruknęła Avery, chodząc w kółko po pokoju. Wodząc za nią wzrokiem, napotkałam oczy Kosmy. Kiwnęłam niezauważalnie głową, na jego nieme pytanie, ale on i tak zauważył ten mały ruch. Puścił Matta i podszedł do kanapy, na której siedziałam. Usiadł obok, patrząc wrogo na Matta, który podchodził do Aro.
- No więc słucham. - Mruknęłam, nadal nie spuszczając dziewczyny z wzroku.
- Podejrzewam, że Aro mówił ci czym jesteś. Powinniśmy cię zabić od razu, ale mam dla ciebie propozycję. Będziesz musiała wygrać pojedynek z Adrianem. Wybierzesz sobie jedną broń, a jak wygrasz będziesz mogła zostać tutaj. - Powiedziała Avery, stając około dwa metry ode mnie.
- Gdzie jest haczyk? - Spytał Kosma.
- Zamknij się. - Warknęłam. Spojrzałam na Avery i skinęłam głową, wstając. - W porządku, ale Asia, Maja i Kosma mają zostać ze mną.
- W porządku. - Odpowiedział Aro za nią, wychodząc przez dziurę. Adrian, Matt i Avery poszli za nim. Kosma stanął przede mną, patrząc na mnie z oskarżeniem w oczach.
- Dlaczego to zrobiłaś? Przecież...
- Zamknij się. Zrobiłam to, bo oni mogą mi pomóc odkryć kim jestem tak na prawdę. Nie jestem pewna, czy mi się uda wygrać... nie wiem, czy przeżyję, więc musisz mi obiecać, że zajmiesz się Asią, że nauczysz ją wszystkiego co umiesz i, że skopiesz tyłek każdemu chłopakowi, który ją skrzywdzi. - Przerwałam mu, mówiąc szybko, cicho i po polsku.
- Musisz przeżyć. My bez ciebie zginiemy.
- Powiedziałeś to samo trzy lata temu. - Mruknęłam.
- Tak, powiedziałem, bo to prawda. Tylko ty potrafisz strzelać z łuku, dzielić równo i sprawiedliwie rzeczy, wkurzać mnie. - Uśmiechnął się.
- Tsa, bo bez wkurzania nie przeżyjesz. - Mruknęłam i wyszłam przez dziurę. Odetchnęłam głęboko i odpięłam pas z bronią. Dałam go Kosmie, który wyszedł za mną. Rzuciłam mu łuk i sięgnęłam do kieszeni. Wyjęłam z niej jedno zdjęcie, które jest dla mnie bardzo ważne. Podałam mu je bez słowa i podeszłam do Avery, która miała przed sobą stolik z bronią. Sięgnęłam po nóż. Avery spojrzała na mnie z pogardą w oczach, ale ja stanęłam na przeciwko Adriana. Blondyn wziął ... Skąd on ma colta, który był zaplanowany na 2020 rok?! Rozejrzałam się dookoła. Matt i Aro robili okrągłą arenę o średnicy dwudziestu metrów. Wbili kilka pali w ziemię i zawiesili na nich druciane ogrodzenie. Avery nadal stała przy stoliku z bronią, patrząc tym razem na nóż, który miałam w prawej dłoni. Kosma stał tam, gdzie go zostawiłam, wpatrując się w zdjęcie, które mu dałam. Przygryzłam wargę i poczułam metaliczny smak krwi. Skrzywiłam się lekko, ale rozglądałam się dalej. Z domu właśnie wychodziły Emily, Asia, Maja i Sebastian. Podeszłam do Avery i rzuciłam nóż na stolik. Sięgnęłam po łuk i strzały i nie patrząc na nikogo, stanęłam pod murkiem. Osunęłam się po nim, chowając twarz w dłoniach. Przygryzłam wewnętrzną stronę policzka, zastanawiając się, dlaczego ja zawsze muszę wkopać się w bagno. Westchnęłam cicho, przypominając sobie jak przed każdą z walk bokserskich, siadałam i odcinałam się od świata, słuchając głośno piosenek najczęściej Demi Lovato i Little Mix. One sprawiały, że rozluźniałam się, teraz jednak moje mięśnie były spięte. Oparłam głowę o murek, zaciskając mocno oczy. Usłyszałam szelest, więc otworzyłam oczy i zobaczyłam Asię zbliżającą się do mnie. Podeszła do mnie i usiadła obok mnie bez słowa. Nim otworzyłam usta, żeby się jej zapytać, co tu robi, Asia zaczęła nucić piosenkę Demi Lovato. Uśmiechnęłam się do niej słabo, oparłam głowę o murek i zacisnęłam mocno oczy. Gdy skończyła nucić, wstałam szybko, otwierając oczy. Przytuliłam siostrę, która szepnęła: ,, Nie daj się zabić.'' i poszłam w stronę areny. Adrian stał już w środku, a za mną zasłonili dziurę, przez którą weszłam. Stanęłam w odległości około pięciu metrów od Adriana, zakładając kołczan na plecy. Wyjęłam jedną strzałę i nałożyłam ją na cięciwę. Miałam strzelić w rękę blondyna, ale on był szybszy. Adrian strzelił w moją rękę, z której od razu polała się krew. Łuk i strzałę ścisnęłam mocniej i nie zważając na ból, strzeliłam w broń blondyna. Trafiłam idealnie, bo pistolet zamienił się w kupkę złomu. Adrian odrzucił zgniecione już kawałki i skierował się w moją stronę. Łuk i strzały odrzuciłam do tyłu, cały czas obserwując chłopaka. Gdy był około metr ode mnie rzuciłam się do ataku, ale chłopak był szybszy. Uderzył mnie w lewy bok. Usłyszałam chrzęst, więc na pewno mi złamał żebro. Zaciskając zęby z bólu, walnęłam Adriana prawym prostym w nos. Uderzenie było mocne, bo chłopak skrzywił się, gdy dotknął swojego nosa. Prychnęłam i walnęłam go z drugiej strony. Blondyn jednak wziął moją szyję w ręce i zaciskał je coraz mocniej. Wyrywałam się, ale to nie poskutkowało. Jednak przypomniałam sobie, jak wujek uczył mnie kroku ,,raz, dwa, trzy''. Był to lewy prosty, prawy sierpowy i kolanko w górę. Dwa pierwsze ciosy można zmieniać, ale ,,trzy'' zawsze pozostawało niezmienne. Jakoś udało mi się wykonać lewy prosty, a potem prawy sierpowy, a na koniec kopnęłam Adriana pomiędzy nogi kilka razy. Chłopak mnie puścił, zginając się w pół i trzymając za brzuch. Podeszłam do niego od tyłu, biorąc jedną strzałę i wbiłam delikatnie w szyję, tuż obok tętnicy. Uśmiechnęłam się szeroko, słysząc jęk z jego ust.
- To jak Avery?! - Krzyknęłam, a Aro i Matt odwinęli ogrodzenie. Wyrwałam strzałę z szyi Adriana i przerzuciłam jęczącego chłopaka przez ramię. Wyszłam za ogrodzenie, a blondyna zrzuciłam na stolik z bronią, za którym cały czas stała Avery - teraz czerwona ze złości. Uśmiechnęłam się do niej, lecz nagle coś na mnie wskoczyło. Zerknęłam przez ramię i zobaczyłam Asię. Zaraz drugie coś na mnie wskoczyło. Maja. Kosma też do mnie podszedł, ale zaczął opatrywać moją rękę. Spojrzałam w jego stronę, ale blondyn był całkowicie zajęty zszywaniem mojej rany. Chciałam go zapytać o coś, ale to jak będziemy sami. Maja i Asia zeszły ze mnie, uśmiechając się szeroko. Odwzajemniłam uśmiech, ale lekko, bo byłam zmęczona. Robiło się ciemno, więc Aro włączył latarkę, którą świecił mi w twarz. Zmrużyłam oczy i warknęłam w jego stronę.
- Aro. - Jęknął Adrian, kiedy złotooki przekręcił latarkę i zaczęła świecić w oczy, leżącemu na połamanym stoliku. Avery zaczęła go opatrywać, ale chłopak podniósł się i sam sobie poradził. Ścisnął lekko każdą ranę, a ona zasklepiała się, jakby chłopak był zrobiony z plasteliny. Spojrzałam na rękę, przy której coś robił Kosma i odepchnęłam lekko blondyna. Chłopak zdezorientowany patrzył jak ściskam brzegi rany, po której nie został ślad. Dotknęłam lekko lewego boku, a po chwili moje żebro było naprawione. Asia podeszła do mnie i mnie przytuliła, głaszcząc po głowie. Wtuliłam się w nią i pewnie zaczęłabym płakać, gdyby nie Aro, Avery, Emily, Sebastian i Matt, no i półprzytomny Adrian, który właśnie naprawiał sobie nos. Wyrwałam się z uścisku Asi i pobiegłam w stronę murku. Sprawnie wspięłam się na niego i zeskoczyłam na ziemię. Zaczęłam biec w stronę rzeki. Zatrzymałam się dopiero, gdy stałam na malutkiej plaży. Usiadłam na niej i rozpłakałam się. Jakoś podczołgałam się do wody i zaczęłam zeskrobywać zaschniętą krew z rąk i twarzy. Po paru minutach opłukałam twarz, mając nadzieję, że nikt nie zobaczy czerwonych obwódek wokół oczu. Wstałam, otrzepując się z piasku, włożyłam ręce do kieszeni i skierowałam się powoli do murku. Wiem, że Asia uspokoi resztę. Zawsze po walce szłam gdzieś i zaszywałam się.
- I'm fearless.* - Szepnęłam do siebie, przypominając sobie piosenkę z filmu, który kiedyś oglądałam. Dziewczyna kontra potwór. Zastanawiając się nad tym, czy jestem bardziej potworem, czy dziewczyną, doszłam do murku. Leniwie się na niego wspięłam i równie wolno po nim zeszłam. Rozejrzałam się. W salonie świeciło światło i wszyscy tam byli oprócz Asi, siedzącej pod drzewem. Podeszłam do niej i osunęłam się po korze drzewa. Brunetka przytuliła mnie, a ja wtuliłam się w nią.
- Pamiętasz film ,,Dziewczyna kontra potwór''? - Spytałam cicho. Pokiwała głową. - Myślałam i ja jestem raczej potworem. - Szepnęłam najciszej jak potrafiłam.
- Nie jesteś! - Krzyknęła Asia, podrywając się na równe nogi. Pociągnęła mnie za rękę i złapała za ramiona. Potrząsnęła mną, szepcząc, że nie jestem potworem. Prychnęłam głośno i wyrwałam się. Skierowałam się do domu, a tuż przed wejściem do środka przez dziurę, walnęłam pięścią w ścianę. Zrobiła się dziura, ale nie przejmując się tym, weszłam do salonu. Kosma był uśmiechnięty. Oj, znam ten uśmiech. Wyciągnęłam w jego stronę rękę, a on z grymasem na twarzy podał mi paczkę papierosów. Uśmiechnęłam się słodko w jego stronę i wyszłam z salonu, kierując się do swojego pokoju. Weszłam, zamykając drzwi na klucz i podeszłam do okna. Otworzyłam je i usiadłam na parapecie. Podkuliłam nogi i zaczęłam wpatrywać się w drzewa. Myślałam o tym kim jestem. Potworem, czy dziewczyną? Po jakimś czasie ktoś zapukał do drzwi.
- Czego? - Warknęłam, podchodząc do drzwi. Otworzyłam je i zobaczyłam Avery. - Co?
- Chciałam pogadać. - Powiedziała spokojnie, wymijając mnie w drzwiach. Stanęła koło okna i je zamknęła. Kopnęłam lekko drzwi, które zatrzasnęły się z hukiem.
- O czym? - Mruknęłam, siadając na łóżku.
- Czy on wie? - Spytała, czym kompletnie zbiła mnie z tropu.
- Kto? O czym? - Odpowiedziałam pytaniem na pytanie, marszcząc brwi.
- Kosma, o tym co do niego czujesz. - Mruknęła cicho. Spojrzałam na nią pytającym wzrokiem. - Nie jestem ślepa, ale faceci tak. Od lat próbuję pokazać to Aro, ale faceci są tacy... ślepi. - Prychnęłam, gdy powiedziała ostatnie słowo.
- Tylko ślepi?! - Krzyknęłam. - Jakoś od pięciu lat się o tym przekonuję cały czas. - Mruknęłam cicho.
- Sophie, faceci tacy są. Spójrz na Aro, czy on wygląda, jakby wiedział co do niego czuję? - Spytała, na co pokręciłam przecząco głową. - No widzisz. - Mruknęła.
- Wiesz, co? - Spytałam.
- Hmm?
- Myślę, że możemy się zaprzyjaźnić. - Uśmiechnęłam się trochę nieśmiało.
- Co? - Spytała, marszcząc brwi.
- Ile masz lat? - Puściłam jej pytanie mimo uszu.
- Osiemnaście skończę dwunastego września. - Odparła trochę niepewnie.
- Tak, jak ja! - Krzyknęłam, szczerząc się jak głupi do sera.
- Przyjaźń? - Spytała, wystawiając mały paluszek.
- Na zawsze. - Uśmiechnęłam się, zaczepiłam mały palec o jej i przyłożyłyśmy kciuki. Przytuliłam ją, a ona na początku zdezorientowana w końcu odwzajemniła uścisk.
- Zosia! - Krzyknęła Asia, więc wyplątałam się z uścisku Avery i pobiegłam na dół. - Nowy rekord. - Uśmiechnęła się, a ja zmroziłam ją wzrokiem.
- Czego chciałaś? - Warknęłam.
- To nie ja. - Mruknęła, zezując w stronę chłopaków. Spojrzałam w ich stronę, a gdyby mój wzrok mógł zabijać, każdy z nich paliłby się na stosie. Zacisnęłam mocno zęby, podchodząc do Kosmy. Złapałam go za koszulkę i wypchnęłam przez dziurę na trawę. Zachwiał się i upadł na ziemię. Wypadłam z domu jak burza i podeszłam do niego. Podniosłam za koszulkę, dziękując w duchu za te kilka centymetrów więcej.
- Czemu mi przerwałeś? - Warknęłam, patrząc w jego czekoladowe oczy.
- Nie ja, Adrian coś chciał. - Wzruszył ramionami, a ja puściłam go na ziemię i błyskawicznie znalazłam się w salonie, obok Adriana. Podniosłam go za koszulkę, patrząc mu w oczy.
- To nie ja, to Aro. - Poniósł ręce w geście obrony. Westchnęłam, rzucając go na fotel, na którym wcześniej siedział. Mruknęłam niezadowolona, wychodząc z salonu. Skierowałam się do swojego pokoju, w którym na szczęście już nie było Avery. Zatrzasnęłam drzwi, zamykając je na klucz, otworzyłam okno, siadając na parapecie i odpalając papierosa. Zaciągnęłam się nikotyną i wypuściłam z ust jasnoszary dymek. Westchnęłam, opierając głowę o futrynę okna.
- Julio! Julio, zejdź proszę! - Krzyknął Kosma spod mojego okna.
- Odwal się, Romeo! - Odkrzyknęłam.
- No wiesz co? - Powiedział, jakby urażony. Prychnęłam głośno i zeszłam z parapetu. Podeszłam do szafy i z plecaka wyciągnęłam linę. Zrobiłam na niej pętelkę i przyczepiłam do haczyka nad oknem. Wyrzuciłam papierosa i stanęłam na parapecie. - Ej, ej! Co ty robisz?! - Krzyknął.
- Będę skakać na bungee! Nie widać?! - Odkrzyknęłam. - Tylko, że to moja wersja! - Dodałam, po tym, jak usłyszałam prychnięcie z jego strony.
- Tsa, jasne! Aśka! Zosia skacze na bungee! - Wydarł się, bo krzyczeniem, nie można było tego nazwać.
- Aśka, nie słuchaj go! Bredzi! To skutki uboczne nikotyny! - Krzyczałam. Kosma prychnął i zaczął się wspinać po ścianie. - A teraz wspina się po ścianie jak Spiderman! Majka, zrób coś z nim! - Krzyczałam, a gdy Kosma wszedł do pokoju, cofnęłam się. Ja szłam do tyłu, aż usiadłam na łóżku. Wtedy Kosma zatrzymał się, założył ręce i spojrzał na mnie twardo. - Nie boję się ciebie! - Syknęłam, odwracając głowę. Patrzyłam na dziecięce łóżeczko i przygryzałam wargę. Jesteś za młoda! - Syknęłam na siebie w myślach. Tsa, bo teraz ludzie umierając przed trzydziestkę, mają dzieci tuż przed śmiercią. - Warknęło sarkastycznie moje drugie "ja". Kosma pociągnął mnie za rękę, tak, że stałam i spojrzał w moje oczy.
- Wiesz, dlaczego się martwiłem? - Szepnął. Pokiwałam przecząco głową. - Sam nie wiem. Kiedyś byłaś dla mnie jak siostra, a teraz... sam nie wiem. - Mruknął. Przygryzłam wargę, patrząc w jego czekoladowe oczy, w których było widać, coś, czego nie potrafiłam nazwać. Kosma nachylił się nade mną i pocałował w usta.
* I'm fearless (jęz. ang.) oznacza jestem nieustraszona
Hej! Uważam, że to jest najdziwniejszy rozdział, jaki kiedykolwiek napisałam. Chociaż podoba mi się scena pod oknem. Chciałam napisać inny wyraz, zamiast ,,Odwal się'', ale stwierdziłam, że lepiej nie demoralizować młodzieży... co z tego, że nawet dzieci teraz przeklinają? Więc uroczyście oświadczam:
Nie będę demoralizować młodzieży!
So phiee xx
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz