piątek, 11 kwietnia 2014
7. Adieu.
- Za co? - Jęknęłam, na co Asia mnie walnęła w tył głowy. - Ej, czemu mnie nic nie boli i czemu jesteście tacy wyraźni? - Spytałam zdezorientowana. Nagle do mojej głowy przedarło się kilka głosów.
Nie wie tego. Prychnął Adrian.
Ehh... Westchnęła Asia z frustracją.
Zosia, jesteś taka głupiutka. Warknął Will.
- Wiem, Williamie. - Uśmiechnęłam się sztucznie, wyłapując jego dłuższe imię z myśli.
- No proszę. Wampirek odnalazł dar. - Syknął Will.
- Mam jeszcze jeden. Chcesz go wypróbować? - Spytałam zadowolona.
- Chcę. - Mruknął. Skupiłam się i uśmiechnęłam szeroko, a Will padł na ziemię, wijąc się z bólu.
- Prze...przestań. - Wykrztusił po chwili, więc przestałam go torturować.
- Co to było? - Spytała zdezorientowana Avery.
- Tak zwany dar Jane.
- Iluzja bólu. To dzieje się tylko w twojej głowie, więc tarcza mentalna da radę ją zatrzymać. - Wyjaśniła Asia. Czuję się jak wampirolog. Westchnęła.
- Spróbuj na mnie. - Poprosił Adrian, stając koło Willa.
- A mogę coś innego? - Spytałam, na co kiwnął głową. Skupiłam się i z moich rąk wypłynęła półprzezroczysta mgła. Dopełzła do Adriana, który momentalnie znieruchomiał.
- Yeah! - Krzyknęła Asia i zaczęła tańczyć dziwny taniec szczęścia. - Dar Aleca też.
- Co jest? - Spytał nieprzytomnie Adrian, gdy odciągnęłam od niego dar.
- Nic ciekawego. A teraz spróbuj, proszę, daru Benjamina. - Zwróciła się do mnie Asia. Skupiłam się na wodzie, będącej w dzbanku z kwiatkami, a po chwili woda wylała się na Willa. Dzięki powietrzu zrzuciłam na niego kilka róż z kolcami, a dzięki ziemi kolce zrobiły się większe. - Woohoo!
- Coś jeszcze? - Spytałam.
- A dar E...
- Owszem, słyszę myśli i wyczuwam dary. - Uprzedziłam jej pytanie.
- A dar Jaspera, Alice, Zafriny, Kate, Aro i Marka?
- Ja nie jestem wampirem. - Wtrącił Aro, ale Avery skutecznie go uciszyła.
- Czekaj. - Poprosiłam i skupiłam się na Lily. Sprawiłam, żeby była wściekła, więc ze złości uderzyła Kosmę w głowę. Potem sprawiłam, że Asia ,,wylądowała'' pod wodą. Następnie poraziłam Willa prądem, złapałam za rękę Maję i przeczytałam jej wszystkie myśli, potem wyczułam, że Aro i Avery będą razem, a potem nawiedziła mnie wizja, w której Aro i Avery mieli dwoje złotookich dzieci. - Już.
- No i co zrobiłaś? - Spytała Avery.
- Więc tak... Lily walnęła Kosmę w głowę, bo pomieszałam jej w emocjach, Asia miała wrażenie, że jest pod wodą...
- Ale nie musiałaś sprawiać, że tamten rekin mnie jadł. - Przerwała mi moja siostrzyczka naburmuszona.
- Spier... Musiałam, rybko. - Odparłam, powstrzymując się przed przeklęciem. - Willa kopnął prąd, no może ja go kopnęłam prądem. - Dodałam, widząc minę chłopaka. - Przeczytałam wszyściuteńkie myśli Mai, wiem kto z kim będzie i znam przyszłość dwóch osób. - Wyszczerzyłam się.
- Dobra... To ile ty masz tych darów? - Spytała niepewnie Emily.
- Dwa.
- Ale to było więcej niż dwa.
- Bo jednym z nich jest tarcza mentalna i fizyczna, a drugim kopiowanie i stwarzanie darów. - Wytłumaczyłam lekko zniecierpliwiona.
- Moja mama jest utalentowana. - Powiedziała Lily, a mi szczęka opadła i łzy zalśniły mi w oczach.
- Lily. - Jęknęłam i wzięłam na ręce Lily. Przytuliłam ją, a Asia od razu ją ode mnie zabrała. Spojrzałam na nią wściekła.
- Idziesz na polowanie. - Wycedziła Asia.
- Ale ja nie potrafię skrzywdzić ludzi, których kocham. - Warknęłam, odbierając Lily od siostry.
- Pie...
- Nie kończ, młoda damo!
- Nie jesteś moją matką.
- Wiem o tym, chociaż nie jestem pewna, bo to ja praktycznie cię wychowałam!
- Odczep się!
- Jak świnie polecą!
- Amor ma skrzydła, a jest świnią i ty o tym dobrze wiesz!
- Sądziłam, że jesteś inna, ale najwidoczniej się zmieniłaś. - Szepnęłam.
- Owszem. Zmieniłam się i to przez ciebie.
- Przeze mnie?
- Tak, pomidorze.
- Temblak!
- Taboret!
- Garnek!
- Rondel!
- Patelnia!
- Łyżka!
- Gdzie? - Pisnęła przerażona.
- W du...
- Dobra skończcie! - Przerwał mi Kosma.
- Pier...
- Z tobą zawsze. - Wyszczerzył się, na co pokazałam mu środkowy palec. On odciął się, pokazując mi język, a ja jemu środkowy palec.
- Jak dzieci. - Westchnęła Emily.
- Sama jesteś dzieckiem! - Wydarłam się z Kosmą i Asią.
- Patrząc na was i was słuchając, wydaje mi się, że jestem starsza.
- Powiedziałabym, żebyś poszła do diabła, ale mój ojciec raczej już nie żyje. - Odparowałam.
- Pierdolcie się wszyscy! - Krzyknęła Lily, na co momentalnie zamilkliśmy.
- Co? - Wykrztusiłam. Skąd tygodniowe dziecko zna takie słowa?
- No do jasnej cholery, pierdolcie się wszyscy! - Wrzasnęła moja córeczka.
- Córuś skąd ty znasz takie słowa? - Spytałam słabo.
- Od chłopców, ale nie od tatusia. - Powiedziała Lily.
- Dziękuję, kochanie. - Pocałowałam córeczkę w czółko i oddałam ją Kosmie. - Chłopcy na zewnątrz, ale już! - Wrzasnęłam i teleportowałam się przed dom. Po chwili chłopcy stali już przede mną w szeregu. - Will, Adrian! Co to ma kurde znaczyć?! - Krzyczałam. - Dziecko mi sterroryzujecie! I co potem?! Lwom rzucę was na pożarcie, a potem sama opróżnię was z krwi! - Syknęłam, pokazując kły. Aro, Sebastian i Matt cichutko zaczęli się wycofywać. - Avery! Emily! Zabrać ich stąd! Wychłostać, otruć, zabić, torturować!
- Powiesić za jaja na latarni! - Wydarła się Asia, na co Emily i Avery krzyknęły radośnie.
- Asia!
- Tatusiu, a co to są jaja?! - Usłyszałam głosik Lily.
- O ja... - Westchnęłam.
- Zosia! Czy możesz jej to wytłumaczyć?! - Zawołał Kosma.
- Jasne! - Odparłam, a blondyn razem z naszą córeczką zszedł na dół. Podał mi Lily, więc wzięłam ją na ręce mimo protestów Asi. - Lily, kochanie. Jak podrośniesz to się dowiesz, dobrze?
- Tak, mamusiu. - Lily przytuliła się do mnie, a ja poczułam pieczenie w gardle.
- Kosma. - Powiedziałam cicho, a blondyn zabrał ode mnie córeczkę.
- To jak, Joanna, ścigasz się? - Spytałam. Siostra pokręciła głową, a ja objęłam wszystkich wzrokiem. Wzruszyłam ramionami. - Trudno. Ja idę na polowanie. Dziewczyny, pilnujcie, żeby chłopcy nie zdemoralizowali mi dziecka...
- Tak, tak, a teraz idź już. - Przerwała mi Asia, a ja, wywracając oczami, wybiegłam w wampirzym tempie z podwórka. Po minucie zatrzymałam się na polance i zobaczyłam jelenia. Westchnęłam cicho sfrustrowana. Przecież tylko w Polsce są tak marne zwierzęta. Po chwili naskoczyłam na niespodziewającego się żadnego niebezpieczeństwa jelenia. Wbiłam się kłami w jego tętnicę na szyi i zaczęłam pić słodką i ciepłą krew, która łagodziła podrażnione gardło.
Jaka ona ładna. pomyślał ktoś, a ja dyskretnie się rozejrzałam. Mój wampirzy wzrok zarejestrował bruneta, siedzącego na drzewie.
- Złaź stamtąd! - Wrzasnęłam po angielsku, a chłopak przestraszony spadł na ziemię. Podeszłam do niego w wampirzym tempie, chowając kły. - Kim jesteś? - Wysyczałam.
- Jestem Czarek, a ty Zosia. - Odparł brunet. - Chodziliśmy razem do zerówki, pierwszej i drugiej klasy podstawówki, a potem ty wyjechałaś do Warszawy.
- Teraz kojarzę. Jak chcesz wiedzieć to nie tylko my z naszej starej klasy żyjemy. - Powiedziałam.
- Kto jeszcze?
- Chodź ze mną, a zobaczysz. - Uśmiechnęłam się i teleportowałam nas na podwórko.
- Wow.
- Taa, chodź. - Mruknęłam, idąc do drzwi.
- Zosia, miałaś wypić zwierzęcą krew! - Wrzasnęła Asia, gdy weszłam do domu.
- Oj, zamknij się. - Warknęłam, wchodząc do salonu. Czarek wszedł za mną. - Lily, chodź do mamusi. - Wyciągnęłam ręce, a Kosma podał mi córeczkę.
- Kto to? - Warknął Will.
- Czarek, kojarzysz go tatusiu? - Spytała Lily, gdy wysłałam do jej mózgu informacje.
- Chodziliśmy razem do szkoły. - Dodałam.
- Teraz kojarzę. Siema, stary. - Powiedział Kosma i przywitał się z kolegą.
- Na co polowałaś? - Spytała Asia.
- Na jelenia, siostrzyczko. Tu nie ma za ciekawej fauny. - Wykrzywiłam się.
- Ale nie przerzucisz się na ludzi? - Spytała Maja.
- Pokręciło cię, Maja? Kosma, weź coś jej powiedz, bo mnie weźmie za ludożercę. - Jęknęłam.
- Coś. - Odparł Kosma, na co Lily go kopnęła.
- Czy oni tak zawsze? - Spytał Avery Czarek.
- Tak. - Odpowiedziała.
- A kto to jest? - Spytał Aro, wchodząc do salonu.
- Czarek. Nasz stary szkolny kolega. - Odpowiedziałam równocześnie z Kosmą.
- Idź do diabła. - Mruknął Kosma pod nosem.
- Mój ojciec nie żyje. - Odparowałam.
- A w twoich snach?
- Ja nie śpię.
- W wizjach.
- On nie żyje.
- Ale we wspomnieniach, tak.
- A wiesz, co? Sam chciałeś. - Odcięłam się i wyczarowałam ogień. Płonień unosił się nad moją dłonią, a ja oddałam Lily Asi. - Adieu. - Powiedziałam i podpaliłam się.
Ola! Que pasa? Rozdział jest, następny za tydzień?? Co wy na to? Nikola, ty mnie nie uruchamiaj, bo do ciebie przyjadę i wp... walnę cię. Do następnego!
Adieu!
piątek, 28 marca 2014
6. Nie jesteś jedynym wampirem.
- A jak cię tak to bardzo interesuje, siostrzyczko. Ojcem Lily jest...
- Ja. - Przerwał mi Kosma. Zmroziłam go wzrokiem, a Asia i dziewczyny otworzyły usta ze zdziwienia.
- Świetnie. - Warknęłam wkurzona, wbiegając po schodach. Wślizgnęłam się do swojego pokoju i położyłam koło Lily. Po paru minutach usnęłam.
Śniła mi się babcia. Patrzyła na mnie z uśmiechem i pokazywała coś, co kiedyś było morzem, a teraz kałużą... Zmarszczyłam brwi, patrząc za siebie. Widziałam tylko piasek i jakieś galaretowate stwory.
- O co... - Zaczęłam, ale zostałam brutalnie obudzona przez płacz Lily. Podniosłam się półprzytomnie i przytuliłam do siebie córeczkę.
- Shh... Cichutko, malutka. - Nic to nie dało, więc podniosłam się i wzięłam Lily na ręce. Pomasowałam jej brzuszek, a ona powoli zaczęła się uspokajać. Podeszłam cicho do okna i odchyliłam zasłonkę. Robiło się jaśniej, więc odłożyłam Lily na łóżko i poszłam się przebrać. Wzięłam ubrania z szafy i poszłam do łazienki. Ogarnęłam się i przebrałam w biały sweter, skórzane szorty i buty za kostkę. Weszłam do pokoju i przygotowałam ubranka dla córeczki. Po paru minutach Lily otworzyła oczy, więc przebrałam ją w spodenki i jakąś koszulkę z napisem ,,córeczka tatusia''.
- Chodź, Lily. - Uśmiechnęłam się do córeczki i wzięłam ją na rączki. Wyszłam z pokoju i zeszłam do salonu. Gdy weszłam do środka, wszystkie spojrzenia padły na mnie i Lily.
- Asia, weź Lily. - Szepnęłam, a siostra wzięła córeczkę i wyszła z salonu. Usiadłam na kanapie. - Co?
- Kto jest ojcem Lily? - Spytał Aro.
- Nie powiedziałyście? - Mruknęłam, patrząc na Emily, Avery i Maję.
- Nie. - Odparła Avery spokojnie.
- To proszę bardzo. Już i tak wszyscy znają każdą moją tajemnicę. - Warknęłam, wstając. - Ojcem Lily jest Kosma. - Syknęłam, wychodząc z salonu i idąc po córeczkę. - Asia, daj mi małą.
- Gdzie idziesz? - Spytała.
- Przejść się. - Mruknęłam, odbierając od Asi Lily i idąc w stronę drzwi. Otworzyłam drzwi, a osoba, która chciała zapukać w nie, zapukała w moje czoło.
- Sorry, jest Avery? - Spytał brunet ze złotymi oczami.
- A nie zabijesz mnie, łowco? - Spytałam z uśmiechem.
- Nie, półcieniu. - Mruknął chłopak.
- Avery, ktoś do ciebie. - Zawołałam, przyciskając mocniej Lily do siebie. Avery przyszła po chwili, a gdy zobaczyła bruneta, stanęła z otwartymi ustami.
- Will? - Spytała brunetka, rzucając się na chłopaka z płaczem.
- Sorry, że przerywam, ale po pierwsze, chciałabym się dowiedzieć kto to jest, a po drugie przesuńcie się. - Poprosiłam. No... próbowałam.
- Więc to jest Will, mój brat i zaraz się przesuniemy. - Odparła Avery, ciągnąc swojego brata do salonu. Poszłam za nimi, bo moja ciekawość nie ma granic.
- Will! - Krzyknął Aro ze zmieszaniem. Brunet przewrócił oczami, rozglądając się po pomieszczeniu.
- Wampir, dwa półcienie, dwóch, no trzech łowców cieni i jedna... nerfil. - Mruknął, patrząc na Lily.
- Co?! - Krzyknęłam razem z Kosmą. - Czym jest Lily? - Warknęłam sama, przytulając córeczkę.
- Nerfilką. Dziecko półcienia i człowieka. Będzie się szybko rozwijać, rosnąć... Zachowywać trochę jak Renesmee. - Mruknął.
- Czyli będzie pić krew? - Warknęła Asia. Will kiwnął głową, a Asia go spoliczkowała.
- Kłamiesz! - Ryknął Kosma i Maja musiała go przytrzymać.
- Maja. - Powiedziałam cicho i oddałam jej Lily. Kiwnęłam głową w stronę Kosmy i Asi i rzuciliśmy się na Willa. Brunet wbił coś w ramię Asi, która opadła na ziemię, ogłuszył Kosmę i próbował mnie trafić z pięści. Zrobiłam unik i wyprowadziłam cios. Trafiłam prosto w jego nos. Usłyszałam nieprzyjemny dla ucha zgrzyt. Wykręciłam mu rękę i powaliłam na ziemię. Usiadłam na nim i rozejrzałam się.
- Sorry, Avery. - Mruknęłam, na co machnęła ręką.
- Należało mu się. - Uśmiechnęła się do mnie, więc z chęcią oddałam jej brata i podeszłam do Asi. Wyjęłam strzykawkę z jej ramienia i powąchałam zawartość. Werbena. Niech to szlag! Podeszłam do Kosmy i próbowałam go dobudzić. Nie udało mi się.
- Maja, zabij jakieś zwierzę, ale niech nie straci za dużo krwi. Asia musi się napić. Daj mi Lily. Emily, mogłabyś przynieść mi trochę lodowatej wody? - Emily zniknęła, Maja też, a ja oddałam Lily Avery. Gdy przyszła Emily z wodą, przejęłam od niej miskę i jednym sprawnym ruchem wylałam ją na Kosmę. Chłopak poderwał się do góry i spiorunował mnie wzrokiem, a potem pobiegł się przebrać. Gdy wrócił, wziął Lily od Avery i zajął się nią. Kiedy przyszła Maja, ciągnąc za sobą dużego jelenia, nacięłam nożem, który miałam w kieszeni, szyję zwierzęcia i przytknęłam ranę do ust Asi. Krew ściekała do jej ust, ale nie przepływała dalej. Maja przejęła od mnie zwierzę i dalej próbowała pomóc Asi.
- Zabiję cię. - Syknęłam w stronę Willa, rzucając się na niego. Niestety zostałam złapana przez Aro.
- Jej nic nie pomoże. - Powiedział, na co wyrwałam się z jego uścisku i popchnęłam na ścianę, tak, że zrobiła się dziura.
- Maja, zostaw to. - Emily zwróciła się do blondynki, która zmroziła ją wzrokiem. Odwróciłam się w stronę siostry i zobaczyłam brązowe oczy błąkające się po pokoju.
- Asia. - Szepnęłam i walnęłam z pięści Willa, który się do mnie zbliżał. - To za kłamstwo.
- Co? Kim ty jesteś? - Spytała Asia, odsuwając od siebie z obrzydzeniem jelenia. Załkałam, padając na kolana. Po chwili podniosłam się i zaczęłam bić Willa raz po raz, aż w końcu był cały we krwi. Odsunęłam się od niego i upadłabym, gdyby nie Kosma. Załkałam, wtulając się w niego. Łzy spływały po moich policzkach, a ja uszczypnęłam się. Zabolało, więc to nie sen. Zaczęłam przeklinać, najpierw cicho, potem coraz głośniej, a na koniec wrzeszczałam i płakałam. Werbena miała chronić od złego.
- To teraz mogę być Elsą. - Mruknęłam pod nosem. - Daj mi Lily.
- Co chcesz zrobić? - Spytała Maja.
- Zabić się. - Warknął Will. Pokazałam mu środkowy palec, bo miałam Lily na rękach.
- Nie. Odejdę. Asia może żyć beze mnie. Po dwunastu latach w końcu mogę ją zosta... - Nie dokończyłam, bo Asia zaczęła się śmiać. - Osz ty! Foch!
- No wiesz... - Asia zrobiła smutną minkę, na co nie wytrzymałyśmy i wybuchłyśmy śmiechem. Will podniósł się, ale zaraz Asia się na niego rzuciła i kopnęła z półobrotu. Wyszczerzyłam się szeroko, oddając Lily Kosmie. Założyłam nelsona siostrze i pokazałam jej język.
- Jak dzieci. - Mruknął Adrian po francusku. Chłopcy zaczęli się śmiać, a ja puściłam siostrę i walnęłam Adriana z pięści.
- Nos mu złamałam! - Zawołałam szczęśliwa, a Asia zaczęła się śmiać.
- Suahili rządzi! - Wrzasnęłyśmy razem, widząc i śmiejąc się ze zdezorientowanych min innych.
- Kujwa. - Krzyknęła Lily, na co spojrzałam na nią dziwnie.
- Co, do jasnej anielki?! - Wydarłam się, na co chłopcy zaczęli się dziwnie zachowywać. - Chłopcy. - Powiedziałam spokojnie. Asia wzięła Lily i wyszła z dziewczynami z pokoju. Po chwili zaczęłam na nich wrzeszczeć, krzyczeć i wydzierać, kląć, machając rękami i śmiejąc się z ich min.
- To miał być żart. - Zaczął Sebastian. Doskoczyłam do niego i wpatrywałam się intensywnie w jego tęczówki.
- Teraz chce ci się spać. - Powiedziałam cicho, na co Sebastian obrócił się powoli i rzucił się na kanapę, a po chwili można było słychać jego chrapanie. Odwróciłam się do reszty, a chłopcy wypchnęli przed siebie Adriana. Założyłam ręce na piersi i zaczęłam przytupywać niecierpliwie nogą. - Słucham?
- Przepraszamy. - Wymamrotali chłopcy, a Adrian uciekł jak najszybciej. Wywróciłam oczami, ale zaraz uśmiechnęłam się, bo Asia podała mi Lily. Przytuliłam córeczkę i zamyśliłam się.
- Asia ugryź mnie. - Zażądałam po chwili.
- Co? - Wykrztusiła, na co wywróciłam oczami.
- Pamiętasz Igrzyska Śmierci? Chcę doczekać do tamtego czasu i za... Przewodzić rebelii Kosogłosa, obalić Kapitol...
- Co? - Powtórzyła Asia.
- Mimo tego, że nie jesteś już wampirem, masz nadal jad w ślinie. - Warknął Will, jakby czytając w moich myślach. - Tak czytam.
- Co? - Syknęłam.
- Słyszałaś.
- Owszem.
- No i co ty na to?
- Lily pójdziesz teraz z wszystkimi, którzy nie mają szesnastu lat. Dobrze? - Uśmiechnęłam się w stronę Asi, a po chwili w pomieszczeniu byli Aro, Matt, Adrian, Kosma, Will i Avery.
- No słucham...
- A co chciałbyś usłyszeć? Tak strasznie cieszę się, że czytasz w myślach?
- Na przykład.
- To się mylisz, cholerny dupku. - Syknęłam.
- Suka. - Odciął się.
- Pantofel. - Odparowałam.
- Pomidorowa.
- Temblak.
- Kapusta.
- Chuj. - Odcięłam się, na co Will warknął.
- Suka.
- Powtarzasz się. A tak w ogóle, to dziękuję za komplement.
- Co?
- No wiesz... Suka to pies, pies to zwierzę, zwierzę to fauna, fauna to matka natura, a matka natura jest piękna. - Uśmiechnęłam się szyderczo po czym, zarzucając włosami, odwróciłam się na pięcie i skierowałam w stronę drzwi, za którymi wcześniej zniknęła Asia. - Asia przemień mnie w wampira! - Zawołałam błagalnie.
- Jak świnie polecą! - Odparowała.
- Amor ma skrzydła i jest świnią! - Zaoponowałam.
- Pierdo...
- Nie kończ, młoda damo! - Warknęłam.
- Bo co? Nie jesteś moją matką! - Odcięła się, na co zacisnęłam zęby. Zabrałam Lily od niej i skierowałam się w stronę swojego pokoju.
- Wiesz... Nie jesteś jedynym wampirem. - Odparowałam, będąc na schodach. Wparowałam do swojego pokoju, Lily posadziłam w jej łóżeczku i wyciągnęłam plecak z szafy. Wrzuciłam do niego wszystkie ubrania moje i córeczki oprócz tych, które mam zamiar założyć. Więc szybko przebrałam się w czarne spodnie, czarną koszulkę, tego samego koloru kurtkę skórzaną, pasek, wygodne buty na szpilce i czarne, skórzane rękawiczki. Lily ubrałam w jeansy, jakąś koszulkę, na to bluzę i kurtkę, do tego wygodne buciki i była gotowa. Zebrałam rzeczy z pokoju, wrzuciłam je do plecaka razem z bronią i, zarzucając plecak na plecy i biorąc córeczkę na ręce, wyszłam z pokoju. Zeszłam po schodach i weszłam do salonu.
- Chciałam się pożegnać. - Powiedziałam dość spokojnie. Rozejrzałam się dookoła. Kosmy i Mai nie było, Asia siedziała naburmuszona w kącie, a reszta siedziała na kanapach.
- Zaczekaj! - Krzyknęła Maja, wpadając do salonu z plecakiem i ubrana podobnie do mnie. - Idę z tobą.
- Ja też! - Krzyknął jej brat, wpadając do pokoju za nią.
- Wreszcie widzę u was coś wspólnego. - Mruknęłam. - Maja, Kosma nie idziecie. Kosma zajmiesz się Lily, czy...
- Idę z tobą. Ktoś musi być tym odpowiedzialnym.
- Ja nie jestem nieodpowiedzialna?! - Warknęłam.
- A niby może ja? - Odciął się.
- Tak? W takim razie proszę bardzo. - Podałam mu Lily i zdjęłam plecak. Wyjęłam z niego nóż. - No to teraz zrobię raz coś odpowiedzialnego. - Syknęłam, wbiłam sobie nóż w serce i pochłonęła mnie ciemność.
Sorry, że nie dodałam w sobotę, ale przyjechała siostra cioteczna na caalutki weekend i nie mogłam. Następny dodam nie wiem kiedy, bo jutro mam test i muszę się strasznie dużo uczyć. Sorry, że troszkę przekleństw, w następnym też trochę ich będzie. Do następnego!
So phiee xx
sobota, 22 marca 2014
5. Lily Victoria Malinowska
- Ale twoja grupa krwi to ARh-. -Wyjąkała Asia, zezując w stronę drzwi.
- Tak i dziecko będzie ją miało po mnie. - Powiedziałam twardo, świdrując siostrę wzrokiem. - A teraz czy możesz dać mi coś do picia?
- Masz. - Avery podała mi jakieś zioła. Okazało się, że to mięta. Podziękowałam, sącząc powoli napój. Po paru minutach zmęczyłam się, więc, oddając wcześniej kubek wampirzycy, położyłam się i udawałam, że śpię.
- Emm... dziewczyny? - Do pokoju wparowała Emily, a za nią Maja i chłopcy.
- Co jest? - Spytała cicho Asia.
- Moglibyśmy wiedzieć, kto jest ojcem dziecka Zosi? - Powiedziała nieśmiało Maja.
- Zosia nic nie powiedziała, a grupa krwi będzie taka, jaką ona ma. - Westchnęła Avery.
- Ja na pewno nie. - Mruknął Sebastian. Miałam ochotę prychnąć pod nosem.
- Wiadomo. - Prychnęła Emily.
- Ja nie. - Mruknął Adrian.
- I tak jej nie lubisz. - Syknęła Avery.
- A wy? - Warknęła Asia.
- Ja nic nie powiem. To tajemnica Zosi. - Powiedział Matt.
- Aro? Kosma? - Syknęła Emily.
- Ja nic nie powiem. - Powiedzieli jednocześnie.
- Ja wiem... Każdy z nich może być ojcem... Prawda? - Warknęła Asia. Prychnęłam, podnosząc się i otwierając oczy.
- Ja miałabym się z każdym przespać? - Syknęłam. - Ty mnie chyba nie znasz, siostrzyczko.
- Znam cię doskonale, ale przez sześć lat mogłaś nauczyć się kłamać. - Mruknęła, na co została obdarowana morderczym spojrzeniem.
- Ty sądzisz, że ja cię okłamałam? Raz w życiu! Raz! - Wrzasnęłam.
- Kiedy?!
- Święty Mikołaj nie istnieje! - Krzyknęłam, na co Asia przewróciła oczami.
- Nie? - Spytał Sebastian płaczliwym tonem. Wszyscy spojrzeli na niego jak na idiotę, a on oberwał od Emily.
- No, a jak jeden raz skłamałaś to i drugi, i trzeci, i piąty mogłaś! - Zawołała, na co nie wytrzymałam i ...
- Zosia! - Syknęła na mnie Avery, patrząc na czerwony ślad na policzku Asi.
- Tobie jedynej nie skłamałam nigdy! Nie wierzysz mi?! Mamie kłamałam, babci, ojczymowi, wszystkim, ale tobie nigdy! - Ostatni wyraz przeliterowałam głośno. - I jeszcze jedno! Nie kłamałam ci, bo jesteś moją siostrą, którą zawsze się opiekowałam, którą wychowywałam jak własną córkę, byłaś jedyną osobą, która znała mnie lepiej niż ja, jednej tajemnicy ci nie powiedziałam... W kim się zakochałam jak miałam dwanaście lat... Ale do tej pory nie powiedziałam i nie powiem. - Zakończyłam, zakładając ręce na piersi.
- Dobra... Fajne wyznanie... Zosia, ale może jednak powiesz kto jest ojcem... - Poprosiła Emily.
- Nie. - Powiedziałam twardo. Czułam na sobie spojrzenie tęczówek, które dobrze znałam.
- Asia nie patrz tak na mnie, to nic nie zdziała. - Mruknęłam, widząc błagające spojrzenie siostry. Tylko ja wiem kto jest ojcem dziecka. I jest nim...
Dni mijały mi głównie na spaniu, wymiotowaniu, różnych humorkach i dużej ilości wkurzających próśb o dowiedzenie się, kto jest ojcem dziecka. W końcu nadszedł ten dzień. Dzień porodu. Avery cały czas biegała po domu, Emily szukała ręczników, Maja po całym domu szukała dziecięcych ubranek, a Asi cały czas nie było w domu, bo miała dosyć tego biegania. A zapomniałabym! Chłopcy. Sebastian się wkurza na każdego, kto na niego spojrzy, Matt łazi cały czas po swoim pokoju i prawie z niego nie wychodzi, Adrian ma wszystko gdzieś, Aro często poluje i głośno słucha muzyki, a Kosma zamknął się w pokoju i z niego nie wychodzi. Zachowują się gorzej niż kobiety w ciąży - co mogę potwierdzić.
- Mam! - Wrzasnęła Maja, wbiegając do salonu, w którym po wielu kłótniach, parunastu szwach i wypicia około dziesięciu litrów melisy mogłam spokojnie leżeć, podczas, gdy inni na swój sposób próbowali się odstresować.
- Czego? - Warknęłam.
- Mam ubranka! - Krzyknęła triumfalnie.
- Świetnie. - Mruknęłam, wracając do wcześniejszego zajęcia - gapienia się w sufit. Poczułam mocny skurcz w - moim już i tak dużym - brzuchu. Od miesiąca mam skurcze, ale ten był wyjątkowo mocny.
- Avery! - Wrzasnęłam, a w moim głosie można było usłyszeć ból.
- Szlag! - Syknęła Asia, wpadając do salonu, na szczęście nie przez dziurę, którą Adrian i Aro załatali, znajdując w piwnicy mnóstwo materiałów budowlanych.
- Pomóż. - Szepnęłam, a Asia podtrzymując mnie, pomogła wstać i dojść do windy, która ostatnio była głównym środkiem transportu. Wjechałyśmy na strych, w którym teraz była sala szpitalna. Pomogła mi się położyć na łóżku, a w tej samej chwili wpadła Emily, Maja i Avery.
- Chłopcy są w salonie. - Mruknęła Maja, biegając od jednego miejsca, do drugiego.
- A może by tak znaleźć Kate? - Warknęłam, na co Asia wybiegła z pomieszczenia.
- Chodź tutaj. - Po dwudziestu minutach do pokoju wparowały Kate i Asia. Blondynka zaklęła i od razu zaczęła wydawać polecenia.
- Asia idź na dół, walnij parę razy chłopaków, bo panikują, Emily przynieś najlepiej ciepłą wodę, Maja ręczniki, a Avery będzie tu potrzebna.
- A ja? - Spytałam.
- Ty zaciśnij zęby. Nie będzie to bezbolesne. - Ostrzegła Kate, a ja przekonałam się, że to prawda. Po godzinie bólu, wrzasków, stracenia dużej ilości krwi i słuchania wrzasków chłopaków, usłyszałam płacz mojego dziecka.
- Dziewczynka. - Szepnęła Avery, owijając moją córeczkę w ręcznik. Podała mi ją, a mała uspokoiła się. Przytuliłam ją i powiedziałam:
- To jest Lily. - Powiedziałam cichutko, całując dziewczynkę w czółko. Podałam ją Avery, a ta umyła ją i ubrała w znalezione ubranka. Ja zdrzemnęłam się, a, gdy się obudziłam, czułam się świetnie. Usiadłam na łóżku i rozejrzałam się. Avery trzymała na rękach Lily, Asia stała koło niej i uśmiechała się, Maja i Emily sprzątały, a Kate siedziała na krześle zmęczona. Wstałam z łóżka, a Maja wcisnęła mi w ręce ubrania i wskazała drzwi do łazienki. Weszłam do pomieszczenia, zamykając drzwi na klucz. Podeszłam do lustra i przeraziłam się widokiem Byłam blada, a moje włosy przypominały stóg brązowego siana. Kręcąc głową, podeszłam do kabiny prysznicowej, odkręciłam ciepłą wodę i zrucając z siebie ubrania weszłam pod strumień wody.
Po paru minutach wyszłam, owijając się ręcznikiem. Drugim ręcznikiem owinęłam włosy i wysuszając je podeszłam do ubrań, które wcześniej dała mi Maja. Sukienka! Biała, koronkowa z długim rękawem i do tego, na szczęście, trampki, ale na koturnie. Mamrocząc pod nosem, ubrałam się i wysuszyłam włosy. Zrobiły się delikatne fale. Opuściłam łazienkę i podeszłam do Mai.
- Daj mi normalne buty. - Poprosiłam. Maja wywracając oczami, podała mi beżowe szpilki i białe trampki. Było oczywiste, że wezmę trampki. Założyłam buty i podeszłam do Avery, odbierając od niej Lily.
- Nie powinnaś chodzić. - Mruknęła Asia.
- Odwal się. Mama chodziła dwa dni po twoim urodzeniu, więc zamilcz. - Warknęłam. Podeszłam do windy i zjechałam na dół. Skierowałam się do salonu, z którego dochodziły jakieś hałasy. Weszłam do pomieszczenia i krzyknęłam:
- Cisza! Obudzicie Lily. - Syknęłam ciszej i w tej chwili zaczęła płakać. - Shh... Już spokojnie Lily, shh... - Kołysałam dziewczynkę delikatnie, aż się uspokoiła. Otworzyła niebieskie oczka i próbowała coś zobaczyć. Westchnęłam, uśmiechając się. Przytuliłam Lily i rozejrzałam się. Kosma, Aro i Matt siedzieli na kanapie i mierzyli się wzrokiem, Sebastian patrzył na Lily, a Adrian tak jak przez ostatni miesiąc wszystko miał gdzieś.
- Lily? - Spytali jednocześnie.
- Tak. Lily Victoria. - Odparłam.
- A nazwisko? - Spytał Kosma.
- Moje. - Warknęłam.
- Czyli... - Zaczął Matt.
- Lily Victoria Malinowska. - Warknęłam.
- Co? - Spytał Aro.
- Malinowska to tak jak malina. - Mruknęłam, wywracając oczami.
- Zosia! - Krzyknęła Emily, wpadając do salonu, na co pokazałam jej, że ma być cicho. Mimo tego Lily zaczęła płakać. Westchnęłam i wyciągnęłam rękę w stronę Emily, która podała mi butelkę mleka. Zaczęłam karmić Lily, a potem jej się odbiło. Słodko.
- Zosia, może teraz powiesz...
- Nie. - Warknęłam, przerywając jej.
- A może... - Urwała.
- Co?
- Może chociaż powiesz kto mógłby nim być...
- Nie. Masz już podejrzenia. Matt, Aro lub Kosma. Resztę sobie wymyśl. - Syknęłam, wychodząc z salonu, a potem domu. - Zobacz, Lily. Jak tu ładnie... prawda? Ehh... - Westchnęłam. - Przecież ty i tak nie widzisz. Powiesz mama? - Spytałam z nadzieją.
- Miama. - Wymamrotała, a ja krzyknęłam ze szczęścia i zdziwienia. Wszyscy wypadli z domu z nożami, łukami lub czym popadnie. Na przykład Sebastian miał szczotkę... do włosów, a Aro - wałek do ciasta. Zapomniałam o tym, że Matt miał drewnianą łyżkę. Asia miała łuk, Maja nóż, Avery swoje noże, Emily miecz, Adrian maczetę, a Kosma to co Asia.
- Co jest?! - Krzyknęła Kate, wypadając za nimi i rozglądając się. Zaczęłam się śmiać, a Lily próbowała to zrobić. Przestałam się śmiać, a reszta podeszła do nas.
- Czy ona się śmieje? - Wyjąkała Asia.
- Tak, a teraz Lily, kochanie, powiedz mama. - Poprosiłam.
- Mamia. - Powiedziała moja córeczka.
- Słodka. - Pisnęła Kate, podchodząc do mnie i uśmiechając się do Lily.
- Całkiem podobna do... - Zaczęła Asia, prześlizgując wzrokiem po Aro, Macie i Kosmie. Podeszła do mnie i wzięła Lily. Otworzyła jej oczka. - Ma brązowe. - Mruknęła.
- Tak jak ja i ty i JJ. - Mruknęłam.
- Nie przypominaj mi JJ'ka. - Poprosiła płaczliwie, na co wywróciłam oczami, idąc do swojego pokoju. Wzięłam plecak i zeszłam na dół. Plecak podałam Asi, a ona podała mi Lily. - JJ! - Wyszczerzyła się, przytulając do lalki. No lalka.
- JJ? - Spytała Maja, podchodząc do Asi. - Jej!
- JJ? - Kosma uniósł brwi w zdziwieniu.
- JJ. - Potwierdziłam. - Mój mały braciszek.
- Co? - Spytał ze śmiechem Adrian, co wkurzyło moją siostrę.
- JJ to brat, którego niestety nie miałyśmy. - Warknęła, uderzając go z pięści w twarz, a potem w drugą stronę, a na koniec ,,trzy''.
- Lily zobacz to twój wujek JJ. - Pokazałam jej brata.
- Dziejdziej! - Krzyknęła Lily, klaskając w rączki. Spojrzałam na Avery.
- Czy ona będzie tak... szybko rosnąć i się rozwijać? - Spytałam niepewnie.
- Dziecko człowieka i półcienia rośnie szybko i jeszcze szybciej się rozwija. - Odparła z ulgą. Posłałam w jej stronę uśmiech. No to teraz będzie męczyć Kosmę i Matta, żeby się dowiedzieć, kto jest ojcem mojego dziecka.
- Okej. - Powiedziała wolno Asia, świdrując mnie wzrokiem. Wywróciłam oczami, co oznaczało, że nie powiem jej kto jest ojcem Lily.
- A teraz Avery i Aro pójdą do jakiegoś pokoju i sobie pogadają. - Wyszczerzyłam się, a Avery zmroziła mnie wzrokiem.
- Hę? - Zdziwił się Aro, ale zaraz zamilkł, bo Avery go pocałowała.
- Yeah! - Wrzasnęłam, klaszcząc. - Jedziesz, Avery! - Po chwili uchyliłam się przed nożem, który rzuciła we mnie Avery. Pokazałam jej język, a Lily zaklaskała.
- O co...? - Zaczęła Emily, ale Avery pokazała jej, że ma być cicho.
- A może ty też pójdziesz z kimś do pokoju i sobie coś wyjaśnisz? - Spytała Avery przez zaciśnięte zęby, kładąc nacisk na wyraz ,,kimś''. Zmroziłam ją wzrokiem, przytulając mocniej Lily.
- Ja i ktoś wszystko wiemy, a czy ty i Aro na pewno? - Warknęłam, oddając Lily Asi.
- Nie rozu...
- Zamknij się, Aro. - Syknęłyśmy z Avery, tuż przed tym jak rzuciłyśmy sobie do gardeł. Niestety miałam na sobie sukienkę, co utrudniało walkę. Tak, czy inaczej wygrałam. Odebrałam od Asi Lily i weszłam do domu, bo robiło się ciemno.
- Chodź, Lily. Pójdziemy spać, tak, kochanie? - Uśmiechnęłam się do córeczki. Poszłam do swojego pokoju, biorąc kilka ubranek dla Lily, które zostawiła Maja. Weszłam do łazienki i umyłam Lily, a potem przebrałam w kolorowe szorty i jakąś koszulkę. Potem też się przebrałam w podobny zestaw i trzymając usypiającą córeczkę, wróciłam do pokoju. Położyłam Lily koło siebie na łóżku, zasłoniłam okno i ułożyłam koło córeczki. Przykryłam nas kołdrą i przytuliłam się do małej. Widząc, że Lily nie chce spać, zaczęłam śpiewać kołysankę. Gdy skończyłam, mała już spała. Uśmiechnęłam się do siebie i wstałam po cichu z łóżka. Założyłam pierwsze trampki, które wpadły mi do rąk i bluzę. Wymknęłam się z pokoju i zeszłam do salonu, w którym byli chłopcy, Asia, Avery, Maja i Emily. Asia widząc mnie, wstała z kanapy.
- Gdzie Lily? - Spytała.
- Śpi. - Odparłam cicho, rozglądając się po pomieszczeniu.
- Chłopcy, idźcie. - Powiedziała Avery, a po chwili chłopcy wyszli. - Zosia, do jasnej anielki, powiedz, kto jest ojcem Lily. - Ostro zwróciła się do mnie.
- Matt czy Kosma? - Sprecyzowała Emily.
- A co za różnica? Lily nie będzie miała ojca. - Syknęłam, wyprowadzona z równowagi.
- A jakby coś ci się stało? To kto wtedy zajmie się Lily? - Wtrąciła przebiegle Emily.
- Asia się nią zajmie. - Odparowałam.
- Nie dam rady. - Warknęła Asia.
- A Leną się krasnoludki zajmowały. - Odparłam. Moja siostra wywróciła oczami. - Siostrzyczko.
- Nie. Albo powiesz, kto jest ojcem Lily, albo się zabiję.
- Mała strata. - Droczyłam się z nią.
- Wiem, ale tak, czy inaczej masz mi powiedzieć, do jasnej anielki, kto jest ojcem Lily. - Podniosła głos.
- Nie. Ale powiem ci jedno. Tylko jeden z nich może być ojcem Lily. I wiesz, co? Możesz się nawet zabić, ja ci nie powiem, kto jest...
- Asia! - Maja skarciła moją siostrę, patrząc na czerwony ślad na moim policzku. Wywróciłam oczami i skierowałam się do swojego pokoju.
- A jak cię tak to bardzo interesuje, siostrzyczko. Ojcem Lily jest...
Heeeej! Nowy rekord w pisaniu rozdziału. Uwaga, uwaga... Ten rozdział był gotowy 17.03.2014 r.!
Dziwne??? Owszem. Nie jestem pewna czy następny rozdział dodam za tydzień, bo 1 kwietnia mam ważny test i muszę powtórzyć materiał z trzech klas -,- (test szóstoklasisty w Prima Aprilis?! Kto to kurde widział?!) Więc do następnego!
Adios!
Au revoir!
Bon voyage!
Adjö!
Vi ses!
Bye!
sobota, 15 marca 2014
4. Podziękuję za ten zaszczyt.
Obudziłam się, ciężko oddychając. Usiadłam i rozejrzałam się dookoła. Siedziałam na łóżku, moje ubrania były rozrzucone po pokoju, a ja byłam przykryta kołdrą. Sięgnęłam po T-shirt, narzuciłam go na siebie i podeszłam do szafy. Wyjęłam jeansy, szary sweter i skórzane buty na obcasie. Nie chciało mi się zakładać szkieł kontaktowych, więc wzięłam okulary. Poszłam do łazienki i opłukałam twarz zimną wodą. Ubrałam się, a schylając się, żeby zawiązać buty, w brzuchu poczułam dziwne uczucie i wszystko co wczoraj jadłam podeszło mi do gardła. Pochyliłam się nad sedesem i zwymiotowałam.
- Tak. Nessie i Tessę poznałam dwa lata temu na polowaniu. A teraz puśćcie je. - Chłopcy zaraz odsunęli się, chowając się za Emily i Avery. Prychnęłam, podchodząc do Nessie i Tessy. Przytuliłam je, ale zaraz odsunęłam się, czując to nieprzyjemne uczucie w brzuchu. Pobiegłam do swojego pokoju, a potem do łazienki. Po kilkunastu minutach byłam z powrotem na dole. Weszłam do salonu i zobaczyłam Asię, Maję, Kosmę, Mike'a, Kate, Nessie, Tessę, Avery, Emily, Sebastiana, Aro, Matta i Adriana.
- Kate! Mike! - Rzuciłam się na nich. Przytuliłam Kate, potem Mike'a, a potem stanęłam na środku pokoju. - Macie leki?
- Niestety nie. - Maja pokręciła głową. Avery wymamrotała coś pod nosem.
- Co? - Spytała Asia, patrząc na nią ze zdezorientowaniem. Avery mruknęła coś w odpowiedzi, a Asia otworzyła usta ze zdziwienia.
- Co jest, do jasnej Anielki?! - Uniosłam głos.
- Jesteś w ciąży. - Mruknęła Avery, a ja otworzyłam usta ze zdziwienia.
- Co? Jak? Kiedy? Co, do jasnej... ?!
- Mam ci tłumaczyć skąd się biorą dzieci? - Spytała Avery.
- Podziękuję za ten zaszczyt. - Fuknęłam.
- Zosia... - Zaczęła Asia.
- Co? - Syknęłam.
- Kto jest... no wiesz... ojcem? - Spytała.
- Nie muszę ci nic mówić, nie jesteś moją matką. - Mruknęłam i udałam się do swojego pokoju. Usiadłam na łóżku, podkuliłam nogi i objęłam je rękoma. Ja wiem kto jest ojcem... Asia nie może tego wiedzieć... Nikt nie może... Może on wie... Nie. On na pewno wie.
- Zosia, mogę wejść? - Usłyszałam zza drzwi.
- Nie. - Mruknęłam w odpowiedzi. Odwróciłam głowę w stronę okna, ale zaraz przeniosłam wzrok na łóżeczko dziecięce. - Asia powiedz Avery, żeby do mnie przyszła. - Szepnęłam, ale wiedziałam, że moja siostrzyczka to usłyszy. Po chwili drzwi otworzyły się i do pokoju weszła Avery.
- Co chciałaś?
- Jestem półcieniem, więc moja ciąża będzie inaczej wyglądać niż ta u ludzi. Tak?
- Tak.
- Opowiesz mi o tym? Jak wiesz.
- Niech ci będzie. - Westchnęła. - Ciąża półcieni trwa tylko miesiąc, ale jest męcząca. Będziesz ciągle wymiotować. Gorączka minie za jakiś tydzień, ale wróci na poród, więc trzeba będzie znaleźć leki. Asia, pamiętaj o tym...
- Pamiętam! - Wrzasnęła Asia z dołu.
- To dobrze. - Mruknęła Avery. - Masz jakieś doświadczenie w dzieciach?
- Praktycznie ja wychowywałam Asię, więc jakieś tam pojęcie mam. No i kuzynką się trochę zajmowałam. - Odparłam, czując łzy, napływające do oczu na wspomnienie Leny.
- Okej... - Mruknęła w zamyśleniu Avery.
- Zosia... - Do pokoju wparowała Maja, a za nią Asia i Emily. No i chłopcy. - Nessie, Tessa, Kate i Mike już poszli. Kate ma znaleźć jakieś leki. Mike też spróbuje.
- No i co z tego? - Mruknęłam.
- A Ness i Tessa mają przyjść jutro i będą szukać ojca dziecka... - Maja ostatnie trzy słowa wyszeptała, a ja podniosłam się błyskawicznie, co spowodowało skurcz w brzuchu, który zignorowałam.
- Co?! - Warknęłam. - Nikt się nie dowie, kto jest ojcem dziecka. Jedna osoba wie i jest nią ojciec dziecka. To będzie moje dziecko. - Syknęłam, na co zostałam obdarzona dziwnym wzrokiem pewnych brązowych tęczówek. Ostry ból przeszył mój brzuch, a ja zgięłam się z bólu wpół. Zakręciło mi się w głowie i upadłabym, gdyby nie Kosma. Szybko wyrwałam się z jego uścisku i pobiegłam do łazienki. Parę minut potem odkryłam straszną prawdę. Zaczęłam wymiotować krwią.
- Avery. - Zawołałam cicho, a po chwili brunetka była obok. Dziewczyna zaklęła głośno i siarczyście, po czym wypadła z łazienki, a potem z domu, co zakomunikowało trzaśnięcie drzwiami.
- Asia, gdzie poszła Avery? - Spytałam cicho.
- Po jakieś zioła! - Odparła moja siostrzyczka.
- Po kiego grzyba? - Mruknęłam, plując krwią.
- JEST! - Wrzasnęła Avery, wpadając do łazienki. Pomogła mi wstać i przemyć twarz. Opłukałam usta i wyszłyśmy z pokoju. Asia i Maja pomogły mi się położyć, a Emily pobiegła po składniki, które mruczała do niej Avery.
- Czuję się jak Bella. - Westchnęłam. Widząc zdezorientowaną minę Emily prawie się uśmiechnęłam.
- Co?
- Była saga ''Zmierzch'', którą nakręcili, a Bella to była żona wampira, która była w ciąży i strasznie była słaba, wymiotowała krwią, itp. - Mruczała Asia, przykrywając mnie szczelnie kocem.
- Masz. - Avery podała mi kubek z ziołami.
- Co to jest? - Spytałam trochę nieufnie.
- Sok z wilczych jagód. - Powiedziała Avery sarkastycznie. - Zioła, które dadzą ci trochę sił. Potem dostaniesz coś do jedzenia.
- Dobra. - Mruknęłam i wypiłam łyk ziół.
- Działa? - Spytała Asia. Przełknęłam i poczułam skurcz w brzuchu. Poderwałam się, oddając kubek Asi i pobiegłam do łazienki.
- Czyli nie działa. - Westchnęła Avery, wybiegając z pokoju.
- Asia, weź mi przynieś jakieś cieplejsze ciuchy. - Mruknęłam cicho, plując krwią i dziękując w duchu za zdolności wampirów.
- Masz. - Po chwili Asia podała mi czerwony sweter z sercem, jakąś koszulkę i, o zgrozo, spódnicę. Grzecznie się ubrałam, choć nie uśmiechało mi się, chodzenie w spódnicy, mimo tego, że jest lato. Wyszłam z łazienki z pomocą Asi. Gdy chłopcy mnie zobaczyli otworzyli usta ze zdziwienia.
- A wam o co chodzi? - Warknęłam.
- Ty... założyłaś spódnicę? - Spytał, jąkając się Kosma.
- A ktoś mi zabronił? Nie. - Syknęłam, idąc w stronę łóżka.
- Ktoś tu ma humorki. - Adrian uśmiechnął się jadowicie, na co oberwał od Aro. Prychnęłam pod nosem, wślizgując się pod koc. Avery wpadła do pokoju jak burza z trochę zdezorientowaną miną.
- Aro, Adrian, Matt, Sebastian, do jasnej cholery (Miałam nie demoralizować młodzieży, ale cholera to też choroba, więc... ;p / dop. aut.)! Kto wybierał dom? - Warknęła.
- Matt. - Powiedzieli jednocześnie Aro, Adrian i Sebastian.
- W takim razie... dzięki, Matt! Dzięki tobie mamy w piwnicy cały sprzęt medyczny. Zosia, idziesz ze mną. Trzeba się pobawić w lekarza. - Wyszczerzyła się w moją stronę.
- Ktoś tu skończył studia medyczne? Albo chociaż kurs ratowania życia? Sama bym sobie zrobiła, ale trup nie będzie mógł się ratować. - Spytałam niepewnie. Wszyscy spojrzeli po sobie, a po chwili Kosma i Matt zrobili krok w moją stronę. - Dobra. - Powiedziałam wolno. - A może jakaś dziewczyna?
- Ja. - Avery do mnie podeszła, a ja odetchnęłam z ulgą.
- Ok. To pani doktor, co robimy najpierw?
- USG, potem pobierzemy krew, a na koniec położymy cię na sali, która jest na strychu. - Powiedziała, pomagając mi wstać.
- Uprzedzam tam są duchy. - Mruknął Adrian.
- Duchy były na siódmych urodzinach Asi. - Syknęłam w jego stronę, a Asia uśmiechnęła się szeroko, pokazując swoje kiełki.
- Asia, a ty nie jesteś głodna? - Spytałam.
- Bardzo, ale się powstrzymuję. - Westchnęła.
- Idź, upoluj jakieś zwierzątko. My zjemy mięso, a ty wypijesz krew. - Zaproponowałam, a ona poderwała się i wybiegła z pokoju, a potem domu.
- O co wam chodziło? - Spytała Emily. Wywróciłam oczami.
- Nie znacie suahili? Smutne. - Westchnęłam żałośnie.
- Ja znam. - Mruknęła zasępiona Maja.
- Ja też. - Powiedział równie zasępiony Kosma.
- Ej, to nie jest zlot sępów! Uśmiechać się, albo pójdę po łuk. - Zagroziłam, machając palcem.
- Nie jesteś moją matką. - Syknął Kosma, na co pokazałam mu środkowy palec.
- A ja chciałabym, żebyś była moją mamą. - Powiedziała Maja, przytulając się do mnie.
- Dzięki, Maja. Zawsze cię traktowałam tak jak małą córeczkę. Asię też. - Uśmiechnęłam się słabo.
- Ja nie jestem mała! - Wrzasnęła Asia. Ojojojojojojojojoj.
- Jesteś i koniec, kropka. - Warknęłam, wyplątując się z objęć Mai.
- Zosia, idziemy. - Avery pociągnęła mnie w stronę schodów. Wlokłam się za nią, a Emily i Maja pakowały kilka rzeczy, żebym nie musiała chodzić do pokoju. Chłopcy próbowali właśnie przenieść sprzęty z piwnicy na strych.
- Ej, ale wy wiecie, że jest winda? - Spytałam, widząc jak chłopcy wpychają po schodach jakieś lampy. Wszyscy zmrozili mnie wzrokiem, spychając lampy w dół, aby wejść do windy, która była ukryta pod schodami. Faceci są ślepi.
- Chodź. - Avery pociągnęła mnie za rękę i pomogła mi się położyć na łóżku. Rozejrzałam się. Strych był nawet ładny. Spodziewałam się jakiegoś małego pokoiku, w którym byłoby mnóstwo pajęczyn. Było to duże pomieszczenie, w którym było niewiele mebli. Jedno łóżko, kilka krzeseł, jakiś stolik i tyle. Chłopcy wypchnęli z windy lampy, które Avery zaraz przytargała do łóżka. Po paru minutach pomieszczenie wyglądało zupełnie inaczej. Wszędzie stały różne maszyny, na stoliku stała pusta już torba, moje rzeczy były w komodzie, którą przytargały z piwnicy dziewczyny, a ja miałam na kolanach porcję jedzenia.
- Ja nie chcę. - Jęknęłam, ale Avery wepchnęła we mnie trochę jedzenia.
- A mogę zamknąć oczy? - Spytałam.
- Nie. - Mruknęła Asia, która właśnie wchodziła do pomieszczenia. Jej oczy błyszczały dziwnie i była cała we krwi.
- Co ci się stało? - Spytała Maja, podchodząc do niej.
- Polowanie. - Mruknęła Asia, opadając na podsunięte przez Emily krzesło. - Jedzenie jest w kuchni. Kilka wiewiórek, orzechy, jagody, trochę warzyw, zioła i jakiś jeleń. Zwierzęta od razu pokrójcie, nie mają krwi.
- Dobra. - Maja i Emily zbiegły szybko, a Asia po paru minutach podniosła się i poszła się przebrać. Wróciła dwie minuty później, ale tym razem usiadła koło mnie.
- Masz jakiś dar? - Spytałam.
- Ty mi powiedz. Ty interesowałaś się wampirami. - Mruknęła, ale pod moim spojrzeniem zmiękła. - Czytanie w myślach i kontrolowanie emocjami.
- Świetnie. - Ucieszyła się Avery, patrząc znacząco na mój brzuch.
- Nie dowiecie się kto jest ojcem dziecka. - Warknęłam.
- A jak będzie potrzebować krwi? - Spytała podstępnie złotooka.
- Zostawcie mnie z chłopcami. - Poprosiłam. - Grupy krwi. - Warknęłam, gdy dziewczyny wyszły.
- ARh-. - Powiedział Aro, a Adrian, Matt i Sebastian pokiwali głowami.
- ABRh+. - Mruknął Kosma.
- Świetnie. A teraz wynocha. - Chłopcy wyszli, a dziewczyny weszły.
- No więc... jaką grupę krwi będzie miało dziecko? - Spytała Asia.
- Ehh... - Westchnęłam. - Moje dziecko będzie miało grupę krwi...
Nie uwierzycie, że ten rozdział miałam wczoraj! Króciutki, ale następny będzie dłuższy i na pewno lepszy. ;) Szkoda, że nikt nie komentuje, będę musiała wziąć sprawy w swoje ręce <diabelski śmiech>.
No to do zobaczenia za tydzień! Au revoir!
So phiee xx
sobota, 8 marca 2014
3. Kopiąc leżącego.
- Asia? Asia! - Zaczęłam płakać, widząc ból w jej oczach. Wzięłam ją na ręce i zaczęłam się zastanawiać, dlaczego Mai nie ma z moją kochaną siostrzyczką. - Asiu, gdzie jest Maja?
- W domu. - Zaszlochała Asia, gdy zaczęłam dosyć szybko iść w stronę domu. Wtuliła się we mnie, a ja nie potrafiłam hamować łez. Skrzywdziłam swoją małą, kochaną siostrzyczkę, która tyle w życiu wycierpiała. Gdy doszłyśmy do murku, musiałam wejść przez furtkę. Asia mimo tego, że nie ważyła dużo, na pewno z nożem wbitym głęboko w rękę musiała na prawdę cierpieć, więc nie chciałam sprawiać jej jego jeszcze więcej.
- Maja! - Zawołałam dziwnym tonem, wchodząc do domu, lecz Maja wiedziała, co to za ton. Ton odpowiedzialności za ból sprawiony siostrze. Po chwili Maja stała koło mnie z apteczką, pomagając ułożyć Asię w salonie na kanapie. Na szczęście w pomieszczeniu nikogo nie było, ale, gdy wszyscy usłyszeli szlochanie i wrzaski pełne agonii, musieli zejść. Avery i Emily zjawiły się w tym samym momencie. Widząc mnie i Asię, Emily pobiegła po wodę i nowe ubrania dla Asi, a Avery stała w drzwiach, przepuszczając w nich tylko Emily, która co chwilę wynosiła miski pełne krwi i wody. W końcu opanowałam się i wytarłam ręką oczy. Wyjęłam nóż z rany Asi i zobaczyłam, że to nie jest mój nóż. Na moim był wyryty, w dosyć znaczący dla mnie sposób, znaczek, który kiedyś widziałam w filmie. Była to runa, ale ten nóż jej nie miał, ale za to mnie bardzo parzył, gdy go dotknęłam.
- Kosma! - Krzyknęłam, a gdy chłopak wszedł do pokoju, rzuciłam mu nóż. - Ten nóż był w ranie Asi. Zwróć uwagę, na to, że nie ma runy na boku. - Dodałam trochę chłodno. - I parzy mnie. - Mruknęłam, odwracając się w stronę Asi. Słyszałam jak Kosma rzucał nóż do Avery, która stanęła jak sparaliżowana, a nóż z brzdękiem wylądował na podłodze. Obróciłam się, a widząc Avery, która płakała, rozpłakałam się na nowo. Wytarłam ręką oczy i zajęłam się zszywaniem rany Asi. Była to dość głęboka rana, z której ciągle wypływała krew. - Asia. - Szepnęłam z płaczem, widząc jak siostra zamyka powieki. - Asia! - Potrząsnęłam siostrą, a ona dosyć przytomnie powiedziała:
- Zofio, przestań. Beze mnie będzie ci lżej. Traktuj Maję jak własną córkę, tak jak mnie traktowałaś, odkąd pamiętam.
- Joanno! Zabraniam ci coś takiego mówić! - Krzyknęłam ostro. Widząc, że zamyka powieki po raz kolejny, nie mogłam się powstrzymać i ...
- Zosia! - Krzyknęła Maja, patrząc na czerwony ślad na policzku Asi. Poszkodowana siedziała teraz przytomnie, patrząc na mnie z niedowierzaniem.
- Zosia... - Podszedł do mnie Kosma od tyłu, ale jego też uderzyłam, ale gdzie indziej. Z ust blondyna wydobył się jęk i stek przekleństw. Odwróciłam się na pięcie i pobiegłam do swojego pokoju po coś. Owe ,,coś'' to była lina. Zbiegłam po schodach z przekleństwami, cisnącymi mi się na usta. Dotknęłam ich, ale opuściłam rękę, bo wchodziłam do salonu. Podeszłam pod haczyk w suficie i zawiesiłam na nim linę, na której cały czas była pętla. Podstawiłam sobie stołek i stanęłam na nim. Kosma, Maja i Asia wiedzieli co to oznacza. Prychnęłam pod nosem, jak zobaczyłam pełne bólu i czegoś, czego nadal nie potrafiłam nazwać, oczy Kosmy.
- Zosia, co ty robisz? - Spytała Emily.
- Będzie szybciej. - Odparłam lakonicznie, patrząc w ścianę.
- Ale co? - Dopytywała Avery.
- Będzie szybciej, bo gdy serce Asi przestanie bić choćby na sekundę, to ja się zabiję. Obiecałam to już dawno temu. Krwi jej swojej oddać nie mogę, bo mam inną grupę krwi, Kosma i Maja też. Wam nie pozwolę. Maja i Kosma umieją robić dobrze wszystko co muszą robić. - Mówiłam, nadal patrząc w ścianę.
- Zosia... - Powiedział cicho Kosma, a ja wiedziałam co to znaczy.
- Asia, moja mała, Asia, która tyle wycierpiała. - Szepnęłam, sprawdzając pętelkę.
- Zosia... - Zaczął blondyn ponownie, a ja mu przerwałam.
- To prawda, że życie to miłość, miłość to ból, a ból to życie, jednak prawdą jest też, że miłość jest nadzieją, a nadzieja umiera ostatnia... - Mruczałam, stając na palcach, żeby założyć pętelkę na szyję.
- Zosia... - Mówił blondyn, podchodząc do mnie, lecz nie udało mu się mnie złapać. Zawisłam z pętelką na szyi.
- Moje życie było okropne, a teraz się kończy... Jak ja się cieszę... - To były moje ostatnie słowa... no prawie. Pół godziny później kopałam Kosmę i już wiedział, co to znaczy, kopać leżącego. Odwróciłam się, żeby po raz ostatni w życiu spojrzeć na Asię, ale jedyne co zobaczyłam to wielki uśmiech na twarzy Asi.
- Asia. - Szepnęłam ze łzami w oczach. Chciałam do niej podejść, ale Avery złapała mnie od tyłu. Chciałam jej się wyrwać, ale nie udało mi się.
- Oczy. Spójrz w jej oczy. - Szepnęła złotooka, a ja spojrzałam w oczy Asi.
- Asia? - Szepnęłam, widząc czerwone oczy siostry. Zaczęłam bezgłośnie łkać. Wyrwałam się Avery i upadłam na kolana. Próbowałam się uspokoić, ale mi się to nie udało. Wyciągnęłam jedyny nóż zza pasa i skierowałam go w swoje serce. - Ktoś mi przeszkodzi? - Spytałam, pociągając nosem. Nic nie usłyszałam. - Świetnie. - Chciałam wbić sobie nóż w serce, ale moja ręka zawisła w połowie. Podniosłam wzrok i napotkałam brązowe tęczówki Kosmy. Wyrwałam rękę z jego uścisku, nóż rzuciłam w ścianę i wstałam.
- Moja kochana Asia... - Szepnęłam, padając na kolana. Maja podeszła do mnie i oplotła ramionami. Pociągnęłam nosem, wstając. Wyrwałam się z uścisku Mai i wybiegłam z salonu przez dziurę w ścianie. Podeszłam do murku i walnęłam w niego mocno głową. Uderzałam tak raz po raz, tłumiąc przekleństwa, cisnące mi się na usta. W końcu przestałam walić głową, stanęłam prosto i zaczęłam głośno krzyczeć przekleństwa i to co myślę o losie. Po pięciu minutach, no może dziesięciu, ewentualnie po pół godzinie przestałam wrzeszczeć. Wspięłam się na murek i usiadłam na nim twarzą do lasu. W oczy rzucił mi się krzak z jagodami. Zeskoczyłam z murku i podeszłam do krzaczka. Zerwałam jeden z owoców i przyjrzałam się mu. Wilcza jagoda! Świetnie. Zerwałam kilkanaście owoców i wspięłam się na murek. Zeskoczyłam z niego i podskakując wesoło poszłam do domu. Weszłam do salonu i stanęłam na środku.
- Ktoś jeszcze chce się zabić? - Spytałam wesoło.
- Tak. - Powiedział Kosma, podchodząc do mnie. Wsypałam mu kilka jagód na rękę bez słowa, chociaż wolałabym, żeby Maja wybiła mu ten pomysł z głowy.
- W sumie... Ja też. - Maja też do mnie podeszła, ale ja jej nie dałam jagód. Kosma też.
- Nie. Jesteś za młoda. - Uśmiechnęłam się szeroko. Maja odwróciła się na pięcie i usiadła pod ścianą, chowając twarz w ręce. - Ktoś jeszcze? - Spytałam. Nikt nie odpowiedział. - Na trzy. - Rzuciłam do Kosmy.
- Raz. - Zaczął.
- Dwa.
- Jak w Igrzyskach Śmierci. - Mruknęła Asia. Rzuciłam w jej stronę mordercze spojrzenie.
- Trzy. - Skończyliśmy liczyć. Wrzuciłam jedną jagodę do ust, rozgryzając ją. Trochę kwaśna. Zjadłam jeszcze kilka jagód, a wtedy zaczęłam się dziwnie czuć. Rozejrzałam się dookoła przymrużonymi oczami. Wszystko się kręciło i wyglądało tak zabawnie! Zaczęłam się śmiać jak troll.
- Ej, Zosia, co ci jest? - Spytała Avery. Nie odpowiedziałam, bo usłyszałam podobny śmiech. Odwróciłam się w jego stronę i zobaczyłam Kosmę, który chichotał jak elf, który usłyszał najdurniejszy żart pod słońcem. Chciałam do niego podejść, ale wyłożyłam się jak długa, a blondyn zaczął po prostu rechotać. Jak żaba. Podniosłam się, chybocząc lekko i podeszłam do niego trzymając się prosto, przynajmniej tak mi się wydawało. Spoliczkowałam go, a on przewrócił się, ciągnąc mnie za rękę. Upadłam na niego, ale zaraz się podniosłam i z dumnie podniesioną głową wyszłam z salonu. Poszłam do swojego pokoju i rzuciłam się na łóżko. Zaczęłam szlochać. Moja kochana siostrzyczka jest jakimś wampirem... Otarłam łzy i zauważyłam drzwi w ścianie. Podniosłam się i podeszłam do nich. Otworzyłam je i zobaczyłam łazienkę. Podeszłam do umywalki, odkręciłam kran i ucieszyłam się bo była woda. Wróciłam do pokoju i podeszłam do szafy. Wzięłam z niej krótkie spodenki w kratkę i zwykły T-shirt z napisem. Wróciłam do łazienki, umyłam się i przebrałam. Weszłam do pokoju, w którym teraz był Kosma.
- Czego? - Warknęłam, rozplątując palcami włosy. Kosma podszedł do mnie i mnie przytulił. Przez chwilę stałam zdezorientowana, ale po chwili odwzajemniłam uścisk i zaczęłam szlochać. Blondyn głaskał mnie po głowie, a ja po prostu płakałam, wtulona w niego. Po chwili oderwałam się od niego, zamknęłam drzwi na klucz i usiadłam na łóżku, chowając twarz w dłonie. Chwilę potem materac ugiął się pod ciężarem chłopaka, który objął mnie i pozwolił się wypłakać.
- Co teraz? - Spytał cicho.
- Nie wiem. - Odparłam tak samo cicho. - Asia już nigdy nie będzie tą samą Asią co kiedyś. Nie będziemy się wygłupiać, jeść słodyczy i wiele innych. Ona będzie chciała mnie zabić... - Wyszeptałam, szlochając.
- Ale będziecie mogły robić inne rzeczy...
- Nie.
- Ale zawsze będziecie siostrami. Mimo tego, że Asia jest wampirem, a ty półcieniem. Opowiadałaś Asi kiedyś bajkę, jak miała koszmary, o dwóch siostrach, które kochały się mimo tego, że jedna z nich miała jakąś moc i drugą skrzywdziła.
- To był film, który oglądałyśmy pięć lat temu. Nie rozumiesz tego, że my już nigdy nie będziemy takie same? Nigdy... - Wyszeptałam, wycierając łzy. - A poza tym, gdybym zrobiła to co chciałam pięć lat temu... Wtedy nic takiego by się nie stało... Nic by się nie stało... Ale wiesz co? Teraz nie pamiętam tego wszystkiego... Szkoda... Sny i wspomnienia wykończyły by mnie... A ja tak bardzo chciałabym już umrzeć... - Mamrotałam bez sensu. Kosma wywrócił oczami, a gdy chciałam otworzyć usta, żeby coś powiedzieć, pocałował mnie.
Czy mówiłam, że rozdział drugi był dziwny? No to się myliłam! Ten rozdział jest na maksa dziwny... (co prawda użyłabym innego wyrażenia, ale przecież nie będę terroryzować młodzieży ;p) Może będzie jakiś komentarz... chociaż jeden... mniejsza z tym. Mam nadzieję, że rozdział się wam spodobał ;)
So phiee
sobota, 1 marca 2014
2. Odwal się, Romeo!
- Półcieniem.
- Czym? - Warknął za mnie Kosma, kładąc mi rękę na ramieniu. Nawet nie wiem kiedy do mnie podszedł.
- Właśnie. - Syknęły Asia i Maja, stając za mną. Zacisnęłam zęby i strząsnęłam rękę Kosmy.
- Półcieniem. Spotkaliście cienie? To takie stworzonka z innego wymiaru. Mają galaretowate ciała, zabija je tylko nóż ze srebrem. Jak ten. - Pokazał nóż, który odrzuciłam wcześniej, by wbił się w ścianę.
- Czyli jestem półcieniem - stworzeniem z innego wymiaru? To najbardziej pokręcona rzecz jaką słyszałam, a chodziłam do szkoły z durniami. - Prychnęłam, zakładając ręce na piersi. - Asia, daj ten łuk, bo nie wytrzymam i mu przywalę prawym sierpowym. - Mruknęłam, wyciągając rękę po broń. Asia podała mi łuk i strzałę. Nałożyłam ją na cięciwę i wycelowałam w serce Aro.
- Stop. - Matt stanął przed Aro, blokując moją strzałę. Zaklęłam we wszystkich znanych mi językach, co trochę mi zajęło.
- Czego? - Warknęłam, gdy skończyłam. Matt patrzył na mnie wielkimi oczami, w których było widać podziw i coś czego nie potrafiłam nazwać. - Nie wkurwiaj mnie. - Syknęłam. Przestałam grać grzeczną dziewczynkę. Miałam dosyć. Asia, Maja i Emily odsunęły się i wyszły z pomieszczenia. Sebastian wyślizgnął się za nimi, a Adrian stanął około metr od nas.
- Ty miałabyś mi coś zrobić? Jestem niezniszczalny. - Zaśmiał się Aro. Odwróciłam się do Kosmy, skinęłam głową na jego nieme pytanie, a on rzucił się na Matta, odsłaniając Aro. Strzeliłam w jego serce, a on oparł się o ścianę.
- Czyli strzały z trucizną nie zadziałały? - Spytałam sarkastycznie, uśmiechając się szeroko. Aro prychnął cicho, wyjmując strzałę z serca.
- Avery! - Krzyknął, odrzucając strzałę w stronę Kosmy, który przytrzymywał Matta przy ścianie. Rzuciłam nóż, który przyszpilił strzałę do ściany około pięciu centymetrów od szyi bruneta.
- Aro! - Krzyknęła brunetka o złotych oczach, wpadając przez dziurę do pomieszczenia. Podeszła do niego, dyskretnie rozglądając się po pokoju, gdy mnie zobaczyła, wyciągnęła taki sam nóż, jak ten, który miał Aro i cisnęła go we mnie. Po chwili nóż był po drugiej stronie szyi Matta. Opuściłam łuk, patrząc na Adriana, który patrzył to na mnie, to na Kosmę i Matta, a na koniec na Aro i Avery.
- Kto to jest i co robi w naszym domu? - Syknęła Avery, zabijając mnie wzrokiem.
- Jestem Sophie i mieszkam tu, ale widzę, że nie wszyscy mnie lubią. Asia, Maja! Idziemy! Kosma puść Matta. Mam łuk. - Powiedziałam, odwracając się w stronę drzwi. Chciałam wyjść, ale Avery zastąpiła mi drogę. - Czego chcesz? - Mruknęłam.
- Pogadajmy. - Zaproponowała. Odwróciłam się w stronę Kosmy, a on pokiwał głową.
- Niech ci będzie. Asia, Maja, chodźcie! - Krzyknęłam, a po chwili brunetka i blondynka stały koło mnie.
- Co jest? - Spytały jednocześnie.
- Idźcie mnie spakujcie, Kosmę też. Musimy pogadać. - Mruknęłam po polsku. Dziewczyny kiwnęły głowami i wybiegły z pokoju. Odwróciłam się i niemal uśmiechnęłam, widząc jak Kosma poddusza Matta. Przygryzłam mocno wargę, siadając na jednej z kanap. Cały czas miałam ze sobą łuk i pas z bronią. Poczułam w ustach metaliczny smak krwi, więc puściłam wargę. - No więc, o czym chcesz rozmawiać? - Spytałam.
- O tym, co tu robisz. - Mruknęła Avery, chodząc w kółko po pokoju. Wodząc za nią wzrokiem, napotkałam oczy Kosmy. Kiwnęłam niezauważalnie głową, na jego nieme pytanie, ale on i tak zauważył ten mały ruch. Puścił Matta i podszedł do kanapy, na której siedziałam. Usiadł obok, patrząc wrogo na Matta, który podchodził do Aro.
- No więc słucham. - Mruknęłam, nadal nie spuszczając dziewczyny z wzroku.
- Podejrzewam, że Aro mówił ci czym jesteś. Powinniśmy cię zabić od razu, ale mam dla ciebie propozycję. Będziesz musiała wygrać pojedynek z Adrianem. Wybierzesz sobie jedną broń, a jak wygrasz będziesz mogła zostać tutaj. - Powiedziała Avery, stając około dwa metry ode mnie.
- Gdzie jest haczyk? - Spytał Kosma.
- Zamknij się. - Warknęłam. Spojrzałam na Avery i skinęłam głową, wstając. - W porządku, ale Asia, Maja i Kosma mają zostać ze mną.
- W porządku. - Odpowiedział Aro za nią, wychodząc przez dziurę. Adrian, Matt i Avery poszli za nim. Kosma stanął przede mną, patrząc na mnie z oskarżeniem w oczach.
- Dlaczego to zrobiłaś? Przecież...
- Zamknij się. Zrobiłam to, bo oni mogą mi pomóc odkryć kim jestem tak na prawdę. Nie jestem pewna, czy mi się uda wygrać... nie wiem, czy przeżyję, więc musisz mi obiecać, że zajmiesz się Asią, że nauczysz ją wszystkiego co umiesz i, że skopiesz tyłek każdemu chłopakowi, który ją skrzywdzi. - Przerwałam mu, mówiąc szybko, cicho i po polsku.
- Musisz przeżyć. My bez ciebie zginiemy.
- Powiedziałeś to samo trzy lata temu. - Mruknęłam.
- Tak, powiedziałem, bo to prawda. Tylko ty potrafisz strzelać z łuku, dzielić równo i sprawiedliwie rzeczy, wkurzać mnie. - Uśmiechnął się.
- Tsa, bo bez wkurzania nie przeżyjesz. - Mruknęłam i wyszłam przez dziurę. Odetchnęłam głęboko i odpięłam pas z bronią. Dałam go Kosmie, który wyszedł za mną. Rzuciłam mu łuk i sięgnęłam do kieszeni. Wyjęłam z niej jedno zdjęcie, które jest dla mnie bardzo ważne. Podałam mu je bez słowa i podeszłam do Avery, która miała przed sobą stolik z bronią. Sięgnęłam po nóż. Avery spojrzała na mnie z pogardą w oczach, ale ja stanęłam na przeciwko Adriana. Blondyn wziął ... Skąd on ma colta, który był zaplanowany na 2020 rok?! Rozejrzałam się dookoła. Matt i Aro robili okrągłą arenę o średnicy dwudziestu metrów. Wbili kilka pali w ziemię i zawiesili na nich druciane ogrodzenie. Avery nadal stała przy stoliku z bronią, patrząc tym razem na nóż, który miałam w prawej dłoni. Kosma stał tam, gdzie go zostawiłam, wpatrując się w zdjęcie, które mu dałam. Przygryzłam wargę i poczułam metaliczny smak krwi. Skrzywiłam się lekko, ale rozglądałam się dalej. Z domu właśnie wychodziły Emily, Asia, Maja i Sebastian. Podeszłam do Avery i rzuciłam nóż na stolik. Sięgnęłam po łuk i strzały i nie patrząc na nikogo, stanęłam pod murkiem. Osunęłam się po nim, chowając twarz w dłoniach. Przygryzłam wewnętrzną stronę policzka, zastanawiając się, dlaczego ja zawsze muszę wkopać się w bagno. Westchnęłam cicho, przypominając sobie jak przed każdą z walk bokserskich, siadałam i odcinałam się od świata, słuchając głośno piosenek najczęściej Demi Lovato i Little Mix. One sprawiały, że rozluźniałam się, teraz jednak moje mięśnie były spięte. Oparłam głowę o murek, zaciskając mocno oczy. Usłyszałam szelest, więc otworzyłam oczy i zobaczyłam Asię zbliżającą się do mnie. Podeszła do mnie i usiadła obok mnie bez słowa. Nim otworzyłam usta, żeby się jej zapytać, co tu robi, Asia zaczęła nucić piosenkę Demi Lovato. Uśmiechnęłam się do niej słabo, oparłam głowę o murek i zacisnęłam mocno oczy. Gdy skończyła nucić, wstałam szybko, otwierając oczy. Przytuliłam siostrę, która szepnęła: ,, Nie daj się zabić.'' i poszłam w stronę areny. Adrian stał już w środku, a za mną zasłonili dziurę, przez którą weszłam. Stanęłam w odległości około pięciu metrów od Adriana, zakładając kołczan na plecy. Wyjęłam jedną strzałę i nałożyłam ją na cięciwę. Miałam strzelić w rękę blondyna, ale on był szybszy. Adrian strzelił w moją rękę, z której od razu polała się krew. Łuk i strzałę ścisnęłam mocniej i nie zważając na ból, strzeliłam w broń blondyna. Trafiłam idealnie, bo pistolet zamienił się w kupkę złomu. Adrian odrzucił zgniecione już kawałki i skierował się w moją stronę. Łuk i strzały odrzuciłam do tyłu, cały czas obserwując chłopaka. Gdy był około metr ode mnie rzuciłam się do ataku, ale chłopak był szybszy. Uderzył mnie w lewy bok. Usłyszałam chrzęst, więc na pewno mi złamał żebro. Zaciskając zęby z bólu, walnęłam Adriana prawym prostym w nos. Uderzenie było mocne, bo chłopak skrzywił się, gdy dotknął swojego nosa. Prychnęłam i walnęłam go z drugiej strony. Blondyn jednak wziął moją szyję w ręce i zaciskał je coraz mocniej. Wyrywałam się, ale to nie poskutkowało. Jednak przypomniałam sobie, jak wujek uczył mnie kroku ,,raz, dwa, trzy''. Był to lewy prosty, prawy sierpowy i kolanko w górę. Dwa pierwsze ciosy można zmieniać, ale ,,trzy'' zawsze pozostawało niezmienne. Jakoś udało mi się wykonać lewy prosty, a potem prawy sierpowy, a na koniec kopnęłam Adriana pomiędzy nogi kilka razy. Chłopak mnie puścił, zginając się w pół i trzymając za brzuch. Podeszłam do niego od tyłu, biorąc jedną strzałę i wbiłam delikatnie w szyję, tuż obok tętnicy. Uśmiechnęłam się szeroko, słysząc jęk z jego ust.
- To jak Avery?! - Krzyknęłam, a Aro i Matt odwinęli ogrodzenie. Wyrwałam strzałę z szyi Adriana i przerzuciłam jęczącego chłopaka przez ramię. Wyszłam za ogrodzenie, a blondyna zrzuciłam na stolik z bronią, za którym cały czas stała Avery - teraz czerwona ze złości. Uśmiechnęłam się do niej, lecz nagle coś na mnie wskoczyło. Zerknęłam przez ramię i zobaczyłam Asię. Zaraz drugie coś na mnie wskoczyło. Maja. Kosma też do mnie podszedł, ale zaczął opatrywać moją rękę. Spojrzałam w jego stronę, ale blondyn był całkowicie zajęty zszywaniem mojej rany. Chciałam go zapytać o coś, ale to jak będziemy sami. Maja i Asia zeszły ze mnie, uśmiechając się szeroko. Odwzajemniłam uśmiech, ale lekko, bo byłam zmęczona. Robiło się ciemno, więc Aro włączył latarkę, którą świecił mi w twarz. Zmrużyłam oczy i warknęłam w jego stronę.
- Aro. - Jęknął Adrian, kiedy złotooki przekręcił latarkę i zaczęła świecić w oczy, leżącemu na połamanym stoliku. Avery zaczęła go opatrywać, ale chłopak podniósł się i sam sobie poradził. Ścisnął lekko każdą ranę, a ona zasklepiała się, jakby chłopak był zrobiony z plasteliny. Spojrzałam na rękę, przy której coś robił Kosma i odepchnęłam lekko blondyna. Chłopak zdezorientowany patrzył jak ściskam brzegi rany, po której nie został ślad. Dotknęłam lekko lewego boku, a po chwili moje żebro było naprawione. Asia podeszła do mnie i mnie przytuliła, głaszcząc po głowie. Wtuliłam się w nią i pewnie zaczęłabym płakać, gdyby nie Aro, Avery, Emily, Sebastian i Matt, no i półprzytomny Adrian, który właśnie naprawiał sobie nos. Wyrwałam się z uścisku Asi i pobiegłam w stronę murku. Sprawnie wspięłam się na niego i zeskoczyłam na ziemię. Zaczęłam biec w stronę rzeki. Zatrzymałam się dopiero, gdy stałam na malutkiej plaży. Usiadłam na niej i rozpłakałam się. Jakoś podczołgałam się do wody i zaczęłam zeskrobywać zaschniętą krew z rąk i twarzy. Po paru minutach opłukałam twarz, mając nadzieję, że nikt nie zobaczy czerwonych obwódek wokół oczu. Wstałam, otrzepując się z piasku, włożyłam ręce do kieszeni i skierowałam się powoli do murku. Wiem, że Asia uspokoi resztę. Zawsze po walce szłam gdzieś i zaszywałam się.
- I'm fearless.* - Szepnęłam do siebie, przypominając sobie piosenkę z filmu, który kiedyś oglądałam. Dziewczyna kontra potwór. Zastanawiając się nad tym, czy jestem bardziej potworem, czy dziewczyną, doszłam do murku. Leniwie się na niego wspięłam i równie wolno po nim zeszłam. Rozejrzałam się. W salonie świeciło światło i wszyscy tam byli oprócz Asi, siedzącej pod drzewem. Podeszłam do niej i osunęłam się po korze drzewa. Brunetka przytuliła mnie, a ja wtuliłam się w nią.
- Pamiętasz film ,,Dziewczyna kontra potwór''? - Spytałam cicho. Pokiwała głową. - Myślałam i ja jestem raczej potworem. - Szepnęłam najciszej jak potrafiłam.
- Nie jesteś! - Krzyknęła Asia, podrywając się na równe nogi. Pociągnęła mnie za rękę i złapała za ramiona. Potrząsnęła mną, szepcząc, że nie jestem potworem. Prychnęłam głośno i wyrwałam się. Skierowałam się do domu, a tuż przed wejściem do środka przez dziurę, walnęłam pięścią w ścianę. Zrobiła się dziura, ale nie przejmując się tym, weszłam do salonu. Kosma był uśmiechnięty. Oj, znam ten uśmiech. Wyciągnęłam w jego stronę rękę, a on z grymasem na twarzy podał mi paczkę papierosów. Uśmiechnęłam się słodko w jego stronę i wyszłam z salonu, kierując się do swojego pokoju. Weszłam, zamykając drzwi na klucz i podeszłam do okna. Otworzyłam je i usiadłam na parapecie. Podkuliłam nogi i zaczęłam wpatrywać się w drzewa. Myślałam o tym kim jestem. Potworem, czy dziewczyną? Po jakimś czasie ktoś zapukał do drzwi.
- Czego? - Warknęłam, podchodząc do drzwi. Otworzyłam je i zobaczyłam Avery. - Co?
- Chciałam pogadać. - Powiedziała spokojnie, wymijając mnie w drzwiach. Stanęła koło okna i je zamknęła. Kopnęłam lekko drzwi, które zatrzasnęły się z hukiem.
- O czym? - Mruknęłam, siadając na łóżku.
- Czy on wie? - Spytała, czym kompletnie zbiła mnie z tropu.
- Kto? O czym? - Odpowiedziałam pytaniem na pytanie, marszcząc brwi.
- Kosma, o tym co do niego czujesz. - Mruknęła cicho. Spojrzałam na nią pytającym wzrokiem. - Nie jestem ślepa, ale faceci tak. Od lat próbuję pokazać to Aro, ale faceci są tacy... ślepi. - Prychnęłam, gdy powiedziała ostatnie słowo.
- Tylko ślepi?! - Krzyknęłam. - Jakoś od pięciu lat się o tym przekonuję cały czas. - Mruknęłam cicho.
- Sophie, faceci tacy są. Spójrz na Aro, czy on wygląda, jakby wiedział co do niego czuję? - Spytała, na co pokręciłam przecząco głową. - No widzisz. - Mruknęła.
- Wiesz, co? - Spytałam.
- Hmm?
- Myślę, że możemy się zaprzyjaźnić. - Uśmiechnęłam się trochę nieśmiało.
- Co? - Spytała, marszcząc brwi.
- Ile masz lat? - Puściłam jej pytanie mimo uszu.
- Osiemnaście skończę dwunastego września. - Odparła trochę niepewnie.
- Tak, jak ja! - Krzyknęłam, szczerząc się jak głupi do sera.
- Przyjaźń? - Spytała, wystawiając mały paluszek.
- Na zawsze. - Uśmiechnęłam się, zaczepiłam mały palec o jej i przyłożyłyśmy kciuki. Przytuliłam ją, a ona na początku zdezorientowana w końcu odwzajemniła uścisk.
- Zosia! - Krzyknęła Asia, więc wyplątałam się z uścisku Avery i pobiegłam na dół. - Nowy rekord. - Uśmiechnęła się, a ja zmroziłam ją wzrokiem.
- Czego chciałaś? - Warknęłam.
- To nie ja. - Mruknęła, zezując w stronę chłopaków. Spojrzałam w ich stronę, a gdyby mój wzrok mógł zabijać, każdy z nich paliłby się na stosie. Zacisnęłam mocno zęby, podchodząc do Kosmy. Złapałam go za koszulkę i wypchnęłam przez dziurę na trawę. Zachwiał się i upadł na ziemię. Wypadłam z domu jak burza i podeszłam do niego. Podniosłam za koszulkę, dziękując w duchu za te kilka centymetrów więcej.
- Czemu mi przerwałeś? - Warknęłam, patrząc w jego czekoladowe oczy.
- Nie ja, Adrian coś chciał. - Wzruszył ramionami, a ja puściłam go na ziemię i błyskawicznie znalazłam się w salonie, obok Adriana. Podniosłam go za koszulkę, patrząc mu w oczy.
- To nie ja, to Aro. - Poniósł ręce w geście obrony. Westchnęłam, rzucając go na fotel, na którym wcześniej siedział. Mruknęłam niezadowolona, wychodząc z salonu. Skierowałam się do swojego pokoju, w którym na szczęście już nie było Avery. Zatrzasnęłam drzwi, zamykając je na klucz, otworzyłam okno, siadając na parapecie i odpalając papierosa. Zaciągnęłam się nikotyną i wypuściłam z ust jasnoszary dymek. Westchnęłam, opierając głowę o futrynę okna.
- Julio! Julio, zejdź proszę! - Krzyknął Kosma spod mojego okna.
- Odwal się, Romeo! - Odkrzyknęłam.
- No wiesz co? - Powiedział, jakby urażony. Prychnęłam głośno i zeszłam z parapetu. Podeszłam do szafy i z plecaka wyciągnęłam linę. Zrobiłam na niej pętelkę i przyczepiłam do haczyka nad oknem. Wyrzuciłam papierosa i stanęłam na parapecie. - Ej, ej! Co ty robisz?! - Krzyknął.
- Będę skakać na bungee! Nie widać?! - Odkrzyknęłam. - Tylko, że to moja wersja! - Dodałam, po tym, jak usłyszałam prychnięcie z jego strony.
- Tsa, jasne! Aśka! Zosia skacze na bungee! - Wydarł się, bo krzyczeniem, nie można było tego nazwać.
- Aśka, nie słuchaj go! Bredzi! To skutki uboczne nikotyny! - Krzyczałam. Kosma prychnął i zaczął się wspinać po ścianie. - A teraz wspina się po ścianie jak Spiderman! Majka, zrób coś z nim! - Krzyczałam, a gdy Kosma wszedł do pokoju, cofnęłam się. Ja szłam do tyłu, aż usiadłam na łóżku. Wtedy Kosma zatrzymał się, założył ręce i spojrzał na mnie twardo. - Nie boję się ciebie! - Syknęłam, odwracając głowę. Patrzyłam na dziecięce łóżeczko i przygryzałam wargę. Jesteś za młoda! - Syknęłam na siebie w myślach. Tsa, bo teraz ludzie umierając przed trzydziestkę, mają dzieci tuż przed śmiercią. - Warknęło sarkastycznie moje drugie "ja". Kosma pociągnął mnie za rękę, tak, że stałam i spojrzał w moje oczy.
- Wiesz, dlaczego się martwiłem? - Szepnął. Pokiwałam przecząco głową. - Sam nie wiem. Kiedyś byłaś dla mnie jak siostra, a teraz... sam nie wiem. - Mruknął. Przygryzłam wargę, patrząc w jego czekoladowe oczy, w których było widać, coś, czego nie potrafiłam nazwać. Kosma nachylił się nade mną i pocałował w usta.
* I'm fearless (jęz. ang.) oznacza jestem nieustraszona
Hej! Uważam, że to jest najdziwniejszy rozdział, jaki kiedykolwiek napisałam. Chociaż podoba mi się scena pod oknem. Chciałam napisać inny wyraz, zamiast ,,Odwal się'', ale stwierdziłam, że lepiej nie demoralizować młodzieży... co z tego, że nawet dzieci teraz przeklinają? Więc uroczyście oświadczam:
sobota, 22 lutego 2014
1. Czyli jednak nie jesteście królikami?
- Zosia, co jest? - Spytała cicho Asia, która pełniła dzisiaj wartę.
- Idę na polowanie. - Odpowiedziałam cicho, biorąc łuk, zapinając pas i wychodząc z jaskini. Od dwóch lat mieszkamy w jaskini. Nie udało nam się dotrzeć do Szwecji. Jeszcze nie teraz. Chcemy, żeby morze całkiem się cofnęło i wtedy będziemy mogli tam pójść. To co zaczęło się trzy lata temu to był wielki koniec świata - Wyspy Brytyjskie zostały zatopione, w Ameryce były susze, więc jest tam teraz pustynia, Afryka za bardzo się nie zmieniła, w Azji ciągle jest śnieg, więc większość ludzi, która przeżyła te kilka lat, pojechała tam, a Australia zaginęła jak Atlantyda. My też się zmieniliśmy. Asia i Maja świetnie sobie radzą na polowaniach, Kosma nauczył się strzelać z łuku, a ja udoskonaliłam to, co umiem. Usłyszałam szelest z prawej strony, więc odwróciłam głowę w tamtą stronę. Nałożyłam strzałę na cięciwę i szłam w stronę szelestów. Spojrzałam za krzaki i zobaczyłam pięknego jelenia. Strzeliłam mu prosto w oko, ale w tym samym czasie w drugie oko strzeliła czyjaś strzała. Podeszłam do jelenia, nakładając na cięciwę drugą strzałę.
- Wyłaź! - Zawołałam po angielsku. Ktokolwiek tu jest, na pewno po polsku nie mówi. Zza drzewa wyszedł brunet z szarymi oczami. - Kim jesteś? - Syknęłam.
- Jestem Matt. A ty? - Spytał.
- Zosia, ale ty pewnie wolisz angielską wersję. Jestem Sophie. Co tu robisz?
- Poluję. - Odpowiedział spokojnie.
- To widzę. Nie jestem głupia. Co robisz tutaj? W Polsce. - Warknęłam.
- Szukałem kogoś, ale nie żyje, więc wracam do Szwecji.
- Do Szwecji? - Spytałam, opuszczając łuk.
- Tak. A ty? Co robisz w tym lesie?
- Mieszkam. - Wzruszyłam ramionami. - Ale co zrobimy z jeleniem? Ja potrzebuję porcji dla czterech osób.
- To świetnie, bo ja też. Mieszkam z bratem, kolegą i jego siostrą tu niedaleko. Mamy dom, więc możecie przyjść do nas. Podzielimy mięso sprawiedliwie. - Zaproponował.
- Dobra, ale czy oni pójdą, nie wiem. Możemy pójść do jaskini. Ale ja biorę jelenia. - Wyjęłam swoją strzałę z oka martwego zwierzęcia i włożyłam ją do kołczanu. Łuk zawiesiłam na ramieniu, a strzałę Matta rzuciłam właścicielowi. Wzięłam około siedemdziesięciokilogramowego jelenia na plecy i skierowałam się do jaskini. - Asia! Maja! Pomóżcie! - Zawołałam po polsku, gdy stałam już przed jaskinią. Dziewczyny wyskoczyły z jaskini z nożami, a Kosma z łukiem. - Nie, aż tak. - Mruknęłam. - Z jeleniem mi pomóżcie. - Wyjaśniłam po angielsku. Kosma oddał łuk Mai i zdjął ze mnie zwierzę. - Dziękuję. - Mruknęłam, strzelając kośćmi. - A zapomniałam. Matt to są Joanne, Maya i Kosma. Sorry, Kosma, ale twojego imienia nie da się przetłumaczyć.
- Nie ma sprawy. - Mruknął po angielsku, a ja po prostu wiedziałam, że myśli o przestawieniu języka.
- Musimy podzielić mięso po połowie, więc bierzcie rzeczy. Idziemy do niego do domu. - Powiedziałam po polsku, a Maja i Asia zniknęły w jaskini. Po chwili wyszły z czterema plecakami. Swoje założyły, a mój oddały Kosmie. Blondyn wziął oba łuki, a ja sięgnęłam po jelenia i zarzuciłam go na plecy.
- Chodźcie. - Powiedział Matt, więc poszliśmy za nim. Po kilkunastu minutach doszliśmy do piętrowego domu, otoczonego murkiem. - Adrian! Sebastian! Emily! - Krzyknął Matt, a z domu wypadł jeden blondyn, jeden brunet i jedna brunetka. Chłopcy z nożami, a dziewczyna z łukiem. - Emi znowu wygrała?! - Zawołał Matt, a ja zaczęłam się śmiać. Gdy zobaczyli jelenia, podbiegli i otworzyli furtkę w murku.
- Hej. - Uśmiechnęłam się. - Jestem Sophie, to są Joanne, Maya i Kosma. I sorry Kosma...
- Tak, wiem. Mojego imienia nie da się przetłumaczyć. - Mruknął Kosma, mrożąc mnie wzrokiem, na co pokazałam mu język.
- Sorry, że spytam, ale czyj jest ten jeleń? - Wtrąciła się brunetka.
- Mój. - Odezwałam się razem z Mattem.
- Nie ważne, czyj. Mogę go ugotować. Dawno nie jadłam pieczonego jelenia. - Mruknęłam, patrząc wrogo na Kosmę.
- Nie moja wina. - Warknął.
- Nie, wcale. Bo to ja zakazałam sobie wychodzenia. - Syknęłam.
- Nie moja wina, że się o ciebie martwię. - Tym zamknął mi usta. Na chwilę.
- Ty? Martwisz? Ty o Maję się martwisz. Czemu o mnie się martwisz?
- Bo ... - Urwał. - A z resztą daj mi spokój. - Mruknął. Ale ja wiedziałam co on chciał powiedzieć. Chciał powiedzieć, że jestem dla niego jak siostra.
- Idę po jakieś warzywa. - Odezwała się Maja, wyjmując ze swojego plecaka nóż. Podeszła do wysokiego drzewa i wspięła się na nie. Zrzuciłam z siebie jelenia, ruszając barkami.
- Może opowiecie nam coś o sobie? - Spytał Matt po chwili ciszy.
- Jak już wiecie jestem Zosia, to jest Asia, to Kosma, a ta co poszła to Maja. Ja i Kosma mamy po siedemnaście lat, Asia ma dwanaście, a Maja trzynaście. To chyba tyle. - Wzruszyłam ramionami.
- Ja jestem Emily, a to są Adrian, mój kochany braciszek Sebastian, a Matta już znacie. Ja mam jedenaście lat, Adrian i Matt mają po siedemnaście, a Sebastian piętnaście. - Wyjaśniła brunetka. Więc brunet o zielonych oczach to Adrian, a blondyn o niebieskich oczach ma na imię Sebastian. - Chłopcy weźcie tego jelenia. - Poprosiła Emily, a Adrian i Sebastian podeszli do zwierzęcia. Wzięli go, trochę się chwiejąc.
- Ile on waży? - Spytał Matt.
- Jakieś osiemdziesiąt kilogramów. - Oceniła Emily, a chłopcy pokiwali głowami z wyraźnym trudem.
- Zostawcie go. Ja go wezmę. - Powiedziałam, a chłopcy podali mi zwierzę. Wzięłam je na plecy. - Jak dla mnie on waży mniej niż pięćdziesiąt kilogramów. Gdzie go zanieść? - Spytałam beztrosko.
- Chodź do kuchni. - Mruknął Adrian.
- Maja! Masz te warzywa?! - Krzyknęłam.
- Daj mi trzy minuty! - Odkrzyknęła blondynka.
- Bez Mai nie idę. - Wzruszyłam ramionami, wyciągając rękę w stronę Kosmy. Podał mi jabłko, które zaczęłam jeść. Po równych trzech minutach przyszła Maja z różnymi warzywami. Wyrzuciłam ogryzek. - Prowadź. - Rzuciłam w stronę Emily. Brunetka przeszła przez furtkę i skierowała się w stronę domu. Weszła przez drzwi, skręciła w lewą stronę, szła korytarzem do końca i weszła przez drzwi z prawej strony. Poszłam za nią do dużej kuchni. Miała jasne ściany, wielki drewniany stół z krzesłami, wielką dziurę w kącie, w której na pewno były zapasy, kilka szafek, wielkie okno, pod którym był zlew i kuchenkę elektryczną, chociaż nie mam pewności, czy działa.
- Chodź na dół. - Powiedziała Emily, otwierając klapę w podłodze. Wskoczyła tam, a ja za nią. Wylądowałyśmy w piwnicy, w której stał stół i szafka, w której na pewno były różne noże, miecze i rzeczy do oporządzania mięsa. Zrzuciłam jelenia na metalowy stół i rozprostowałam barki. Emily podała mi ostry nóż. Na początku odcięłam zwierzęciu głowę, a potem obdarłam ze skóry. Brunetka bez słowa podstawiła miskę, pozwalając, żeby krew do niej ściekła. Przygryzłam wargę, patrząc jak cienki strumyczek krwi, zamienia się w pojedyncze krople. Gdy krew już nie leciała przewróciłam jelenia na plecy i rozcięłam skórę od szyi do brzucha. Wyjęłam organy i wrzuciłam je do miski z krwią. Pocięłam jelenia na kawałki, a Emily podała mi wielką misę. Włożyłam trzydzieści dwa kawałki mięsa do naczynia i idąc za dziewczyną, wyszłam z piwnicy. Maja zostawiła w kuchni warzywa, ale nikogo w niej nie było. Odstawiłam misę na stół, przejrzałam warzywa i wybrałam kilka pomidorów, ogórka i trochę ziół. Emily podała mi miskę z wodą, w której umyłam warzywa i opłukałam zioła, oraz folię, w którą zawinęłam szesnaście kawałków mięsa, żeby się nie zepsuło. Wyjęłam nóż zza pasa, nacięłam pomidory i posiekałam zioła. Każdy z kawałków nasmarowałam ziołami i odkładałam do miski. Pomidory zawinęłam w folię, żeby je upiec, a ogórka pokroiłam w plasterki. Włożyłam warzywa do miski i wyszłam z kuchni. Emily zaprowadziła mnie do salonu. Wszystko było ładne, ściany były zielone, ale w jednej z nich była dziura. W salonie byli Asia, Maja, Matt i Sebastian. Patrzyli w coś za dziurą.
- Asia, Maja. Gdzie jest Kosma? - Spytałam, odstawiając miskę na podłogę. Dziewczyny jednocześnie pokazały dziurę. Westchnęłam, podchodząc do niej. Wyjrzałam i zobaczyłam Kosmę i Adriana, którzy się bili. Wywróciłam oczami i sięgnęłam do mojego plecaka, który stał obok dziury. Wyjęłam łuk i dwie strzały zza pasa. Wyszłam przez dziurę, nałożyłam jedną strzałę na cięciwę i strzeliłam w Kosmę. Druga trafiła w Adriana. Obaj spojrzeli na mnie. Przestali się bić, bo uniemożliwiły im to strzały w ramionach. Poszli do domu, przechodząc koło mnie. Kręcąc głową z dezaprobatą, weszłam przez dziurę i cisnęłam łuk na plecak.
- Mówiłam ci, że jak następnym razem ci nie zszyję rany? Mówiłam, do cholery. Teraz sam ją sobie zszywaj. - Syknęłam do Kosmy, odwracając się w stronę stojących niedaleko mnie Mai i Asi. - A wy jak mu tą ranę zszyjecie, to nie wiem, co wam zrobię i nie będzie mnie obchodziło to, że jesteście dla mnie jak rodzina. - Zagroziłam, sięgając po apteczkę. Rzuciłam nią w Kosmę, który złapał ją zdrową ręką. Drugą apteczką rzuciłam w Adriana, tyle, że on jej nie złapał i walnęła go głowę. - Idę zrobić obiad. - Mruknęłam, biorąc miskę i wychodząc przez dziurę na trawę. Odstawiłam miskę na ziemię i sięgnęłam po kilka gałęzi, leżących niedaleko. Ułożyłam z nich stosik i wyjęłam z kieszeni dwa kamienie. Potarłam krzemieniem o krzesiwo i pojawiły się iskry, które spadły na drewno. Gałęzie szybko się zajęły, więc wzięłam gałąź, na którą nadziałam połowę mięsa. Trzymałam ją kilka minut z jednej strony, a potem z drugiej. Upieczone mięso zdjęłam z gałęzi i odłożyłam do miski. Z drugą połową mięsa zrobiłam to samo, a gdy całe mięso było gotowe, zgasiłam ognisko, ale włożyłam w nie pomidory. Znalazłam kilka dużych liści, na które położyłam po kawałku mięsa, pomidora odwiniętego z folii i kilka plasterków ogórka.
- Obiad! - Krzyknęłam, wchodząc do środka przez dziurę. Porcje leżały w misce, którą trzymałam przed sobą. Naczynie postawiłam na podłodze. Odwróciłam się w stronę Kosmy. - Maja. - Jęknęłam, widząc, że blondynka zszywa ranę swojego brata. Podeszłam do ściany, w której była dziura i walnęłam w nią głową. Ściana pękła i zrobiła się w niej druga, ale mniejsza dziura. Warknęłam cicho i podeszłam do plecaka Kosmy. Wyjęłam z niego paczkę papierosów. Wyjęłam jednego i zapaliłam, wychodząc na zewnątrz.
- Wiesz, co ja myślę o tym, co teraz robisz?! - Krzyknął Kosma.
- A ty wiesz, gdzie ja mam twoje zdanie?! - Odkrzyknęłam i usłyszałam mruknięcie. - To się cieszę! - Odkrzyknęłam i zaciągnęłam się nikotyną, zawartą w papierosie. Wypuściłam z ust jasnoszary dymek, chowając opakowanie do kieszeni. Wypaliłam papierosa do końca, zgniotłam końcówkę butem i wróciłam do środka.
- A to zabieram. - Powiedziałam, słodko uśmiechając się do Kosmy i pokazując mu opakowanie, które po chwili znalazło się w mojej kieszeni. Blondyn skrzywił się, a ja odwróciłam się na pięcie, odrzucając włosy do tyłu. - Emily?
- Hmm? - Spytała, przełykając kawałek mięsa, które jadła tak jak Adrian (już bez strzały w ręce), Sebastian, Matt, Asia i Maja.
- Jest tu jakaś rzeka? Muszę popływać. - Uśmiechnęłam się, widząc miny chłopców.
- Jasne. Jakieś pół kilometra za ogrodzeniem. - Wzruszyła ramionami.
- Dzięki. - Powiedziałam, biorąc swój plecak. Wyszłam przez dziurę. - Asia, Maja, Emily, możecie zjeść moją porcję! - Krzyknęłam, oddalając się. Podeszłam do murku i wspięłam się na niego. Przeskoczyłam go i wspięłam się na pierwsze lepsze drzewo. Skakałam z drzewa na drzewo, dopóki nie znalazłam się nad rzeką. Rozejrzałam się i zobaczyłam chłopców, skradających się, a po chwili chowających za krzaki. Wywróciłam oczami i skoczyłam na drzewo, dzięki któremu będę mogła wejść do wody. Ześlizgnęłam się cicho w krzaki. Zdjęłam plecak, wyjęłam z niego łuk i cztery strzały i odłożyłam je na chwilę na bok. Rozebrałam się i zostałam w samej bieliźnie. Założyłam jednak koszulę, którą na sobie miałam wcześniej. Łuk i strzały trzymałam tak, żeby chłopcy ich nie widzieli. Weszłam do wody z uśmiechem na ustach. Stanęłam mniej więcej w połowie rzeki, wyciągając łuk i jedną strzałę. Nałożyłam ją na cięciwę, udając, że szukam zwierząt. Po chwili udając, że usłyszałam jakiś szelest, skierowałam się za wysokie drzewo. Z dala od wzroku chłopców wspięłam się na drzewo i skakałam cicho z jednego na drugie. Zeszłam z drzewa, które było kilka metrów od kryjówki chłopaków i przekradłam się tak, żeby być za nimi. Nałożyłam strzałę na cięciwę i strzeliłam w Sebastiana, a potem kolejno w Adriana, Matta i Kosmę. Każdy oberwał w ramię. Wstali szybko, a ja wyszłam zza krzaków.
- Ojej. Czyli jednak nie jesteście królikami? - Udałam zmartwioną, ale zaraz uśmiechnęłam się złośliwie. - Nie trzeba było za mną iść. Sebastian, jesteś taki młody... Emily się wkurzy. A Maja to ci zrobi jesień średniowiecza jak jej powiem... Adrian, Matt brak mi słów... Powiem Emily, a widząc wasze miny, naprawdę mi was żal. - Grałam. Nie jestem słaba. Byłam taka w wieku dwunastu lat, ale teraz nauczyłam się, że jak chce się przeżyć, to trzeba być twardym. Patrzyłam jak wszyscy jednocześnie robią się czerwoni ze złości. - Ojej. Tak żal mi was... A teraz wynocha, chcę popływać, a jak nie, to wyżyję się na was. Lekcje sztuk walki się przydadzą. - Uśmiechnęłam się jadowicie. Chłopcy poszli szybko w stronę murku. Jednak wiem, że przed murkiem zatrzymają się i ustalą wersję wydarzeń. Żaden chłopak nie przyzna się do przegranej z dziewczyną. Uśmiechnięta wróciłam do mojego plecaka. Zostawiłam łuk i rozebrałam się. Weszłam do chłodnej wody i wykąpałam się. Rozplątałam włosy, zaplotłam je w warkocza i wróciłam do plecaka. Założyłam bieliznę, top, koszulę i skórzane spodnie. Założyłam jeszcze wysokie buty i schowałam niepotrzebne rzeczy. Wstałam i skierowałam się do murku. Gdy tylko zobaczyłam chłopców, wspięłam się na drzewo i przeskoczyłam na to najbliżej murku. Ześlizgnęłam się po drugiej stronie ogrodzenia i poszłam do domu. Weszłam przez dziurę i zobaczyłam Asię, Maję i Emily, siedzące na podłodze i rozmawiające.
- Hej, dziewczyny. Będą potrzebne cztery apteczki. - Uśmiechnęłam się szeroko.
- Co zrobiłaś? - Spytała Asia. Nie odpowiedziałam, bo do domu wpadli chłopcy. We włosach mieli pełno liści i gałązek, strzały sterczały im z ramion, a z oczu leciały im łzy.
- Ojej. Nadal nie jesteście królikami? - Udałam zmartwioną, dziewczyny zaczęły się śmiać, a chłopcy poczerwienieli ze złości. - A wiecie co im się stało? - Spytałam. Dziewczyny tłumiąc śmiech, pokręciły przecząco głowami. - Biedacy podglądali mnie w krzakach. - Uśmiechnęłam się współczująco, bo Maja i Emily podciągały rękawy.
- Sebastian, Adrian, Matt! Do pokoi, ale już! - Krzyknęła Emily, a chłopcy ze spuszczonymi głowami wyszli z pokoju. Brunetka poszła za nimi, kręcąc głową.
- Kosma, do cholery! Co ja ci mówiłam?! Teraz sam sobie zszywaj tą ranę! Ile ty masz tych szwów?! Sto, dwieście?! Przez te trzy lata niczego się nie nauczyłeś?! - Krzyczała Maja, wymachując rękami. Asia tłumiła śmiech, a ja przygryzałam wargę, żeby nie zacząć się śmiać, widząc minę Kosmy.
- Nienawidzę cię. - Powiedział blondyn, na co zaczęłam się śmiać.
- Też cię kocham. - Wykrztusiłam, a widząc jego mordercze spojrzenie, zgięłam się w pół. Ze śmiechu oczywiście. Kosma wyjął strzałę z ręki i cisnął nią we mnie. Od razu się wyprostowałam, łapiąc strzałę w locie. - A nie, jednak ja też cię nienawidzę. - Uśmiechnęłam się sztucznie, odwróciłam na pięcie, zarzucając włosami i wyszłam z pokoju. Słyszałam krzyki Emily w jednym z pokoi na górze, więc skierowałam się tam, przeskakując co dwa stopnie na schodach. Stanęłam przed pokojem, z którego dochodziły najgłośniejsze krzyki. Zapukałam, a gdy usłyszałam pozwolenie, weszłam do pokoju. Matt siedział na łóżku, a Emily stała koło drzwi.
- Chciałam tylko powiedzieć, że my to będziemy już się zbierać. Trochę nam zajmie dojście do jaskini. - Powiedziałam.
- Możecie zostać u nas. Mamy cztery wolne pokoje. - Zaproponowała Emily.
- Dzięki. Ja i Asia na pewno zostaniemy. Maja pewnie też, a czy Kosma, to nie wiem. - Uśmiechnęłam się.
- Nie ma sprawy. - Wtrącił Matt, za co oberwał w głowę od Emily. Uśmiechnęła się do mnie, a ja odwzajemniłam gest.
- Wolne pokoje to te na końcu korytarza po lewej i prawej stronie. Kuchnia wiesz, gdzie jest. A salon to ten pokój z dziurą w ścianie. - Wyjaśniła brunetka.
- Dobra to ja lecę. Do zobaczenia. - Wyszłam z pokoju i zbiegłam do salonu. Maja nadal się wydzierała na Kosmę, a blondyn ze stoickim spokojem zszywał sobie ramię. Asia chichotała, siedząc pod ścianą, a ja podeszłam do niej i usiadłam koło niej. - Bierz plecak. Zostaniemy tu kilka dni. Jak się pośpieszysz to zgarniesz najlepszy pokój. - Szepnęłam do niej, a ona zerwała się i wzięła swój plecak.
- Maja, zostajesz tu, czy wracasz do jaskini? - Spytałam, przerywając jej kazanie.
- A Asia? - Spytała.
- Ja i Asia zostajemy, a ty i ten tam wybierajcie. - Wzruszyłam ramionami.
- Zostaję. - Oznajmiła, a Kosma momentalnie się podniósł.
- Wy naprawdę chcecie zostać w domu z obcymi ludźmi? - Syknął po polsku, patrząc na mnie, Asię i Maję, i tak po kolei. Wyprostowałam się, patrząc na niego z wściekłością.
- Nie wiem, jak ty, ale ja tu zostaję, a Asia ze mną, bo ja jestem jej siostrą. Maja robi co chce. Sam to powiedziałeś. - Syknęłam, patrząc w jego tęczówki. Widać w nich było złość, troskę i coś czego nie potrafiłam nazwać. - A poza tym, spodobał mi się ktoś. - Zagryzłam wargę, grając. Widziałam, że złość w jego tęczówkach rośnie, ale na twarzy miał kamienną maskę. Uśmiechnęłam się, widząc jak zaciska pięści. Odwróciłam się na pięcie, wzięłam plecak i skinąwszy głową w stronę Asi i Mai, wyszłam z pokoju. Wbiegłam po schodach i wybrałam ostatni pokój po prawej stronie. Zamknęłam za sobą drzwi, zsunęłam się po nich, odrzucając plecak na bok i zaczęłam bezgłośnie łkać. Po kilku minutach uspokoiłam się i odetchnęłam głęboko. Wstałam i rozejrzałam się po pokoju. Ściany były koloru jasnej zieleni, świetnie komponujące się z jasnymi panelami i biało-żółtym dywanikiem koło składanego łóżka. Jasne biurko stało koło okna, a obok niego dębowa szafa. Zdziwiłam się, gdy zobaczyłam dziecięce łóżeczko. Przygryzłam wargę, głaszcząc się po brzuchu. Westchnęłam cicho, ocierając jedną łzę, która nie wiem kiedy wydostała się spod moich powiek. Sięgnęłam po plecak i rozpięłam zamek. Podeszłam do szafy i otworzyłam ją. Wyjęłam ubrania z plecaka i nucąc kołysankę, którą śpiewała mi mama, układałam ubrania. Zamknęłam szafę i sięgnęłam do plecaka. Dłonią odnalazłam zdjęcia, które zabrałam z domu. Wyjęłam je i usiadłam na łóżku. Zerknęłam na pierwsze i nieświadomie uśmiechnęłam się. Zdjęcie z zerówki, a potem z dnia matki z pierwszej klasy, a potem ostatnie zakończenie roku w tamtej szkole, czyli druga klasa. Potem zdjęcia z wakacji, które spędzili w Warszawie Kosma i Maja. W zasadzie były to tylko trzy dni, ale i tak było fajnie. Następne były zdjęcia z podstawówki w Warszawie. Wycieczki w trzeciej klasie, dyskoteka w czwartej, parę zdjęć z wakacji po piątej klasie, a na koniec szósta klasa. Potem kilka zdjęć z Londynu, gdy miałam brązowo-czerwone włosy, które wyglądały, jakby się paliły. Uśmiechnęłam się, przypominając sobie słowa mamy: ,,Skończysz podstawówkę, będziesz mogła sobie zrobić włosy ombre, a ja wtedy kupię ci skórzaną kurtkę, która do nich będzie pasować i pojedziemy do Londynu.'' Przygryzłam wargę i dalej oglądałam zdjęcia. Trochę zdjęć z gimnazjum i kilka z dzieciństwa. Patrzyłam na siebie, gdy miałam najwyżej roczek, leżałam na łóżku z koleżanką. Uśmiechnęłam się, odkładając zdjęcia na biurko. Sięgnęłam do plecaka, w którym zostało tylko kilka rzeczy. Wyjęłam je i schowałam do szuflady w biurku. Plecak wrzuciłam na dno szafy, wyjmując przy okazji czyste rzeczy. Przebrałam się w zwyczajną białą koszulkę z napisem: ,,Co mnie nie zabije, niech lepiej ucieka...'' i czarne dżinsy. Do tego założyłam mój pas z bronią i trampki. Wzięłam jedno zdjęcie z biurka i wyszłam z pokoju. Zbiegłam po schodach i weszłam do salonu, z którego dochodziły różne głosy. Asia, Maja i Emily siedziały pod ścianą i o czymś rozmawiały, a chłopcy siedzieli na środku pokoju, spierając się kto z kim by wygrał. Wywróciłam oczami, słysząc dziecinne obelgi, które rzucali do siebie, typu: ,, Ty, durniu!'' Naprawdę ja w wieku dwunastu lat używałam gorszych słów. Podeszłam do dziewczyn i usiadłam koło nich. Asia spojrzała na mnie z troską w oczach. Uśmiechnęłam się do niej lekko, wiedząc, że ją to uspokoi.
- O co kłócą się chłopcy? - Spytałam, patrząc na Kosmę, który właśnie mówił do Matta coś w stylu: ,, Ty durniu, przecież Adrian położyłby cię w ciągu pół minuty!'' Ehh... dzieci.
- Właśnie próbujemy się dowiedzieć. - Mruknęła Asia. Spojrzałam na nią pytającym wzrokiem. - Oni mówią po francusku. - Syknęła, a ja wybuchnęłam śmiechem.
- Nieźle to wymyśliliście chłopcy. - Rzuciłam do nich po francusku. - Trzeba było poprosić mnie, to bym cię nauczyła. - Mruknęłam do Asi z francuskim akcentem po angielsku.
- Oui, Oui. - Warknęła, mrożąc mnie wzrokiem. Prychnęłam cicho pod nosem, a wzrok Asi właśnie mnie palił na stosie.
- Jak dzieci. - Mruknął Sebastian po francusku, więc dziewczyny patrzyły zdezorientowane, jak błyskawicznie się podnoszę i podchodzę do bruneta. Złapałam go za koszulkę i popchnęłam go na ścianę. Podeszłam do niego, wyciągając mój ulubiony nóż zza pasa.
- Emily, jak bardzo mogę uszkodzić twojego brata? - Spytałam, przekrzywiając głowę.
- To zależy, co powiedział, zrobił, lub jak bardzo cię wkurzył w skali od jednego do dziesięciu. - Powiedziała.
- W skali tak mniej więcej jakieś milion. - Mruknęłam tak, żeby Emily usłyszała.
- Tak jak chcesz. - Wzruszyła ramionami. Uśmiechnęłam się drapieżnie i podrzuciłam nóż, który po chwili złapałam i wbiłam w ścianę tuż nad jego ramieniem. Spojrzałam w jego tęczówki, a widząc w nich strach, uśmiechnęłam się jeszcze szerzej.
- Emily?
- Hmm?
- Po jakiemu mówi twój braciszek? Ale najwyżej ty możesz znać ten język. - Zastrzegłam.
- Chyba irlandzki. - Mruknęła.
- Rozumiesz? - Mruknęłam po irlandzku do Sebastiana. Ten skinął głową, trzęsąc się ze strachu. - To się cieszę. Wiesz... nie lubię, gdy ktoś mnie obraża... nawet tak jak ty przed chwilą. Czytałeś napis na mojej koszulce? Co mnie nie zabije niech lepiej ucieka... Ty mnie nie zabiłeś, więc nie trzeba było wkurzać. To będzie tylko ostrzeżenie, ale następnym razem... Sięgnę po łuk, albo użyję sztuk walki. - Zakończyłam, odsuwając się od niego. Sebastian nadal trząsł się ze strachu, a ja odwróciłam się i prowokacyjnie podniosłam koszulkę, chowając nóż za pas. Emily i Asia uśmiechały się szeroko, a reszta miała zdezorientowane miny. Nagle poczułam draśnięcie na ramieniu. Odwróciłam się na pięcie i zobaczyłam wysokiego blondyna o złotawych oczach. Mruknęłam niezadowolona, wyciągając nóż z ramienia. Ścisnęłam skórę, a rana zniknęła.
- Asia. - Mruknęłam, a ona rzuciła mi łuk. Wyjęłam strzałę zza pasa i nałożyłam na cięciwę. - Kim jesteś i dlaczego rzucasz we mnie nożem? - Warknęłam po angielsku.
- Jestem Aro. A rzucam nożem, bo jesteś czymś, co nie powinno istnieć. - Odparł blondyn.
- Ludzie nie powinni istnieć? A to dobre. - Prychnęłam.
- Nie jesteś człowiekiem. - Mruknął cicho, ale ja to usłyszałam. Napięłam cięciwę, celując w serce blondyna, który przeszywał mnie wzrokiem brązowo-złotych oczu. Byłam na niego wściekła. Zacisnęłam mocno zęby. Miałam wrażenie, że zaraz pękną. Ale w tej chwili przypomniałam sobie, że zawsze czułam się trochę inna. Oblizałam wargi, odwracając głowę i opuszczając łuk. Łuk i strzałę cisnęłam w stronę Asi, mając nadzieję, że go złapie.
- W takim razie. Kim jestem? - Rzuciłam wypranym z emocji tonem w stronę Aro.
- Półcieniem.
Hej. Jestem So phiee (tak na prawdę Zosia, ale nienawidzę tego imienia.). Możliwe, że znacie mnie z innych blogów. Tą historię mogę opisać w kilku słowach: miłość, nienawiść, przyjaźń, koniec świata i wyprawa.
Będzie to niezwykła podróż do raju. Bohaterów mam dodać? Może będzie wam łatwiej wymyślić postaci? Piszcie w komentarzach co o tym sądzicie. Mam nadzieję, że będzie chociaż kilka ;)
Do następnego!
So phiee xx