sobota, 22 lutego 2014

1. Czyli jednak nie jesteście królikami?

Obudziłam się, ciężko oddychając. Znowu śnił mi się moment sprzed trzech lat.
- Zosia, co jest? - Spytała cicho Asia, która pełniła dzisiaj wartę.
- Idę na polowanie. - Odpowiedziałam cicho, biorąc łuk, zapinając pas i wychodząc z jaskini. Od dwóch lat mieszkamy w jaskini. Nie udało nam się dotrzeć do Szwecji. Jeszcze nie teraz. Chcemy, żeby morze całkiem się cofnęło i wtedy będziemy mogli tam pójść. To co zaczęło się trzy lata temu to był wielki koniec świata - Wyspy Brytyjskie zostały zatopione, w Ameryce były susze, więc jest tam teraz pustynia, Afryka za bardzo się nie zmieniła, w Azji ciągle jest śnieg, więc większość ludzi, która przeżyła te kilka lat, pojechała tam, a Australia zaginęła jak Atlantyda. My też się zmieniliśmy. Asia i Maja świetnie sobie radzą na polowaniach, Kosma nauczył się strzelać z łuku, a ja udoskonaliłam to, co umiem. Usłyszałam szelest z prawej strony, więc odwróciłam głowę w tamtą stronę. Nałożyłam strzałę na cięciwę i szłam w stronę szelestów. Spojrzałam za krzaki i zobaczyłam pięknego jelenia. Strzeliłam mu prosto w oko, ale w tym samym czasie w drugie oko strzeliła czyjaś strzała. Podeszłam do jelenia, nakładając na cięciwę drugą strzałę.
- Wyłaź! - Zawołałam po angielsku. Ktokolwiek tu jest, na pewno po polsku nie mówi. Zza drzewa wyszedł brunet z szarymi oczami. - Kim jesteś? - Syknęłam.
- Jestem Matt. A ty? - Spytał.
- Zosia, ale ty pewnie wolisz angielską wersję. Jestem Sophie. Co tu robisz?
- Poluję. - Odpowiedział spokojnie.
- To widzę. Nie jestem głupia. Co robisz tutaj? W Polsce. - Warknęłam.
- Szukałem kogoś, ale nie żyje, więc wracam do Szwecji.
- Do Szwecji? - Spytałam, opuszczając łuk.
- Tak. A ty? Co robisz w tym lesie?
- Mieszkam. - Wzruszyłam ramionami. - Ale co zrobimy z jeleniem? Ja potrzebuję porcji dla czterech osób.
- To świetnie, bo ja też. Mieszkam z bratem, kolegą i jego siostrą tu niedaleko. Mamy dom, więc możecie przyjść do nas. Podzielimy mięso sprawiedliwie. - Zaproponował.
- Dobra, ale czy oni pójdą, nie wiem. Możemy pójść do jaskini. Ale ja biorę jelenia. - Wyjęłam swoją strzałę z oka martwego zwierzęcia i włożyłam ją do kołczanu. Łuk zawiesiłam na ramieniu, a strzałę Matta rzuciłam właścicielowi. Wzięłam około siedemdziesięciokilogramowego jelenia na plecy i skierowałam się do jaskini. - Asia! Maja! Pomóżcie! - Zawołałam po polsku, gdy stałam już przed jaskinią. Dziewczyny wyskoczyły z jaskini z nożami, a Kosma z łukiem. - Nie, aż tak. - Mruknęłam. - Z jeleniem mi pomóżcie. - Wyjaśniłam po angielsku. Kosma oddał łuk Mai i zdjął ze mnie zwierzę. - Dziękuję. - Mruknęłam, strzelając kośćmi. - A zapomniałam. Matt to są Joanne, Maya i Kosma. Sorry, Kosma, ale twojego imienia nie da się przetłumaczyć.
- Nie ma sprawy. - Mruknął po angielsku, a ja po prostu wiedziałam, że myśli o przestawieniu języka.
- Musimy podzielić mięso po połowie, więc bierzcie rzeczy. Idziemy do niego do domu. - Powiedziałam po polsku, a Maja i Asia zniknęły w jaskini. Po chwili wyszły z czterema plecakami. Swoje założyły, a mój oddały Kosmie. Blondyn wziął oba łuki, a ja sięgnęłam po jelenia i zarzuciłam go na plecy.
- Chodźcie. - Powiedział Matt, więc poszliśmy za nim. Po kilkunastu minutach doszliśmy do piętrowego domu, otoczonego murkiem. - Adrian! Sebastian! Emily! - Krzyknął Matt, a z domu wypadł jeden blondyn, jeden brunet i jedna brunetka. Chłopcy z nożami, a dziewczyna z łukiem. - Emi znowu wygrała?! - Zawołał Matt, a ja zaczęłam się śmiać. Gdy zobaczyli jelenia, podbiegli i otworzyli furtkę w murku.
- Hej. - Uśmiechnęłam się. - Jestem Sophie, to są Joanne, Maya i Kosma. I sorry Kosma...
- Tak, wiem. Mojego imienia nie da się przetłumaczyć. - Mruknął Kosma, mrożąc mnie wzrokiem, na co pokazałam mu język.
- Sorry, że spytam, ale czyj jest ten jeleń? - Wtrąciła się brunetka.
- Mój. - Odezwałam się razem z Mattem.
- Nie ważne, czyj. Mogę go ugotować. Dawno nie jadłam pieczonego jelenia. - Mruknęłam, patrząc wrogo na Kosmę.
- Nie moja wina. - Warknął.
- Nie, wcale. Bo to ja zakazałam sobie wychodzenia. - Syknęłam.
- Nie moja wina, że się o ciebie martwię. - Tym zamknął mi usta. Na chwilę.
- Ty? Martwisz? Ty o Maję się martwisz. Czemu o mnie się martwisz?
- Bo ... - Urwał. - A z resztą daj mi spokój. - Mruknął. Ale ja wiedziałam co on chciał powiedzieć. Chciał powiedzieć, że jestem dla niego jak siostra.
- Idę po jakieś warzywa. - Odezwała się Maja, wyjmując ze swojego plecaka nóż. Podeszła do wysokiego drzewa i wspięła się na nie. Zrzuciłam z siebie jelenia, ruszając barkami.
- Może opowiecie nam coś o sobie? - Spytał Matt po chwili ciszy.
- Jak już wiecie jestem Zosia, to jest Asia, to Kosma, a ta co poszła to Maja. Ja i Kosma mamy po siedemnaście lat, Asia ma dwanaście, a Maja trzynaście. To chyba tyle. - Wzruszyłam ramionami.
- Ja jestem Emily, a to są Adrian, mój kochany braciszek Sebastian, a Matta już znacie. Ja mam jedenaście lat, Adrian i Matt mają po siedemnaście, a Sebastian piętnaście. - Wyjaśniła brunetka. Więc brunet o zielonych oczach to Adrian, a blondyn o niebieskich oczach ma na imię Sebastian. - Chłopcy weźcie tego jelenia. - Poprosiła Emily, a Adrian i Sebastian podeszli do zwierzęcia. Wzięli go, trochę się chwiejąc.
- Ile on waży? - Spytał Matt.
- Jakieś osiemdziesiąt kilogramów. - Oceniła Emily, a chłopcy pokiwali głowami z wyraźnym trudem.
- Zostawcie go. Ja go wezmę. - Powiedziałam, a chłopcy podali mi zwierzę. Wzięłam je na plecy. - Jak dla mnie on waży mniej niż pięćdziesiąt kilogramów. Gdzie go zanieść? - Spytałam beztrosko.
- Chodź do kuchni. - Mruknął Adrian.
- Maja! Masz te warzywa?! - Krzyknęłam.
- Daj mi trzy minuty! - Odkrzyknęła blondynka.
- Bez Mai nie idę. - Wzruszyłam ramionami, wyciągając rękę w stronę Kosmy. Podał mi jabłko, które zaczęłam jeść. Po równych trzech minutach przyszła Maja z różnymi warzywami. Wyrzuciłam ogryzek. - Prowadź. - Rzuciłam w stronę Emily. Brunetka przeszła przez furtkę i skierowała się w stronę domu. Weszła przez drzwi, skręciła w lewą stronę, szła korytarzem do końca i weszła przez drzwi z prawej strony. Poszłam za nią do dużej kuchni. Miała jasne ściany, wielki drewniany stół z krzesłami, wielką dziurę w kącie, w której na pewno były zapasy, kilka szafek, wielkie okno, pod którym był zlew i kuchenkę elektryczną, chociaż nie mam pewności, czy działa.
- Chodź na dół. - Powiedziała Emily, otwierając klapę w podłodze. Wskoczyła tam, a ja za nią. Wylądowałyśmy w piwnicy, w której stał stół i szafka, w której na pewno były różne noże, miecze i rzeczy do oporządzania mięsa. Zrzuciłam jelenia na metalowy stół i rozprostowałam barki. Emily podała mi ostry nóż. Na początku odcięłam zwierzęciu głowę, a potem obdarłam ze skóry. Brunetka bez słowa podstawiła miskę, pozwalając, żeby krew do niej ściekła. Przygryzłam wargę, patrząc jak cienki strumyczek krwi, zamienia się w pojedyncze krople. Gdy krew już nie leciała przewróciłam jelenia na plecy i rozcięłam skórę od szyi do brzucha. Wyjęłam organy i wrzuciłam je do miski z krwią. Pocięłam jelenia na kawałki, a Emily podała mi wielką misę. Włożyłam trzydzieści dwa kawałki mięsa do naczynia i idąc za dziewczyną, wyszłam z piwnicy. Maja zostawiła w kuchni warzywa, ale nikogo w niej nie było. Odstawiłam misę na stół, przejrzałam warzywa i wybrałam kilka pomidorów, ogórka i trochę ziół. Emily podała mi miskę z wodą, w której umyłam warzywa i opłukałam zioła, oraz folię, w którą zawinęłam szesnaście kawałków mięsa, żeby się nie zepsuło. Wyjęłam nóż zza pasa, nacięłam pomidory i posiekałam zioła. Każdy z kawałków nasmarowałam ziołami i odkładałam do miski. Pomidory zawinęłam w folię, żeby je upiec, a ogórka pokroiłam w plasterki. Włożyłam warzywa do miski i wyszłam z kuchni. Emily zaprowadziła mnie do salonu. Wszystko było ładne, ściany były zielone, ale w jednej z nich była dziura. W salonie byli Asia, Maja, Matt i Sebastian. Patrzyli w coś za dziurą.
- Asia, Maja. Gdzie jest Kosma? - Spytałam, odstawiając miskę na podłogę. Dziewczyny jednocześnie pokazały dziurę. Westchnęłam, podchodząc do niej. Wyjrzałam i zobaczyłam Kosmę i Adriana, którzy się bili. Wywróciłam oczami i sięgnęłam do mojego plecaka, który stał obok dziury. Wyjęłam łuk i dwie strzały zza pasa. Wyszłam przez dziurę, nałożyłam jedną strzałę na cięciwę i strzeliłam w Kosmę. Druga trafiła w Adriana. Obaj spojrzeli na mnie. Przestali się bić, bo uniemożliwiły im to strzały w ramionach. Poszli do domu, przechodząc koło mnie. Kręcąc głową z dezaprobatą, weszłam przez dziurę i cisnęłam łuk na plecak.
- Mówiłam ci, że jak następnym razem ci nie zszyję rany? Mówiłam, do cholery. Teraz sam ją sobie zszywaj. - Syknęłam do Kosmy, odwracając się w stronę stojących niedaleko mnie Mai i Asi. - A wy jak mu tą ranę zszyjecie, to nie wiem, co wam zrobię i nie będzie mnie obchodziło to, że jesteście dla mnie jak rodzina. - Zagroziłam, sięgając po apteczkę. Rzuciłam nią w Kosmę, który złapał ją zdrową ręką. Drugą apteczką rzuciłam w Adriana, tyle, że on jej nie złapał i walnęła go głowę. - Idę zrobić obiad. - Mruknęłam, biorąc miskę i wychodząc przez dziurę na trawę. Odstawiłam miskę na ziemię i sięgnęłam po kilka gałęzi, leżących niedaleko. Ułożyłam z nich stosik i wyjęłam z kieszeni dwa kamienie. Potarłam krzemieniem o krzesiwo i pojawiły się iskry, które spadły na drewno. Gałęzie szybko się zajęły, więc wzięłam gałąź, na którą nadziałam połowę mięsa. Trzymałam ją kilka minut z jednej strony, a potem z drugiej. Upieczone mięso zdjęłam z gałęzi i odłożyłam do miski. Z drugą połową mięsa zrobiłam to samo, a gdy całe mięso było gotowe, zgasiłam ognisko, ale włożyłam w nie pomidory. Znalazłam kilka dużych liści, na które położyłam po kawałku mięsa, pomidora odwiniętego z folii i kilka plasterków ogórka.
- Obiad! - Krzyknęłam, wchodząc do środka przez dziurę. Porcje leżały w misce, którą trzymałam przed sobą. Naczynie postawiłam na podłodze. Odwróciłam się w stronę Kosmy. - Maja. - Jęknęłam, widząc, że blondynka zszywa ranę swojego brata. Podeszłam do ściany, w której była dziura i walnęłam w nią głową. Ściana pękła i zrobiła się w niej druga, ale mniejsza dziura. Warknęłam cicho i podeszłam do plecaka Kosmy. Wyjęłam z niego paczkę papierosów. Wyjęłam jednego i zapaliłam, wychodząc na zewnątrz.
- Wiesz, co ja myślę o tym, co teraz robisz?! - Krzyknął Kosma.
- A ty wiesz, gdzie ja mam twoje zdanie?! - Odkrzyknęłam i usłyszałam mruknięcie. - To się cieszę! - Odkrzyknęłam i zaciągnęłam się nikotyną, zawartą w papierosie. Wypuściłam z ust jasnoszary dymek, chowając opakowanie do kieszeni. Wypaliłam papierosa do końca, zgniotłam końcówkę butem i wróciłam do środka.
- A to zabieram. - Powiedziałam, słodko uśmiechając się do Kosmy i pokazując mu opakowanie, które po chwili znalazło się w mojej kieszeni. Blondyn skrzywił się, a ja odwróciłam się na pięcie, odrzucając włosy do tyłu. - Emily?
- Hmm? - Spytała, przełykając kawałek mięsa, które jadła tak jak Adrian (już bez strzały w ręce), Sebastian, Matt, Asia i Maja.
- Jest tu jakaś rzeka? Muszę popływać. - Uśmiechnęłam się, widząc miny chłopców.
- Jasne. Jakieś pół kilometra za ogrodzeniem. - Wzruszyła ramionami.
- Dzięki. - Powiedziałam, biorąc swój plecak. Wyszłam przez dziurę. - Asia, Maja, Emily, możecie zjeść moją porcję! - Krzyknęłam, oddalając się. Podeszłam do murku i wspięłam się na niego. Przeskoczyłam go i wspięłam się na pierwsze lepsze drzewo. Skakałam z drzewa na drzewo, dopóki nie znalazłam się nad rzeką. Rozejrzałam się i zobaczyłam chłopców, skradających się, a po chwili chowających za krzaki. Wywróciłam oczami i skoczyłam na drzewo, dzięki któremu będę mogła wejść do wody. Ześlizgnęłam się cicho w krzaki. Zdjęłam plecak, wyjęłam z niego łuk i cztery strzały i odłożyłam je na chwilę na bok. Rozebrałam się i zostałam w samej bieliźnie. Założyłam jednak koszulę, którą na sobie miałam wcześniej. Łuk i strzały trzymałam tak, żeby chłopcy ich nie widzieli. Weszłam do wody z uśmiechem na ustach. Stanęłam mniej więcej w połowie rzeki, wyciągając łuk i jedną strzałę. Nałożyłam ją na cięciwę, udając, że szukam zwierząt. Po chwili udając, że usłyszałam jakiś szelest, skierowałam się za wysokie drzewo. Z dala od wzroku chłopców wspięłam się na drzewo i skakałam cicho z jednego na drugie. Zeszłam z drzewa, które było kilka metrów od kryjówki chłopaków i przekradłam się tak, żeby być za nimi. Nałożyłam strzałę na cięciwę i strzeliłam w Sebastiana, a potem kolejno w Adriana, Matta i Kosmę. Każdy oberwał w ramię. Wstali szybko, a ja wyszłam zza krzaków.
- Ojej. Czyli jednak nie jesteście królikami? - Udałam zmartwioną, ale zaraz uśmiechnęłam się złośliwie. - Nie trzeba było za mną iść. Sebastian, jesteś taki młody... Emily się wkurzy. A Maja to ci zrobi jesień średniowiecza jak jej powiem... Adrian, Matt brak mi słów... Powiem Emily, a widząc wasze miny, naprawdę mi was żal. - Grałam. Nie jestem słaba. Byłam taka w wieku dwunastu lat, ale teraz nauczyłam się, że jak chce się przeżyć, to trzeba być twardym. Patrzyłam jak wszyscy jednocześnie robią się czerwoni ze złości. - Ojej. Tak żal mi was... A teraz wynocha, chcę popływać, a jak nie, to wyżyję się na was. Lekcje sztuk walki się przydadzą. - Uśmiechnęłam się jadowicie. Chłopcy poszli szybko w stronę murku. Jednak wiem, że przed murkiem zatrzymają się i ustalą wersję wydarzeń. Żaden chłopak nie przyzna się do przegranej z dziewczyną. Uśmiechnięta wróciłam do mojego plecaka. Zostawiłam łuk i rozebrałam się. Weszłam do chłodnej wody i wykąpałam się. Rozplątałam włosy, zaplotłam je w warkocza i wróciłam do plecaka. Założyłam bieliznę, top, koszulę i skórzane spodnie. Założyłam jeszcze wysokie buty i schowałam niepotrzebne rzeczy. Wstałam i skierowałam się do murku. Gdy tylko zobaczyłam chłopców, wspięłam się na drzewo i przeskoczyłam na to najbliżej murku. Ześlizgnęłam się po drugiej stronie ogrodzenia i poszłam do domu. Weszłam przez dziurę i zobaczyłam Asię, Maję i Emily, siedzące na podłodze i rozmawiające.
- Hej, dziewczyny. Będą potrzebne cztery apteczki. - Uśmiechnęłam się szeroko.
- Co zrobiłaś? - Spytała Asia. Nie odpowiedziałam, bo do domu wpadli chłopcy. We włosach mieli pełno liści i gałązek, strzały sterczały im z ramion, a z oczu leciały im łzy.
- Ojej. Nadal nie jesteście królikami? - Udałam zmartwioną, dziewczyny zaczęły się śmiać, a chłopcy poczerwienieli ze złości. - A wiecie co im się stało? - Spytałam. Dziewczyny tłumiąc śmiech, pokręciły przecząco głowami. - Biedacy podglądali mnie w krzakach. - Uśmiechnęłam się współczująco, bo Maja i Emily podciągały rękawy.
- Sebastian, Adrian, Matt! Do pokoi, ale już! - Krzyknęła Emily, a chłopcy ze spuszczonymi głowami wyszli z pokoju. Brunetka poszła za nimi, kręcąc głową.
- Kosma, do cholery! Co ja ci mówiłam?! Teraz sam sobie zszywaj tą ranę! Ile ty masz tych szwów?! Sto, dwieście?! Przez te trzy lata niczego się nie nauczyłeś?! - Krzyczała Maja, wymachując rękami. Asia tłumiła śmiech, a ja przygryzałam wargę, żeby nie zacząć się śmiać, widząc minę Kosmy.
- Nienawidzę cię. - Powiedział blondyn, na co zaczęłam się śmiać.
- Też cię kocham. - Wykrztusiłam, a widząc jego mordercze spojrzenie, zgięłam się w pół. Ze śmiechu oczywiście. Kosma wyjął strzałę z ręki i cisnął nią we mnie. Od razu się wyprostowałam, łapiąc strzałę w locie. - A nie, jednak ja też cię nienawidzę. - Uśmiechnęłam się sztucznie, odwróciłam na pięcie, zarzucając włosami i wyszłam z pokoju. Słyszałam krzyki Emily w jednym z pokoi na górze, więc skierowałam się tam, przeskakując co dwa stopnie na schodach. Stanęłam przed pokojem, z którego dochodziły najgłośniejsze krzyki. Zapukałam, a gdy usłyszałam pozwolenie, weszłam do pokoju. Matt siedział na łóżku, a Emily stała koło drzwi.
- Chciałam tylko powiedzieć, że my to będziemy już się zbierać. Trochę nam zajmie dojście do jaskini. - Powiedziałam.
- Możecie zostać u nas. Mamy cztery wolne pokoje. - Zaproponowała Emily.
- Dzięki. Ja i Asia na pewno zostaniemy. Maja pewnie też, a czy Kosma, to nie wiem. - Uśmiechnęłam się.
- Nie ma sprawy. - Wtrącił Matt, za co oberwał w głowę od Emily. Uśmiechnęła się do mnie, a ja odwzajemniłam gest.
- Wolne pokoje to te na końcu korytarza po lewej i prawej stronie. Kuchnia wiesz, gdzie jest. A salon to ten pokój z dziurą w ścianie. - Wyjaśniła brunetka.
- Dobra to ja lecę. Do zobaczenia. - Wyszłam z pokoju i zbiegłam do salonu. Maja nadal się wydzierała na Kosmę, a blondyn ze stoickim spokojem zszywał sobie ramię. Asia chichotała, siedząc pod ścianą, a ja podeszłam do niej i usiadłam koło niej. - Bierz plecak. Zostaniemy tu kilka dni. Jak się pośpieszysz to zgarniesz najlepszy pokój. - Szepnęłam do niej, a ona zerwała się i wzięła swój plecak.
- Maja, zostajesz tu, czy wracasz do jaskini? - Spytałam, przerywając jej kazanie.
- A Asia? - Spytała.
- Ja i Asia zostajemy, a ty i ten tam wybierajcie. - Wzruszyłam ramionami.
- Zostaję. - Oznajmiła, a Kosma momentalnie się podniósł.
- Wy naprawdę chcecie zostać w domu z obcymi ludźmi? - Syknął po polsku, patrząc na mnie, Asię i Maję, i tak po kolei. Wyprostowałam się, patrząc na niego z wściekłością.
- Nie wiem, jak ty, ale ja tu zostaję, a Asia ze mną, bo ja jestem jej siostrą. Maja robi co chce. Sam to powiedziałeś. - Syknęłam, patrząc w jego tęczówki. Widać w nich było złość, troskę i coś czego nie potrafiłam nazwać. - A poza tym, spodobał mi się ktoś. - Zagryzłam wargę, grając. Widziałam, że złość w jego tęczówkach rośnie, ale na twarzy miał kamienną maskę. Uśmiechnęłam się, widząc jak zaciska pięści. Odwróciłam się na pięcie, wzięłam plecak i skinąwszy głową w stronę Asi i Mai, wyszłam z pokoju. Wbiegłam po schodach i wybrałam ostatni pokój po prawej stronie. Zamknęłam za sobą drzwi, zsunęłam się po nich, odrzucając plecak na bok i zaczęłam bezgłośnie łkać. Po kilku minutach uspokoiłam się i odetchnęłam głęboko. Wstałam i rozejrzałam się po pokoju. Ściany były koloru jasnej zieleni, świetnie komponujące się z jasnymi panelami i biało-żółtym dywanikiem koło składanego łóżka. Jasne biurko stało koło okna, a obok niego dębowa szafa. Zdziwiłam się, gdy zobaczyłam dziecięce łóżeczko. Przygryzłam wargę, głaszcząc się po brzuchu. Westchnęłam cicho, ocierając jedną łzę, która nie wiem kiedy wydostała się spod moich powiek. Sięgnęłam po plecak i rozpięłam zamek. Podeszłam do szafy i otworzyłam ją. Wyjęłam ubrania z plecaka i nucąc kołysankę, którą śpiewała mi mama, układałam ubrania. Zamknęłam szafę i sięgnęłam do plecaka. Dłonią odnalazłam zdjęcia, które zabrałam z domu. Wyjęłam je i usiadłam na łóżku. Zerknęłam na pierwsze i nieświadomie uśmiechnęłam się. Zdjęcie z zerówki, a potem z dnia matki z pierwszej klasy, a potem ostatnie zakończenie roku w tamtej szkole, czyli druga klasa. Potem zdjęcia z wakacji, które spędzili w Warszawie Kosma i Maja. W zasadzie były to tylko trzy dni, ale i tak było fajnie. Następne były zdjęcia z podstawówki w Warszawie. Wycieczki w trzeciej klasie, dyskoteka w czwartej, parę zdjęć z wakacji po piątej klasie, a na koniec szósta klasa. Potem kilka zdjęć z Londynu, gdy miałam brązowo-czerwone włosy, które wyglądały, jakby się paliły. Uśmiechnęłam się, przypominając sobie słowa mamy: ,,Skończysz podstawówkę, będziesz mogła sobie zrobić włosy ombre, a ja wtedy kupię ci skórzaną kurtkę, która do nich będzie pasować i pojedziemy do Londynu.'' Przygryzłam wargę i dalej oglądałam zdjęcia. Trochę zdjęć z gimnazjum i kilka z dzieciństwa. Patrzyłam na siebie, gdy miałam najwyżej roczek, leżałam na łóżku z koleżanką. Uśmiechnęłam się, odkładając zdjęcia na biurko. Sięgnęłam do plecaka, w którym zostało tylko kilka rzeczy. Wyjęłam je i schowałam do szuflady w biurku. Plecak wrzuciłam na dno szafy, wyjmując przy okazji czyste rzeczy. Przebrałam się w zwyczajną białą koszulkę z napisem: ,,Co mnie nie zabije, niech lepiej ucieka...'' i czarne dżinsy. Do tego założyłam mój pas z bronią i trampki. Wzięłam jedno zdjęcie z biurka i wyszłam z pokoju. Zbiegłam po schodach i weszłam do salonu, z którego dochodziły różne głosy. Asia, Maja i Emily siedziały pod ścianą i o czymś rozmawiały, a chłopcy siedzieli na środku pokoju, spierając się kto z kim by wygrał. Wywróciłam oczami, słysząc dziecinne obelgi, które rzucali do siebie, typu: ,, Ty, durniu!'' Naprawdę ja w wieku dwunastu lat używałam gorszych słów. Podeszłam do dziewczyn i usiadłam koło nich. Asia spojrzała na mnie z troską w oczach. Uśmiechnęłam się do niej lekko, wiedząc, że ją to uspokoi.
- O co kłócą się chłopcy? - Spytałam, patrząc na Kosmę, który właśnie mówił do Matta coś w stylu: ,, Ty durniu, przecież Adrian położyłby cię w ciągu pół minuty!'' Ehh... dzieci.
- Właśnie próbujemy się dowiedzieć. - Mruknęła Asia. Spojrzałam na nią pytającym wzrokiem. - Oni mówią po francusku. - Syknęła, a ja wybuchnęłam śmiechem.
- Nieźle to wymyśliliście chłopcy. - Rzuciłam do nich po francusku. - Trzeba było poprosić mnie, to bym cię nauczyła. - Mruknęłam do Asi z francuskim akcentem po angielsku.
- Oui, Oui. - Warknęła, mrożąc mnie wzrokiem. Prychnęłam cicho pod nosem, a wzrok Asi właśnie mnie palił na stosie.
- Jak dzieci. - Mruknął Sebastian po francusku, więc dziewczyny patrzyły zdezorientowane, jak błyskawicznie się podnoszę i podchodzę do bruneta. Złapałam go za koszulkę i popchnęłam go na ścianę. Podeszłam do niego, wyciągając mój ulubiony nóż zza pasa.
- Emily, jak bardzo mogę uszkodzić twojego brata? - Spytałam, przekrzywiając głowę.
- To zależy, co powiedział, zrobił, lub jak bardzo cię wkurzył w skali od jednego do dziesięciu. - Powiedziała.
- W skali tak mniej więcej jakieś milion. - Mruknęłam tak, żeby Emily usłyszała.
- Tak jak chcesz. - Wzruszyła ramionami. Uśmiechnęłam się drapieżnie i podrzuciłam nóż, który po chwili złapałam i wbiłam w ścianę tuż nad jego ramieniem. Spojrzałam w jego tęczówki, a widząc w nich strach, uśmiechnęłam się jeszcze szerzej.
- Emily?
- Hmm?
- Po jakiemu mówi twój braciszek? Ale najwyżej ty możesz znać ten język. - Zastrzegłam.
- Chyba irlandzki. - Mruknęła.
- Rozumiesz? - Mruknęłam po irlandzku do Sebastiana. Ten skinął głową, trzęsąc się ze strachu. - To się cieszę. Wiesz... nie lubię, gdy ktoś mnie obraża... nawet tak jak ty przed chwilą. Czytałeś napis na mojej koszulce? Co mnie nie zabije niech lepiej ucieka... Ty mnie nie zabiłeś, więc nie trzeba było wkurzać. To będzie tylko ostrzeżenie, ale następnym razem... Sięgnę po łuk, albo użyję sztuk walki. - Zakończyłam, odsuwając się od niego. Sebastian nadal trząsł się ze strachu, a ja odwróciłam się i prowokacyjnie podniosłam koszulkę, chowając nóż za pas. Emily i Asia uśmiechały się szeroko, a reszta miała zdezorientowane miny. Nagle poczułam draśnięcie na ramieniu. Odwróciłam się na pięcie i zobaczyłam wysokiego blondyna o złotawych oczach. Mruknęłam niezadowolona, wyciągając nóż z ramienia. Ścisnęłam skórę, a rana zniknęła.
- Asia. - Mruknęłam, a ona rzuciła mi łuk. Wyjęłam strzałę zza pasa i nałożyłam na cięciwę. - Kim jesteś i dlaczego rzucasz we mnie nożem? - Warknęłam po angielsku.
- Jestem Aro. A rzucam nożem, bo jesteś czymś, co nie powinno istnieć. - Odparł blondyn.
- Ludzie nie powinni istnieć? A to dobre. - Prychnęłam.
- Nie jesteś człowiekiem. - Mruknął cicho, ale ja to usłyszałam. Napięłam cięciwę, celując w serce blondyna, który przeszywał mnie wzrokiem brązowo-złotych oczu. Byłam na niego wściekła. Zacisnęłam mocno zęby. Miałam wrażenie, że zaraz pękną. Ale w tej chwili przypomniałam sobie, że zawsze czułam się trochę inna. Oblizałam wargi, odwracając głowę i opuszczając łuk. Łuk i strzałę cisnęłam w stronę Asi, mając nadzieję, że go złapie.
- W takim razie. Kim jestem? - Rzuciłam wypranym z emocji tonem w stronę Aro.
- Półcieniem.


Hej. Jestem So phiee (tak na prawdę Zosia, ale nienawidzę tego imienia.). Możliwe, że znacie mnie z innych blogów. Tą historię mogę opisać w kilku słowach: miłość, nienawiść, przyjaźń, koniec świata i wyprawa.
Będzie to niezwykła podróż do raju. Bohaterów mam dodać? Może będzie wam łatwiej wymyślić postaci? Piszcie w komentarzach co o tym sądzicie. Mam nadzieję, że będzie chociaż kilka ;)
Do następnego!
So phiee xx