Obudziłam się, ciężko oddychając. Usiadłam i rozejrzałam się dookoła. Siedziałam na łóżku, moje ubrania były rozrzucone po pokoju, a ja byłam przykryta kołdrą. Sięgnęłam po T-shirt, narzuciłam go na siebie i podeszłam do szafy. Wyjęłam jeansy, szary sweter i skórzane buty na obcasie. Nie chciało mi się zakładać szkieł kontaktowych, więc wzięłam okulary. Poszłam do łazienki i opłukałam twarz zimną wodą. Ubrałam się, a schylając się, żeby zawiązać buty, w brzuchu poczułam dziwne uczucie i wszystko co wczoraj jadłam podeszło mi do gardła. Pochyliłam się nad sedesem i zwymiotowałam.
Po około piętnastu minutach podniosłam się i przepłukałam usta wodą. Ochlapałam twarz i zakładając okulary, wyszłam z łazienki, a potem pokoju. Zeszłam wolno po schodach, trzymając się barierki. Weszłam do salonu, w którym byli wszyscy oprócz Kosmy. Westchnęłam cicho, czym zwróciłam uwagę wszystkich obecnych. Avery od razu do mnie podeszła i pomogła usiąść na kanapie. Byłam blada. Nikt mi tego nie powiedział, ale ja to wiedziałam. Czułam się słaba i kręciło mi się w głowie. Maja od razu gdzieś pobiegła, a ja przymknęłam oczy, opierając głowę o oparcie kanapy.
- Zosia, co jest? - Spytała cicho Avery. Westchnęłam, otwierając oczy.
- Źle się czuję. - Wymamrotałam, lustrując wzrokiem pomieszczenie. Asia siedziała koło dziury w ścianie, patrząc na las, Sebastian, Adrian, Matt i Aro siedzieli na podłodze rozmawiając cicho, Emily siedziała niedaleko mnie, przyglądając mi się, a Mai i Kosmy nie było. Po chwili do salonu wbiegła blondynka z apteczką. Usiadła koło mnie i zmierzyła mi temperaturę. Gdy zobaczyła wynik otworzyła usta ze zdziwienia. Avery przejęła od niej termometr, a po chwili wyglądała tak jak Maja.
- Ile? - Szepnęłam.
- Czterdzieści trzy i dziewięć. - Powiedziała osłupiała Avery, na co chłopcy się zamknęli.
- Co? - Spytała Asia, błyskawicznie do mnie podchodząc. Położyła rękę na moim czole. Była zimna. Wzdrygnęłam się i otuliłam ramionami.
- Zimno mi. - Mruknęłam, a po chwili zostałam szczelnie przykryta ciepłym kocem przez Emily.
- Ej, co jest? - Spytał Kosma, wchodząc do salonu. Rozejrzał się zdezorientowany. Tu zawsze było głośno.
- Będę rzygać. - Mruknęłam i pobiegłam do swojego pokoju. Wpadłam do łazienki i zaczęłam wymiotować. Po kilku minutach oparłam się plecami o zimne kafelki. Podniosłam się wolno i podeszłam do umywalki. Opłukałam usta i twarz i wyszłam z łazienki. W pokoju były dziewczyny. Avery posadziła mnie na łóżku, przykrywając kocem, Emily uchyliła trochę okno, żeby wywietrzyć, a Asia usiadła koło mnie i służyła mi za zbijacz temperatury. Maja buszowała w apteczkach, ale po chwili poddała się.
- Leki się skończyły. - Mruknęła.
- Asia, Maja, weźcie Kosmę i znajdźcie Mike'a, albo Kate. Albo ich oboje. Oni mają zapas leków, a Kate była lekarką kilka lat temu. - Powiedziałam cicho, a Asia i Maja od razu poderwały się i wybiegły z pokoju. Po paru minutach nie było ich w domu, co zakomunikowało zatrzaśnięcie drzwi. Podniosłam się i wyszłam z pokoju, a dziewczyny ze mną. Zeszłam powoli po schodach i weszłam do salonu. Emily podsunęła krzesło pod dziurę w ścianie, a ja na nim usiadłam, otulając się szczelniej kocem.
- Co jest? - Spytał Sebastian po chwili, za co oberwał od Emily. - Za co? - Jęknął, pocierając tył głowy.
- Za chęć do życia i miłość do ojczyzny. - Warknęła Avery, mrożąc chłopaka wzrokiem. - Zosia źle się czuje, durniu.
- Avery, zostaw go. - Mruknęłam cicho, ale brunetka posłuchała. - Źle się czuję, ale to nie powód, żeby chłopcy przestali zachowywać się jak dzieci i ślepi durnie.
- Zgadzamy się z nią. - Chłopcy pokiwali głowami. - Ej... - Dodali po chwili. Prychnęłam cicho pod nosem, patrząc na las.
- Emily? - Spytałam, po tym jak zobaczyłam jakiś ruch na drzewie.
- Hmm? - Mruknęła.
- Czy tu są jakieś zwierzęta?
- Raczej nie...
- Ale na tamtym drzewie się coś rusza. - Wskazałam drzewo, a Aro i Matt pobiegli tam.
- Ej! - Usłyszałam chwilę potem krzyk. Wstałam z krzesła, widząc jak Aro ciągnie Tessę, a Matt Nessie.
- Nessie? Tessa? A gdzie jest Eleanor? - Spytałam. - A także Hariett, Kim, Andy, Wen, Blake, Nick i Nate?
- To ty je znasz? - Spytał Matt.
- Tak. Nessie i Tessę poznałam dwa lata temu na polowaniu. A teraz puśćcie je. - Chłopcy zaraz odsunęli się, chowając się za Emily i Avery. Prychnęłam, podchodząc do Nessie i Tessy. Przytuliłam je, ale zaraz odsunęłam się, czując to nieprzyjemne uczucie w brzuchu. Pobiegłam do swojego pokoju, a potem do łazienki. Po kilkunastu minutach byłam z powrotem na dole. Weszłam do salonu i zobaczyłam Asię, Maję, Kosmę, Mike'a, Kate, Nessie, Tessę, Avery, Emily, Sebastiana, Aro, Matta i Adriana.
- Kate! Mike! - Rzuciłam się na nich. Przytuliłam Kate, potem Mike'a, a potem stanęłam na środku pokoju. - Macie leki?
- Niestety nie. - Maja pokręciła głową. Avery wymamrotała coś pod nosem.
- Co? - Spytała Asia, patrząc na nią ze zdezorientowaniem. Avery mruknęła coś w odpowiedzi, a Asia otworzyła usta ze zdziwienia.
- Co jest, do jasnej Anielki?! - Uniosłam głos.
- Jesteś w ciąży. - Mruknęła Avery, a ja otworzyłam usta ze zdziwienia.
- Co? Jak? Kiedy? Co, do jasnej... ?!
- Mam ci tłumaczyć skąd się biorą dzieci? - Spytała Avery.
- Podziękuję za ten zaszczyt. - Fuknęłam.
- Zosia... - Zaczęła Asia.
- Co? - Syknęłam.
- Kto jest... no wiesz... ojcem? - Spytała.
- Nie muszę ci nic mówić, nie jesteś moją matką. - Mruknęłam i udałam się do swojego pokoju. Usiadłam na łóżku, podkuliłam nogi i objęłam je rękoma. Ja wiem kto jest ojcem... Asia nie może tego wiedzieć... Nikt nie może... Może on wie... Nie. On na pewno wie.
- Zosia, mogę wejść? - Usłyszałam zza drzwi.
- Nie. - Mruknęłam w odpowiedzi. Odwróciłam głowę w stronę okna, ale zaraz przeniosłam wzrok na łóżeczko dziecięce. - Asia powiedz Avery, żeby do mnie przyszła. - Szepnęłam, ale wiedziałam, że moja siostrzyczka to usłyszy. Po chwili drzwi otworzyły się i do pokoju weszła Avery.
- Co chciałaś?
- Jestem półcieniem, więc moja ciąża będzie inaczej wyglądać niż ta u ludzi. Tak?
- Tak.
- Opowiesz mi o tym? Jak wiesz.
- Niech ci będzie. - Westchnęła. - Ciąża półcieni trwa tylko miesiąc, ale jest męcząca. Będziesz ciągle wymiotować. Gorączka minie za jakiś tydzień, ale wróci na poród, więc trzeba będzie znaleźć leki. Asia, pamiętaj o tym...
- Pamiętam! - Wrzasnęła Asia z dołu.
- To dobrze. - Mruknęła Avery. - Masz jakieś doświadczenie w dzieciach?
- Praktycznie ja wychowywałam Asię, więc jakieś tam pojęcie mam. No i kuzynką się trochę zajmowałam. - Odparłam, czując łzy, napływające do oczu na wspomnienie Leny.
- Okej... - Mruknęła w zamyśleniu Avery.
- Zosia... - Do pokoju wparowała Maja, a za nią Asia i Emily. No i chłopcy. - Nessie, Tessa, Kate i Mike już poszli. Kate ma znaleźć jakieś leki. Mike też spróbuje.
- No i co z tego? - Mruknęłam.
- A Ness i Tessa mają przyjść jutro i będą szukać ojca dziecka... - Maja ostatnie trzy słowa wyszeptała, a ja podniosłam się błyskawicznie, co spowodowało skurcz w brzuchu, który zignorowałam.
- Co?! - Warknęłam. - Nikt się nie dowie, kto jest ojcem dziecka. Jedna osoba wie i jest nią ojciec dziecka. To będzie moje dziecko. - Syknęłam, na co zostałam obdarzona dziwnym wzrokiem pewnych brązowych tęczówek. Ostry ból przeszył mój brzuch, a ja zgięłam się z bólu wpół. Zakręciło mi się w głowie i upadłabym, gdyby nie Kosma. Szybko wyrwałam się z jego uścisku i pobiegłam do łazienki. Parę minut potem odkryłam straszną prawdę. Zaczęłam wymiotować krwią.
- Avery. - Zawołałam cicho, a po chwili brunetka była obok. Dziewczyna zaklęła głośno i siarczyście, po czym wypadła z łazienki, a potem z domu, co zakomunikowało trzaśnięcie drzwiami.
- Asia, gdzie poszła Avery? - Spytałam cicho.
- Po jakieś zioła! - Odparła moja siostrzyczka.
- Po kiego grzyba? - Mruknęłam, plując krwią.
- JEST! - Wrzasnęła Avery, wpadając do łazienki. Pomogła mi wstać i przemyć twarz. Opłukałam usta i wyszłyśmy z pokoju. Asia i Maja pomogły mi się położyć, a Emily pobiegła po składniki, które mruczała do niej Avery.
- Czuję się jak Bella. - Westchnęłam. Widząc zdezorientowaną minę Emily prawie się uśmiechnęłam.
- Co?
- Była saga ''Zmierzch'', którą nakręcili, a Bella to była żona wampira, która była w ciąży i strasznie była słaba, wymiotowała krwią, itp. - Mruczała Asia, przykrywając mnie szczelnie kocem.
- Masz. - Avery podała mi kubek z ziołami.
- Co to jest? - Spytałam trochę nieufnie.
- Sok z wilczych jagód. - Powiedziała Avery sarkastycznie. - Zioła, które dadzą ci trochę sił. Potem dostaniesz coś do jedzenia.
- Dobra. - Mruknęłam i wypiłam łyk ziół.
- Działa? - Spytała Asia. Przełknęłam i poczułam skurcz w brzuchu. Poderwałam się, oddając kubek Asi i pobiegłam do łazienki.
- Czyli nie działa. - Westchnęła Avery, wybiegając z pokoju.
- Asia, weź mi przynieś jakieś cieplejsze ciuchy. - Mruknęłam cicho, plując krwią i dziękując w duchu za zdolności wampirów.
- Masz. - Po chwili Asia podała mi czerwony sweter z sercem, jakąś koszulkę i, o zgrozo, spódnicę. Grzecznie się ubrałam, choć nie uśmiechało mi się, chodzenie w spódnicy, mimo tego, że jest lato. Wyszłam z łazienki z pomocą Asi. Gdy chłopcy mnie zobaczyli otworzyli usta ze zdziwienia.
- A wam o co chodzi? - Warknęłam.
- Ty... założyłaś spódnicę? - Spytał, jąkając się Kosma.
- A ktoś mi zabronił? Nie. - Syknęłam, idąc w stronę łóżka.
- Ktoś tu ma humorki. - Adrian uśmiechnął się jadowicie, na co oberwał od Aro. Prychnęłam pod nosem, wślizgując się pod koc. Avery wpadła do pokoju jak burza z trochę zdezorientowaną miną.
- Aro, Adrian, Matt, Sebastian, do jasnej cholery (Miałam nie demoralizować młodzieży, ale cholera to też choroba, więc... ;p / dop. aut.)! Kto wybierał dom? - Warknęła.
- Matt. - Powiedzieli jednocześnie Aro, Adrian i Sebastian.
- W takim razie... dzięki, Matt! Dzięki tobie mamy w piwnicy cały sprzęt medyczny. Zosia, idziesz ze mną. Trzeba się pobawić w lekarza. - Wyszczerzyła się w moją stronę.
- Ktoś tu skończył studia medyczne? Albo chociaż kurs ratowania życia? Sama bym sobie zrobiła, ale trup nie będzie mógł się ratować. - Spytałam niepewnie. Wszyscy spojrzeli po sobie, a po chwili Kosma i Matt zrobili krok w moją stronę. - Dobra. - Powiedziałam wolno. - A może jakaś dziewczyna?
- Ja. - Avery do mnie podeszła, a ja odetchnęłam z ulgą.
- Ok. To pani doktor, co robimy najpierw?
- USG, potem pobierzemy krew, a na koniec położymy cię na sali, która jest na strychu. - Powiedziała, pomagając mi wstać.
- Uprzedzam tam są duchy. - Mruknął Adrian.
- Duchy były na siódmych urodzinach Asi. - Syknęłam w jego stronę, a Asia uśmiechnęła się szeroko, pokazując swoje kiełki.
- Asia, a ty nie jesteś głodna? - Spytałam.
- Bardzo, ale się powstrzymuję. - Westchnęła.
- Idź, upoluj jakieś zwierzątko. My zjemy mięso, a ty wypijesz krew. - Zaproponowałam, a ona poderwała się i wybiegła z pokoju, a potem domu.
- O co wam chodziło? - Spytała Emily. Wywróciłam oczami.
- Nie znacie suahili? Smutne. - Westchnęłam żałośnie.
- Ja znam. - Mruknęła zasępiona Maja.
- Ja też. - Powiedział równie zasępiony Kosma.
- Ej, to nie jest zlot sępów! Uśmiechać się, albo pójdę po łuk. - Zagroziłam, machając palcem.
- Nie jesteś moją matką. - Syknął Kosma, na co pokazałam mu środkowy palec.
- A ja chciałabym, żebyś była moją mamą. - Powiedziała Maja, przytulając się do mnie.
- Dzięki, Maja. Zawsze cię traktowałam tak jak małą córeczkę. Asię też. - Uśmiechnęłam się słabo.
- Ja nie jestem mała! - Wrzasnęła Asia. Ojojojojojojojojoj.
- Jesteś i koniec, kropka. - Warknęłam, wyplątując się z objęć Mai.
- Zosia, idziemy. - Avery pociągnęła mnie w stronę schodów. Wlokłam się za nią, a Emily i Maja pakowały kilka rzeczy, żebym nie musiała chodzić do pokoju. Chłopcy próbowali właśnie przenieść sprzęty z piwnicy na strych.
- Ej, ale wy wiecie, że jest winda? - Spytałam, widząc jak chłopcy wpychają po schodach jakieś lampy. Wszyscy zmrozili mnie wzrokiem, spychając lampy w dół, aby wejść do windy, która była ukryta pod schodami. Faceci są ślepi.
- Chodź. - Avery pociągnęła mnie za rękę i pomogła mi się położyć na łóżku. Rozejrzałam się. Strych był nawet ładny. Spodziewałam się jakiegoś małego pokoiku, w którym byłoby mnóstwo pajęczyn. Było to duże pomieszczenie, w którym było niewiele mebli. Jedno łóżko, kilka krzeseł, jakiś stolik i tyle. Chłopcy wypchnęli z windy lampy, które Avery zaraz przytargała do łóżka. Po paru minutach pomieszczenie wyglądało zupełnie inaczej. Wszędzie stały różne maszyny, na stoliku stała pusta już torba, moje rzeczy były w komodzie, którą przytargały z piwnicy dziewczyny, a ja miałam na kolanach porcję jedzenia.
- Ja nie chcę. - Jęknęłam, ale Avery wepchnęła we mnie trochę jedzenia.
- A mogę zamknąć oczy? - Spytałam.
- Nie. - Mruknęła Asia, która właśnie wchodziła do pomieszczenia. Jej oczy błyszczały dziwnie i była cała we krwi.
- Co ci się stało? - Spytała Maja, podchodząc do niej.
- Polowanie. - Mruknęła Asia, opadając na podsunięte przez Emily krzesło. - Jedzenie jest w kuchni. Kilka wiewiórek, orzechy, jagody, trochę warzyw, zioła i jakiś jeleń. Zwierzęta od razu pokrójcie, nie mają krwi.
- Dobra. - Maja i Emily zbiegły szybko, a Asia po paru minutach podniosła się i poszła się przebrać. Wróciła dwie minuty później, ale tym razem usiadła koło mnie.
- Masz jakiś dar? - Spytałam.
- Ty mi powiedz. Ty interesowałaś się wampirami. - Mruknęła, ale pod moim spojrzeniem zmiękła. - Czytanie w myślach i kontrolowanie emocjami.
- Świetnie. - Ucieszyła się Avery, patrząc znacząco na mój brzuch.
- Nie dowiecie się kto jest ojcem dziecka. - Warknęłam.
- A jak będzie potrzebować krwi? - Spytała podstępnie złotooka.
- Zostawcie mnie z chłopcami. - Poprosiłam. - Grupy krwi. - Warknęłam, gdy dziewczyny wyszły.
- ARh-. - Powiedział Aro, a Adrian, Matt i Sebastian pokiwali głowami.
- ABRh+. - Mruknął Kosma.
- Świetnie. A teraz wynocha. - Chłopcy wyszli, a dziewczyny weszły.
- No więc... jaką grupę krwi będzie miało dziecko? - Spytała Asia.
- Ehh... - Westchnęłam. - Moje dziecko będzie miało grupę krwi...
Nie uwierzycie, że ten rozdział miałam wczoraj! Króciutki, ale następny będzie dłuższy i na pewno lepszy. ;) Szkoda, że nikt nie komentuje, będę musiała wziąć sprawy w swoje ręce <diabelski śmiech>.
No to do zobaczenia za tydzień! Au revoir!
So phiee xx
- Tak. Nessie i Tessę poznałam dwa lata temu na polowaniu. A teraz puśćcie je. - Chłopcy zaraz odsunęli się, chowając się za Emily i Avery. Prychnęłam, podchodząc do Nessie i Tessy. Przytuliłam je, ale zaraz odsunęłam się, czując to nieprzyjemne uczucie w brzuchu. Pobiegłam do swojego pokoju, a potem do łazienki. Po kilkunastu minutach byłam z powrotem na dole. Weszłam do salonu i zobaczyłam Asię, Maję, Kosmę, Mike'a, Kate, Nessie, Tessę, Avery, Emily, Sebastiana, Aro, Matta i Adriana.
- Kate! Mike! - Rzuciłam się na nich. Przytuliłam Kate, potem Mike'a, a potem stanęłam na środku pokoju. - Macie leki?
- Niestety nie. - Maja pokręciła głową. Avery wymamrotała coś pod nosem.
- Co? - Spytała Asia, patrząc na nią ze zdezorientowaniem. Avery mruknęła coś w odpowiedzi, a Asia otworzyła usta ze zdziwienia.
- Co jest, do jasnej Anielki?! - Uniosłam głos.
- Jesteś w ciąży. - Mruknęła Avery, a ja otworzyłam usta ze zdziwienia.
- Co? Jak? Kiedy? Co, do jasnej... ?!
- Mam ci tłumaczyć skąd się biorą dzieci? - Spytała Avery.
- Podziękuję za ten zaszczyt. - Fuknęłam.
- Zosia... - Zaczęła Asia.
- Co? - Syknęłam.
- Kto jest... no wiesz... ojcem? - Spytała.
- Nie muszę ci nic mówić, nie jesteś moją matką. - Mruknęłam i udałam się do swojego pokoju. Usiadłam na łóżku, podkuliłam nogi i objęłam je rękoma. Ja wiem kto jest ojcem... Asia nie może tego wiedzieć... Nikt nie może... Może on wie... Nie. On na pewno wie.
- Zosia, mogę wejść? - Usłyszałam zza drzwi.
- Nie. - Mruknęłam w odpowiedzi. Odwróciłam głowę w stronę okna, ale zaraz przeniosłam wzrok na łóżeczko dziecięce. - Asia powiedz Avery, żeby do mnie przyszła. - Szepnęłam, ale wiedziałam, że moja siostrzyczka to usłyszy. Po chwili drzwi otworzyły się i do pokoju weszła Avery.
- Co chciałaś?
- Jestem półcieniem, więc moja ciąża będzie inaczej wyglądać niż ta u ludzi. Tak?
- Tak.
- Opowiesz mi o tym? Jak wiesz.
- Niech ci będzie. - Westchnęła. - Ciąża półcieni trwa tylko miesiąc, ale jest męcząca. Będziesz ciągle wymiotować. Gorączka minie za jakiś tydzień, ale wróci na poród, więc trzeba będzie znaleźć leki. Asia, pamiętaj o tym...
- Pamiętam! - Wrzasnęła Asia z dołu.
- To dobrze. - Mruknęła Avery. - Masz jakieś doświadczenie w dzieciach?
- Praktycznie ja wychowywałam Asię, więc jakieś tam pojęcie mam. No i kuzynką się trochę zajmowałam. - Odparłam, czując łzy, napływające do oczu na wspomnienie Leny.
- Okej... - Mruknęła w zamyśleniu Avery.
- Zosia... - Do pokoju wparowała Maja, a za nią Asia i Emily. No i chłopcy. - Nessie, Tessa, Kate i Mike już poszli. Kate ma znaleźć jakieś leki. Mike też spróbuje.
- No i co z tego? - Mruknęłam.
- A Ness i Tessa mają przyjść jutro i będą szukać ojca dziecka... - Maja ostatnie trzy słowa wyszeptała, a ja podniosłam się błyskawicznie, co spowodowało skurcz w brzuchu, który zignorowałam.
- Co?! - Warknęłam. - Nikt się nie dowie, kto jest ojcem dziecka. Jedna osoba wie i jest nią ojciec dziecka. To będzie moje dziecko. - Syknęłam, na co zostałam obdarzona dziwnym wzrokiem pewnych brązowych tęczówek. Ostry ból przeszył mój brzuch, a ja zgięłam się z bólu wpół. Zakręciło mi się w głowie i upadłabym, gdyby nie Kosma. Szybko wyrwałam się z jego uścisku i pobiegłam do łazienki. Parę minut potem odkryłam straszną prawdę. Zaczęłam wymiotować krwią.
- Avery. - Zawołałam cicho, a po chwili brunetka była obok. Dziewczyna zaklęła głośno i siarczyście, po czym wypadła z łazienki, a potem z domu, co zakomunikowało trzaśnięcie drzwiami.
- Asia, gdzie poszła Avery? - Spytałam cicho.
- Po jakieś zioła! - Odparła moja siostrzyczka.
- Po kiego grzyba? - Mruknęłam, plując krwią.
- JEST! - Wrzasnęła Avery, wpadając do łazienki. Pomogła mi wstać i przemyć twarz. Opłukałam usta i wyszłyśmy z pokoju. Asia i Maja pomogły mi się położyć, a Emily pobiegła po składniki, które mruczała do niej Avery.
- Czuję się jak Bella. - Westchnęłam. Widząc zdezorientowaną minę Emily prawie się uśmiechnęłam.
- Co?
- Była saga ''Zmierzch'', którą nakręcili, a Bella to była żona wampira, która była w ciąży i strasznie była słaba, wymiotowała krwią, itp. - Mruczała Asia, przykrywając mnie szczelnie kocem.
- Masz. - Avery podała mi kubek z ziołami.
- Co to jest? - Spytałam trochę nieufnie.
- Sok z wilczych jagód. - Powiedziała Avery sarkastycznie. - Zioła, które dadzą ci trochę sił. Potem dostaniesz coś do jedzenia.
- Dobra. - Mruknęłam i wypiłam łyk ziół.
- Działa? - Spytała Asia. Przełknęłam i poczułam skurcz w brzuchu. Poderwałam się, oddając kubek Asi i pobiegłam do łazienki.
- Czyli nie działa. - Westchnęła Avery, wybiegając z pokoju.
- Asia, weź mi przynieś jakieś cieplejsze ciuchy. - Mruknęłam cicho, plując krwią i dziękując w duchu za zdolności wampirów.
- Masz. - Po chwili Asia podała mi czerwony sweter z sercem, jakąś koszulkę i, o zgrozo, spódnicę. Grzecznie się ubrałam, choć nie uśmiechało mi się, chodzenie w spódnicy, mimo tego, że jest lato. Wyszłam z łazienki z pomocą Asi. Gdy chłopcy mnie zobaczyli otworzyli usta ze zdziwienia.
- A wam o co chodzi? - Warknęłam.
- Ty... założyłaś spódnicę? - Spytał, jąkając się Kosma.
- A ktoś mi zabronił? Nie. - Syknęłam, idąc w stronę łóżka.
- Ktoś tu ma humorki. - Adrian uśmiechnął się jadowicie, na co oberwał od Aro. Prychnęłam pod nosem, wślizgując się pod koc. Avery wpadła do pokoju jak burza z trochę zdezorientowaną miną.
- Aro, Adrian, Matt, Sebastian, do jasnej cholery (Miałam nie demoralizować młodzieży, ale cholera to też choroba, więc... ;p / dop. aut.)! Kto wybierał dom? - Warknęła.
- Matt. - Powiedzieli jednocześnie Aro, Adrian i Sebastian.
- W takim razie... dzięki, Matt! Dzięki tobie mamy w piwnicy cały sprzęt medyczny. Zosia, idziesz ze mną. Trzeba się pobawić w lekarza. - Wyszczerzyła się w moją stronę.
- Ktoś tu skończył studia medyczne? Albo chociaż kurs ratowania życia? Sama bym sobie zrobiła, ale trup nie będzie mógł się ratować. - Spytałam niepewnie. Wszyscy spojrzeli po sobie, a po chwili Kosma i Matt zrobili krok w moją stronę. - Dobra. - Powiedziałam wolno. - A może jakaś dziewczyna?
- Ja. - Avery do mnie podeszła, a ja odetchnęłam z ulgą.
- Ok. To pani doktor, co robimy najpierw?
- USG, potem pobierzemy krew, a na koniec położymy cię na sali, która jest na strychu. - Powiedziała, pomagając mi wstać.
- Uprzedzam tam są duchy. - Mruknął Adrian.
- Duchy były na siódmych urodzinach Asi. - Syknęłam w jego stronę, a Asia uśmiechnęła się szeroko, pokazując swoje kiełki.
- Asia, a ty nie jesteś głodna? - Spytałam.
- Bardzo, ale się powstrzymuję. - Westchnęła.
- Idź, upoluj jakieś zwierzątko. My zjemy mięso, a ty wypijesz krew. - Zaproponowałam, a ona poderwała się i wybiegła z pokoju, a potem domu.
- O co wam chodziło? - Spytała Emily. Wywróciłam oczami.
- Nie znacie suahili? Smutne. - Westchnęłam żałośnie.
- Ja znam. - Mruknęła zasępiona Maja.
- Ja też. - Powiedział równie zasępiony Kosma.
- Ej, to nie jest zlot sępów! Uśmiechać się, albo pójdę po łuk. - Zagroziłam, machając palcem.
- Nie jesteś moją matką. - Syknął Kosma, na co pokazałam mu środkowy palec.
- A ja chciałabym, żebyś była moją mamą. - Powiedziała Maja, przytulając się do mnie.
- Dzięki, Maja. Zawsze cię traktowałam tak jak małą córeczkę. Asię też. - Uśmiechnęłam się słabo.
- Ja nie jestem mała! - Wrzasnęła Asia. Ojojojojojojojojoj.
- Jesteś i koniec, kropka. - Warknęłam, wyplątując się z objęć Mai.
- Zosia, idziemy. - Avery pociągnęła mnie w stronę schodów. Wlokłam się za nią, a Emily i Maja pakowały kilka rzeczy, żebym nie musiała chodzić do pokoju. Chłopcy próbowali właśnie przenieść sprzęty z piwnicy na strych.
- Ej, ale wy wiecie, że jest winda? - Spytałam, widząc jak chłopcy wpychają po schodach jakieś lampy. Wszyscy zmrozili mnie wzrokiem, spychając lampy w dół, aby wejść do windy, która była ukryta pod schodami. Faceci są ślepi.
- Chodź. - Avery pociągnęła mnie za rękę i pomogła mi się położyć na łóżku. Rozejrzałam się. Strych był nawet ładny. Spodziewałam się jakiegoś małego pokoiku, w którym byłoby mnóstwo pajęczyn. Było to duże pomieszczenie, w którym było niewiele mebli. Jedno łóżko, kilka krzeseł, jakiś stolik i tyle. Chłopcy wypchnęli z windy lampy, które Avery zaraz przytargała do łóżka. Po paru minutach pomieszczenie wyglądało zupełnie inaczej. Wszędzie stały różne maszyny, na stoliku stała pusta już torba, moje rzeczy były w komodzie, którą przytargały z piwnicy dziewczyny, a ja miałam na kolanach porcję jedzenia.
- Ja nie chcę. - Jęknęłam, ale Avery wepchnęła we mnie trochę jedzenia.
- A mogę zamknąć oczy? - Spytałam.
- Nie. - Mruknęła Asia, która właśnie wchodziła do pomieszczenia. Jej oczy błyszczały dziwnie i była cała we krwi.
- Co ci się stało? - Spytała Maja, podchodząc do niej.
- Polowanie. - Mruknęła Asia, opadając na podsunięte przez Emily krzesło. - Jedzenie jest w kuchni. Kilka wiewiórek, orzechy, jagody, trochę warzyw, zioła i jakiś jeleń. Zwierzęta od razu pokrójcie, nie mają krwi.
- Dobra. - Maja i Emily zbiegły szybko, a Asia po paru minutach podniosła się i poszła się przebrać. Wróciła dwie minuty później, ale tym razem usiadła koło mnie.
- Masz jakiś dar? - Spytałam.
- Ty mi powiedz. Ty interesowałaś się wampirami. - Mruknęła, ale pod moim spojrzeniem zmiękła. - Czytanie w myślach i kontrolowanie emocjami.
- Świetnie. - Ucieszyła się Avery, patrząc znacząco na mój brzuch.
- Nie dowiecie się kto jest ojcem dziecka. - Warknęłam.
- A jak będzie potrzebować krwi? - Spytała podstępnie złotooka.
- Zostawcie mnie z chłopcami. - Poprosiłam. - Grupy krwi. - Warknęłam, gdy dziewczyny wyszły.
- ARh-. - Powiedział Aro, a Adrian, Matt i Sebastian pokiwali głowami.
- ABRh+. - Mruknął Kosma.
- Świetnie. A teraz wynocha. - Chłopcy wyszli, a dziewczyny weszły.
- No więc... jaką grupę krwi będzie miało dziecko? - Spytała Asia.
- Ehh... - Westchnęłam. - Moje dziecko będzie miało grupę krwi...
Nie uwierzycie, że ten rozdział miałam wczoraj! Króciutki, ale następny będzie dłuższy i na pewno lepszy. ;) Szkoda, że nikt nie komentuje, będę musiała wziąć sprawy w swoje ręce <diabelski śmiech>.
No to do zobaczenia za tydzień! Au revoir!
So phiee xx
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz