sobota, 22 marca 2014

5. Lily Victoria Malinowska

 - Ehh... - Westchnęłam. - Moje dziecko będzie miało grupę krwi... taką jaką ja mam.
 - Ale twoja grupa krwi to ARh-. -Wyjąkała Asia, zezując w stronę drzwi.
 - Tak i dziecko będzie ją miało po mnie. - Powiedziałam twardo, świdrując siostrę wzrokiem. - A teraz czy możesz dać mi coś do picia?
 - Masz. - Avery podała mi jakieś zioła. Okazało się, że to mięta. Podziękowałam, sącząc powoli napój. Po paru minutach zmęczyłam się, więc, oddając wcześniej kubek wampirzycy, położyłam się i udawałam, że śpię.
 - Emm... dziewczyny? - Do pokoju wparowała Emily, a za nią Maja i chłopcy.
 - Co jest? - Spytała cicho Asia.
 - Moglibyśmy wiedzieć, kto jest ojcem dziecka Zosi? - Powiedziała nieśmiało Maja.
 - Zosia nic nie powiedziała, a grupa krwi będzie taka, jaką ona ma. - Westchnęła Avery.
 - Ja na pewno nie. - Mruknął Sebastian. Miałam ochotę prychnąć pod nosem.
 - Wiadomo. - Prychnęła Emily.
 - Ja nie. - Mruknął Adrian.
 - I tak jej nie lubisz. - Syknęła Avery.
 - A wy? - Warknęła Asia.
 - Ja nic nie powiem. To tajemnica Zosi. - Powiedział Matt.
 - Aro? Kosma? - Syknęła Emily.
 - Ja nic nie powiem. - Powiedzieli jednocześnie.
 - Ja wiem... Każdy z nich może być ojcem... Prawda? - Warknęła Asia. Prychnęłam, podnosząc się i otwierając oczy.
 - Ja miałabym się z każdym przespać? - Syknęłam. - Ty mnie chyba nie znasz, siostrzyczko.
 - Znam cię doskonale, ale przez sześć lat mogłaś nauczyć się kłamać. - Mruknęła, na co została obdarowana morderczym spojrzeniem.
 - Ty sądzisz, że ja cię okłamałam? Raz w życiu! Raz! - Wrzasnęłam.
 - Kiedy?!
 - Święty Mikołaj nie istnieje! - Krzyknęłam, na co Asia przewróciła oczami.
 - Nie? - Spytał Sebastian płaczliwym tonem. Wszyscy spojrzeli na niego jak na idiotę, a on oberwał od Emily.
 - No, a jak jeden raz skłamałaś to i drugi, i trzeci, i piąty mogłaś! - Zawołała, na co nie wytrzymałam i ...
 - Zosia! - Syknęła na mnie Avery, patrząc na czerwony ślad na policzku Asi.
 - Tobie jedynej nie skłamałam nigdy! Nie wierzysz mi?! Mamie kłamałam, babci, ojczymowi, wszystkim, ale tobie nigdy! - Ostatni wyraz przeliterowałam głośno. - I jeszcze jedno! Nie kłamałam ci, bo jesteś moją siostrą, którą zawsze się opiekowałam, którą wychowywałam jak własną córkę, byłaś jedyną osobą, która znała mnie lepiej niż ja, jednej tajemnicy ci nie powiedziałam... W kim się zakochałam jak miałam dwanaście lat... Ale do tej pory nie powiedziałam i nie powiem. - Zakończyłam, zakładając ręce na piersi.
 - Dobra... Fajne wyznanie... Zosia, ale może jednak powiesz kto jest ojcem... - Poprosiła Emily.
 - Nie. - Powiedziałam twardo. Czułam na sobie spojrzenie tęczówek, które dobrze znałam.
 - Asia nie patrz tak na mnie, to nic nie zdziała. - Mruknęłam, widząc błagające spojrzenie siostry. Tylko ja wiem kto jest ojcem dziecka. I jest nim...
 Dni mijały mi głównie na spaniu, wymiotowaniu, różnych humorkach i dużej ilości wkurzających próśb o dowiedzenie się, kto jest ojcem dziecka. W końcu nadszedł ten dzień. Dzień porodu. Avery cały czas biegała po domu, Emily szukała ręczników, Maja po całym domu szukała dziecięcych ubranek, a Asi cały czas nie było w domu, bo miała dosyć tego biegania. A zapomniałabym! Chłopcy. Sebastian się wkurza na każdego, kto na niego spojrzy, Matt łazi cały czas po swoim pokoju i prawie z niego nie wychodzi, Adrian ma wszystko gdzieś, Aro często poluje i głośno słucha muzyki, a Kosma zamknął się w pokoju i z niego nie wychodzi. Zachowują się gorzej niż kobiety w ciąży - co mogę potwierdzić.
 - Mam! - Wrzasnęła Maja, wbiegając do salonu, w którym po wielu kłótniach, parunastu szwach i wypicia około dziesięciu litrów melisy mogłam spokojnie leżeć, podczas, gdy inni na swój sposób próbowali się odstresować.
 - Czego? - Warknęłam.
 - Mam ubranka! - Krzyknęła triumfalnie.
 - Świetnie. - Mruknęłam, wracając do wcześniejszego zajęcia - gapienia się w sufit. Poczułam mocny skurcz w - moim już i tak dużym - brzuchu. Od miesiąca mam skurcze, ale ten był wyjątkowo mocny.
 - Avery! - Wrzasnęłam, a w moim głosie można było usłyszeć ból.
 - Szlag! - Syknęła Asia, wpadając do salonu, na szczęście nie przez dziurę, którą Adrian i Aro załatali, znajdując w piwnicy mnóstwo materiałów budowlanych.
 - Pomóż. - Szepnęłam, a Asia podtrzymując mnie, pomogła wstać i dojść do windy, która ostatnio była głównym środkiem transportu. Wjechałyśmy na strych, w którym teraz była sala szpitalna. Pomogła mi się położyć na łóżku, a w tej samej chwili wpadła Emily, Maja i Avery.
 - Chłopcy są w salonie. - Mruknęła Maja, biegając od jednego miejsca, do drugiego.
 - A może by tak znaleźć Kate? - Warknęłam, na co Asia wybiegła z pomieszczenia.
 - Chodź tutaj. - Po dwudziestu minutach do pokoju wparowały Kate i Asia. Blondynka zaklęła i od razu zaczęła wydawać polecenia.
 - Asia idź na dół, walnij parę razy chłopaków, bo panikują, Emily przynieś najlepiej ciepłą wodę, Maja ręczniki, a Avery będzie tu potrzebna.
 - A ja? - Spytałam.
 - Ty zaciśnij zęby. Nie będzie to bezbolesne. - Ostrzegła Kate, a ja przekonałam się, że to prawda. Po godzinie bólu, wrzasków, stracenia dużej ilości krwi i słuchania wrzasków chłopaków, usłyszałam płacz mojego dziecka.
 - Dziewczynka. - Szepnęła Avery, owijając moją córeczkę w ręcznik. Podała mi ją, a mała uspokoiła się. Przytuliłam ją i powiedziałam:
 - To jest Lily. - Powiedziałam cichutko, całując dziewczynkę w czółko. Podałam ją Avery, a ta umyła ją i ubrała w znalezione ubranka. Ja zdrzemnęłam się, a, gdy się obudziłam, czułam się świetnie. Usiadłam na łóżku i rozejrzałam się. Avery trzymała na rękach Lily, Asia stała koło niej i uśmiechała się, Maja i Emily sprzątały, a Kate siedziała na krześle zmęczona. Wstałam z łóżka, a Maja wcisnęła mi w ręce ubrania i wskazała drzwi do łazienki. Weszłam do pomieszczenia, zamykając drzwi na klucz. Podeszłam do lustra i przeraziłam się widokiem Byłam blada, a moje włosy przypominały stóg brązowego siana. Kręcąc głową, podeszłam do kabiny prysznicowej, odkręciłam ciepłą wodę i zrucając z siebie ubrania weszłam pod strumień wody.
 Po paru minutach wyszłam, owijając się ręcznikiem. Drugim ręcznikiem owinęłam włosy i wysuszając je podeszłam do ubrań, które wcześniej dała mi Maja. Sukienka! Biała, koronkowa z długim rękawem i do tego, na szczęście, trampki, ale na koturnie. Mamrocząc pod nosem, ubrałam się i wysuszyłam włosy. Zrobiły się delikatne fale. Opuściłam łazienkę i podeszłam do Mai.
 - Daj mi normalne buty. - Poprosiłam. Maja wywracając oczami, podała mi beżowe szpilki i białe trampki. Było oczywiste, że wezmę trampki. Założyłam buty i podeszłam do Avery, odbierając od niej Lily.
 - Nie powinnaś chodzić. - Mruknęła Asia.
 - Odwal się. Mama chodziła dwa dni po twoim urodzeniu, więc zamilcz. - Warknęłam. Podeszłam do windy i zjechałam na dół. Skierowałam się do salonu, z którego dochodziły jakieś hałasy. Weszłam do pomieszczenia i krzyknęłam:
 - Cisza! Obudzicie Lily. - Syknęłam ciszej i w tej chwili zaczęła płakać. - Shh... Już spokojnie Lily, shh... - Kołysałam dziewczynkę delikatnie, aż się uspokoiła. Otworzyła niebieskie oczka i próbowała coś zobaczyć. Westchnęłam, uśmiechając się. Przytuliłam Lily i rozejrzałam się. Kosma, Aro i Matt siedzieli na kanapie i mierzyli się wzrokiem, Sebastian patrzył na Lily, a Adrian tak jak przez ostatni miesiąc wszystko miał gdzieś.
 - Lily? - Spytali jednocześnie.
 - Tak. Lily Victoria. - Odparłam.
 - A nazwisko? - Spytał Kosma.
 - Moje. - Warknęłam.
 - Czyli... - Zaczął Matt.
 - Lily Victoria Malinowska. - Warknęłam.
 - Co? - Spytał Aro.
 - Malinowska to tak jak malina. - Mruknęłam, wywracając oczami.
 - Zosia! - Krzyknęła Emily, wpadając do salonu, na co pokazałam jej, że ma być cicho. Mimo tego Lily zaczęła płakać. Westchnęłam i wyciągnęłam rękę w stronę Emily, która podała mi butelkę mleka. Zaczęłam karmić Lily, a potem jej się odbiło. Słodko.
 - Zosia, może teraz powiesz...
 - Nie. - Warknęłam, przerywając jej.
 - A może... - Urwała.
 - Co?
 - Może chociaż powiesz kto mógłby nim być...
 - Nie. Masz już podejrzenia. Matt, Aro lub Kosma. Resztę sobie wymyśl. - Syknęłam, wychodząc z salonu, a potem domu. - Zobacz, Lily. Jak tu ładnie... prawda? Ehh... - Westchnęłam. - Przecież ty i tak nie widzisz. Powiesz mama? - Spytałam z nadzieją.
 - Miama. - Wymamrotała, a ja krzyknęłam ze szczęścia i zdziwienia. Wszyscy wypadli z domu z nożami, łukami lub czym popadnie. Na przykład Sebastian miał szczotkę... do włosów, a Aro - wałek do ciasta. Zapomniałam o tym, że Matt miał drewnianą łyżkę. Asia miała łuk, Maja nóż, Avery swoje noże, Emily miecz, Adrian maczetę, a Kosma to co Asia.
 - Co jest?! - Krzyknęła Kate, wypadając za nimi i rozglądając się. Zaczęłam się śmiać, a Lily próbowała to zrobić. Przestałam się śmiać, a reszta podeszła do nas.
 - Czy ona się śmieje? - Wyjąkała Asia.
 - Tak, a teraz Lily, kochanie, powiedz mama. - Poprosiłam.
 - Mamia. - Powiedziała moja córeczka.
 - Słodka. - Pisnęła Kate, podchodząc do mnie i uśmiechając się do Lily.
 - Całkiem podobna do... - Zaczęła Asia, prześlizgując wzrokiem po Aro, Macie i Kosmie. Podeszła do mnie i wzięła Lily. Otworzyła jej oczka. - Ma brązowe. - Mruknęła.
 - Tak jak ja i ty i JJ. - Mruknęłam.
 - Nie przypominaj mi JJ'ka. - Poprosiła płaczliwie, na co wywróciłam oczami, idąc do swojego pokoju. Wzięłam plecak i zeszłam na dół. Plecak podałam Asi, a ona podała mi Lily. - JJ! - Wyszczerzyła się, przytulając do lalki. No lalka.
 - JJ? - Spytała Maja, podchodząc do Asi. - Jej!
 - JJ? - Kosma uniósł brwi w zdziwieniu.
 - JJ. - Potwierdziłam. - Mój mały braciszek.
 - Co? - Spytał ze śmiechem Adrian, co wkurzyło moją siostrę.
 - JJ to brat, którego niestety nie miałyśmy. - Warknęła, uderzając go z pięści w twarz, a potem w drugą stronę, a na koniec ,,trzy''.
 - Lily zobacz to twój wujek JJ. - Pokazałam jej brata.
 - Dziejdziej! - Krzyknęła Lily, klaskając w rączki. Spojrzałam na Avery.
 - Czy ona będzie tak... szybko rosnąć i się rozwijać? - Spytałam niepewnie.
 - Dziecko człowieka i półcienia rośnie szybko i jeszcze szybciej się rozwija. - Odparła z ulgą. Posłałam w jej stronę uśmiech. No to teraz będzie męczyć Kosmę i Matta, żeby się dowiedzieć, kto jest ojcem mojego dziecka.
 - Okej. - Powiedziała wolno Asia, świdrując mnie wzrokiem. Wywróciłam oczami, co oznaczało, że nie powiem jej kto jest ojcem Lily.
 - A teraz Avery i Aro pójdą do jakiegoś pokoju i sobie pogadają. - Wyszczerzyłam się, a Avery zmroziła mnie wzrokiem.
 - Hę? - Zdziwił się Aro, ale zaraz zamilkł, bo Avery go pocałowała.
 - Yeah! - Wrzasnęłam, klaszcząc. - Jedziesz, Avery! - Po chwili uchyliłam się przed nożem, który rzuciła we mnie Avery. Pokazałam jej język, a Lily zaklaskała.
 - O co...? - Zaczęła Emily, ale Avery pokazała jej, że ma być cicho.
 - A może ty też pójdziesz z kimś do pokoju i sobie coś wyjaśnisz? - Spytała Avery przez zaciśnięte zęby, kładąc nacisk na wyraz ,,kimś''. Zmroziłam ją wzrokiem, przytulając mocniej Lily.
 - Ja i ktoś wszystko wiemy, a czy ty i Aro na pewno? - Warknęłam, oddając Lily Asi.
 - Nie rozu...
 - Zamknij się, Aro. - Syknęłyśmy z Avery, tuż przed tym jak rzuciłyśmy sobie do gardeł. Niestety miałam na sobie sukienkę, co utrudniało walkę. Tak, czy inaczej wygrałam. Odebrałam od Asi Lily i weszłam do domu, bo robiło się ciemno.
 - Chodź, Lily. Pójdziemy spać, tak, kochanie? - Uśmiechnęłam się do córeczki. Poszłam do swojego pokoju, biorąc kilka ubranek dla Lily, które zostawiła Maja. Weszłam do łazienki i umyłam Lily, a potem przebrałam w kolorowe szorty i jakąś koszulkę. Potem też się przebrałam w podobny zestaw i trzymając usypiającą córeczkę, wróciłam do pokoju. Położyłam Lily koło siebie na łóżku, zasłoniłam okno i ułożyłam koło córeczki. Przykryłam nas kołdrą i przytuliłam się do małej. Widząc, że Lily nie chce spać, zaczęłam śpiewać kołysankę. Gdy skończyłam, mała już spała. Uśmiechnęłam się do siebie i wstałam po cichu z łóżka. Założyłam pierwsze trampki, które wpadły mi do rąk i bluzę. Wymknęłam się z pokoju i zeszłam do salonu, w którym byli chłopcy, Asia, Avery, Maja i Emily. Asia widząc mnie, wstała z kanapy.
 - Gdzie Lily? - Spytała.
 - Śpi. - Odparłam cicho, rozglądając się po pomieszczeniu.
 - Chłopcy, idźcie. - Powiedziała Avery, a po chwili chłopcy wyszli. - Zosia, do jasnej anielki, powiedz, kto jest ojcem Lily. - Ostro zwróciła się do mnie.
 - Matt czy Kosma? - Sprecyzowała Emily.
 - A co za różnica? Lily nie będzie miała ojca. - Syknęłam, wyprowadzona z równowagi.
 - A jakby coś ci się stało? To kto wtedy zajmie się Lily? - Wtrąciła przebiegle Emily.
 - Asia się nią zajmie. - Odparowałam.
 - Nie dam rady. - Warknęła Asia.
 - A Leną się krasnoludki zajmowały. - Odparłam. Moja siostra wywróciła oczami. - Siostrzyczko.
 - Nie. Albo powiesz, kto jest ojcem Lily, albo się zabiję.
 - Mała strata. - Droczyłam się z nią.
 - Wiem, ale tak, czy inaczej masz mi powiedzieć, do jasnej anielki, kto jest ojcem Lily. - Podniosła głos.
 - Nie. Ale powiem ci jedno. Tylko jeden z nich może być ojcem Lily. I wiesz, co? Możesz się nawet zabić, ja ci nie powiem, kto jest...
 - Asia! - Maja skarciła moją siostrę, patrząc na czerwony ślad na moim policzku. Wywróciłam oczami i skierowałam się do swojego pokoju.
 - A jak cię tak to bardzo interesuje, siostrzyczko. Ojcem Lily jest...


Heeeej! Nowy rekord w pisaniu rozdziału. Uwaga, uwaga... Ten rozdział był gotowy 17.03.2014 r.!
Dziwne??? Owszem. Nie jestem pewna czy następny rozdział dodam za tydzień, bo 1 kwietnia mam ważny test i muszę powtórzyć materiał z trzech klas -,- (test szóstoklasisty w Prima Aprilis?! Kto to kurde widział?!) Więc do następnego!
Adios!
Au revoir!
Bon voyage!
Adjö!
Vi ses!
Bye!

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz